Po prostu trzeba umieć jeździć. To podstawa. Jak widzę ludzi, którzy nie umieją jeździć a mówią, że nie zdali bo egzaminator głupi/stres/ nie zjedli snickersa / nie kopnęła ich mama na szczęście to coś mnie bierze.
Sam zdałem za 2 razem i wiem, że słusznie bo popełniłem błąd niewybaczalny...
Podziel sie z nami. Jaki to byl blad? No ja slyszalem ze najlepsi kierowcy zdaja za 2 razem hehe :-) Wiem ze za 2 razem w ogole sie nie bede stresowac ! Wtedy moge nie zdac tylko jak zrobie cos zle, albo naprawde egzaminator bedzie mial zly dzien :P
Wymusiłem lekko pierwszeństwo. Nic by się nie stało, ale nie jest to zachowanie przy którym można zdać egzamin. Koncentracja jest bardzo ważna, być może to wpłynęło na niepowodzenie. Aktualnie jestem kierowcą od prawie 3 lat i chyba całkiem nieźle sobie radzę. A kilometrów robię minimum 1000 na rok.
Witam!
Miałem się odezwać po egzaminie.
Dziś miałem na 7.30 w WORD Rybnik i zdałem :) drugie podejście.
Przede wszystkim spokój i trochę szczęścia też potrzebne!
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!!! :)
P.S. Uważajcie na znaki, często drogi są remontowane i nie jeździmy na pamięć!
Skupić się na jeździe i będzie ok, wiem to po sobie, że łatwo się tylko gada...
Ale jest to możliwe!!!
Pozdr.
Witam!
Miałem się odezwać po egzaminie.
Dziś miałem na 7.30 w WORD Rybnik i zdałem :) drugie podejście.
Przede wszystkim spokój i trochę szczęścia też potrzebne!
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!!! :)
P.S. Uważajcie na znaki, często drogi są remontowane i nie jeździmy na pamięć!
Skupić się na jeździe i będzie ok, wiem to po sobie, że łatwo się tylko gada...
Ale jest to możliwe!!!
Pozdr.
serdecznie gratuluje ;) Moja drugie podejscie rowniez odbywa sie o 7.50 ;) Podobno to dobra pora do zdania :))
Ja robię jednym autem 2 tys miesięcznie tj około 25 tys rocznie drugim autem około 15 tys. Czy jestem dobrym kierowcą??? Nie uważam się za takiego choć pewnie najgorszy też nie jestem jeżdżąc już 14 lat. Zdałem za 4 razem:
1 raz) opłacone tylko testy (zdawałem dwie kategorie) egzaminator powiedział że jego to nie obchodzi ile jest kategorii można tylko popełnić 2 błędy - powstała ostra wymiana zdań między nami i miałem 3 błędy
2 raz) opłacone testy zdane bez problemu
3 raz) była komisja z katowic i wszyscy uciekli z placu manewrowego więc powędrowałem z tłumem
4 raz) zdane bez problemu
W sumie mówię wszystkim że zdałem za 4 razem choć tak prawdę powiedziawszy to za 2 lub 3 :)
Witam
Ja straciłem prawko za punkty (26p) które uzbierałem pierwszy raz od 1983 roku.
Na pierwszym egzaminie praktycznym zostałem oblany za bardzo ,,poważne'' błędy:
- dwa razy za wcześnie wyłączyłem sygnał kierunku
- jeden raz po podniesieniu się szlabanów na przejezdzie i zgaśnięciu czerwonych świateł zapomniałem rozejrzeć sie za pociagiem.
-Żekomo za długo poruszałem się środkowym pasem ruchu.
Czego nie zrobiłem :
Nie wymusiłem pierszeństwa , nie przekroczyłem prędkości ani lini ciągłych , nie jechałem na czerwonych światłach , niemal perfekcyjnie parkowałem - niech ten tekst posłuży jako komentarz że są egzaminatorzy tłukixbarany
niech ten tekst posłuży jako komentarz że są egzaminatorzy tłukixbarany
Nie od dzisiaj wiadomo, że WORD to maszynka do robienia kasy. Codziennie zdaje tam kilkadziesiąt - kilkaset osób (w Łodzi otworzyli drugi WORD, bo jeden się nie wyrabiał, terminy po kilka tygodni), niech zdawalność wynosi 30%, to ma poczwórny zysk (bo za drugim i kolejnymi razami część również nie zda).
abart68 no niestety ale egzaminatorzy takie podejście stosują do osób które prawko straciły.
A jak już straciły za kieliszek to ohoho. To taka forma reedukacji żeby delikwent sobie prawo jazdy jak już uzyska szanował.
Na kursie parę lat temu prowadzący tę ich logikę wyłuszczył tak:
"Jak ktoś już stracił prawo jazdy i chce je odzyskać to nie chodzi o to czy potrafi jeździć czy nie tylko o to czy powinien je dostać z powrotem skoro je raz stracił."
luke666 no ale zakładasz w domyśle ze cała populacja nadaje się na kierowców ;).
Ja jak pisałem wczesniej zabrane mam za punkty nie za alkochol a właściwie za przekroczenie prędkości cztery razy w jednego roku.
Wybrałem 10 godzin jazdy przed egzaminem i instruktor twierdził że jestem dobrym kierowcą i egzamin powinienem zdać za pierwszym razem.
Dzisiaj jezdziłem w innej szkole 2 godziny i ta sama opinia więc powinienem być pewny.
Do jutrzejszego egzaminu podchodzę bez emocji bo jak mają mnie oblać to obleją a ja i tak dobrym kierowcą jestem.
Sami egzaminatorzy przekraczają prędkość zaraz po pozbyciu się zdającego lub nawet odwożąc go na plac manewrowy , nawet drogę zajeżdzają bezszczelnie innym kierowcą.
Krótko - tylko spokój i koncentracja i trochę szczęścia może Was uratować.
3.1.13. (10.9, 15) Zabronione jest publikowanie wpisów naruszających zasady pisowni języka polskiego, niedbałych i niezrozumiałych.
To jest druga prośba.
[jankolo]
luke666 no ale zakładasz w domyśle ze cała populacja nadaje się na kierowców
Racja, to jest błędne założenie, bo połowie osób które podchodzą do egzaminu nie mają wyczucia w prowadzeniu auta. Niestety, 30 godzin wystarczy żeby nauczyć prowadzić auto, a nie jak jeździć.
Co ciekawe, mam kilka koleżanek które jakiś czas temu zdały prawo jazdy, natomiast boją się wsiąść za kierownicę. Z jednej strony brak pewności siebie, z drugiej strony wina szkolenia - uczą Cię jak zdać egzamin, a nie jak jeździć (oczywiście z drugą osobą na fotelu pasażera, która ma pod nogą pedał hamulca, przez co kursant czuje się beztrosko na drodze).
luke666 jak ja zdawałem to przyszły dwie laski nazwijmy je tipsiary jedna miała 2 pkt na 20 (czy 18 już nie pamietam) na teście wyboru a druga błysnęła inteligencją i miała 5 pkt. No i po co one tam przyszły? pewnie do tej pory powiadają ze na kopercie albo na mieście oblały.
Jak ja zdawałem to na 22 osoby testów nie zdało 8. No powiedzmy ze jedna trzecia. Ale powiedzmy ze to był jakiś pech i grupa nie reprezentatywna powiedzmy ze jedna osoba na 5 odpada na testach. Ilu waszych znajomych przyznało się ze na testach polegli? Ja znam osobiście 2 które się do tego przyznały.
Co do szkolenia to jest całkiem do dupy bo na egzamin idzie osoba która jeździć nie umie. Jak ja zdawałem to jazd było 20 godzin a na motocykl jeszcze mniej z czego połowę było jeżdżenia miedzy pachołkami na placu.
Opcje są dwie jedna to zwiększenie ilości godzin jazd ale to tylko nabijanie kasy szkołom. A opcja druga sensowniejsza prawo jazdy na okres próbny. Tzn robi się kurs zdaje się jakiś egzamin z przepisów i taki delikwent sobie potem jeździ. Po roku idzie na egzamin. Podczas tego roku jazda z inna osoba która ma prawo jazdy powiedzmy 5 lat i tak dalej.
Jesteś tak dobrym kierowcą, że ograniczenia Cię nie dotyczą... Skąd ja to znam - 90% polskich kierowców to ma. A jak jeżdżą - widać...
No ja może pisać to nie umię ale czytać to tak :
Od roku 1983 żadnej kolizji , kilka pomniejszych mandatów ,prawie zero wykroczeń.
Niestety 4 wykroczenia w 2011 z powodu pośpiechu i okresu szaleństwa Straży miejskiej.
Dodano po 5 [godziny] 11 [minuty]:
Dzisiaj zdałem niemal perfekcyjnie - polecam złotą myśl mistrza Jody- cierpliwości cierpliwości
Chciałbym zaapelować do młodych kierowców o nie kierowanie się tzw. rankingami zdawalności WORD.
Zwróćcie proszę uwagę, że ten parametr mówi tylko jak dobry kierowca opuszcza daną szkołę, przemilczając ile godzin wyjeździł, by się takim kierowcą stać. Przypominam, że o dopuszczeniu do egzaminu decyduje szkoła.. i im więcej godzin uczeń wykupi tym lepiej dla niej. Parametr zdawalności nie mówi nic o efektywności szkoły. Nie jest filozofią szkolić kolesia, po 200h puścić na egzamin i wtedy zda go za pierwszym razem nawet na ciężkim kacu.
Gdyby dla każdej szkoły prowadzić statystykę pod tytułem "średnio by zaliczyć egzamin uczeń naszej szkoły musiał wyjeździć xxx godzin" to by było dużo uczciwsze podejście. W tej chwili instruktorzy nie mają motywacji, by się rozwijać, wypracowywać nowe metodologie nauczania.
"Masz auto i się baw, a ja zainterweniuję w razie czego" to stanowczo za mało !!
Problemem jest niewielka ilość godzin jazdy. Każdy wie, że 30h jazdy wystarcza na opanowanie znaków, ale to stanowczo za mało do dobrego poruszania się po mieście. W obszarach wiejskich w zupełności by wystarczyło, lecz po 30 godzinach nie ma się wprawy do jazdy miejskiej, gdzie należy mieć oczy szeroko otwarte. Są osoby, które po tym czasie nie panują nad samochodem i wtedy należy wziąć dodatkowe godziny, nie mówię tu o godzinie czy dwóch bo to niewiele zmienia, lecz trzeba pomyśleć o 10 - 20 godzinach. Warto wtedy zmienić instruktora aby sprawdził nasze błędy. A ode mnie rada: podejrzewam, że linia podwójna ciągła była przy skrzyżowaniu a zatem gdy stoisz przed skrzyżowaniem z sygnalizacją to w miarę możliwości to zobacz sobie gdzie masz jechać, zerknij na układ skrzyżowania. Jeśli zatrzymujesz się przed znakiem stopu, także zerknij sobie dokładnie gdzie masz jechać a nie patrz tylko na samochody. Dobrym nawykiem jest też zerkanie w lusterka a przy wykonywaniu niektórych manewrów jest to konieczne. Ja nauczyłem się kontrolować lusterka podczas jazdy rowerem z zamontowanym lusterkiem. Dodatkowo, zielona strzałka zezwalająca na warunkowy wjazd, to że przed sygnalizatorem należy się zatrzymać, to nie podlega dyskusji, aczkolwiek po upewnieniu się, że możesz jechać, zerknij jeszcze na sygnalizator czy przypadkiem strzałka nie zgasła. Pomiędzy zgaśnięciem strzałki a zapaleniem się zielonego światła mija kilka sekund i wtedy wjazd na skrzyżowanie jest zabroniony. Po zdaniu egzaminu ważny jest spokój i opanowanie. Należy sobie zdać sprawę, iż wtedy łamanie przepisów jest bezwzględną głupotą ze względu na brak doświadczenia w jeździe. Ja zdałem za 4 razem, moich 3 sąsiadów za pierwszym, przez jakiś czas uważali się lepsi, aczkolwiek w przeciągu roku od odebrania prawa jazdy to oni porozbijali swoje samochody (a raczej graty bo to były roczniki pomiędzy 90 a 94). Jednego z nich mogę zrozumieć bo gdy przyjechała Policja i przebadali go, wydmuchał coś około 1,4 promila, było nawet w lokalnych gazetach. Pozostali mieli przygodę w drzewem a także wysokim krawężnikiem i ogrodzeniem. Ja podczas 4 podejścia byłem wyluzowany, nie odczuwałem zdenerwowania, aż sam się zdziwiłem. Dodam, że byłem trzeźwy, niczego się nie najarałem, nie nałykałem proszków a jedynie dobrze się wyspałem. Życzę powodzenia
Witam, ja mam jutro egzamin praktyczny i mam nadzieje ze mi sie uda.
dwa razy już oblałam, jeden raz przez głupiego kierowce który dawał migacz ze skręca w prawo, a pojechał na wprost (ja miałam skręcić w lewo z drogi bocznej, on jechał głowną), no i niestety to ja byłam winna... nie zareagowałam z hamulcem tak szybko jak egzaminator... myślałam, że wysiąde i zabije tego kierowce! Egzaminator taki średni, nie należał do chamów ale super miły tez nie był... Za drugim razem egzaminator super, zdawałam w śnieżyce, i miałam sytuacje ze dzieki refleksowi unikneliśmy zderzenia z innym kierowca (oczywiście jego wina), za to mnie pochwalił egzaminator i powiedział, że nie wielu jest takich poczatkujacych co tak madrze ratuja sytuacje... niestety pech chciał ze spieprzyłam parkowanie ;( coż... niefart
Mam nadzieje ze jutro jakoś mi sie uda, jestem strasznie zdenerwowana, a poprzednimi w ogole sie nie stresowałam...
A propos szkół, i nauki jazdy, to prawda, ze w ciagu 30 godzin nie da sie wszystkiego nauczyc, bo o doświdczeniu za kierownica mozna powiedziec jak ktos jeździ minimum 5 lat! Ale osobiście uważam ze nie jeżdze najgorzej, owszem zdarzają sie błedy, ale sa ta błedy zdarzające sie większości. W praktyce i tak kierowcy jeżdzą jak chcą i przez takich debili później są wypadki!