Co do intensywności świecenia - czy porównywałeś ją z jakimś znanym źródłem światła? użyłeś
jakiegoś przyrządu, by ją zmierzyć? porównałeś kolor świecenia z jakimś wzorcem koloru? Oko
raczej nie ma zdolności, by pamiętać jasność czy kolor tak, by zauważyć różnicę po długim czasie.
To prawda, może to być problem, jednak ja jestem na bieżąco z jonizatorem TE i natychmiast bez problemu mogę dokonać takiej oceny.
Jest to problem dla tych, którzy chcieliby samodzielnie przeprowadzać próby konstruowania i prawdopodobnie byliby spokojniejsi, gdyby mogli skorzystać z porady osób które dokładnie wiedzą, jak to powinno wyglądać. Zdaję sobie z tego sprawę.
Rzeczywiście ciężko jest to określić na pytanie kogoś, kto pyta o to przez telefon czy internet.
Rozumiem też, że zamieszczanie zdjęć może być połowiczną pomocą z uwagi na przekłamania monitorów - ustawienia użytkowników mogą być przeróżne. Mówię o odcieniu, a przede wszystkim nasyceniu kolorów itp.
Jednak jakaś pomoc to jest.
Mogę zapewnić, że na moim monitorze drugi pasek od lewej ma taki właśnie kolor, jaki ma katoda :)
NAJLEPSZE OKREŚLENIE to NASYCONY POMARAŃCZ, tak jak dojrzała w pełni skórka pomarańczy.
Mamy pewien margines bezpieczeństwa w rozżarzaniu katody:
Przy zbyt niskiej temp. efekty są słabo zauważalne (katoda jest bliska "nasyconej" czerwieni - przypadek pierwszy z lewej). Nie jest niebezpiecznie, po prostu jest nienajlepiej.
Przypadek drugi z lewej - jedyny pożądany w jonizatorze TE. Wspomnę jedynie, że takie rozżarzenie dla lamp próżniowych byłoby niewystarczające. Nie wiem jaki prąd by popłynął, ale pewnie nikły.
Przypadek trzeci od lewej. Katoda wyrażnie ŻÓŁTA. To sygnał, że przekroczyliśmy granicę naszego marginesu bezpieczeństwa. Powietrze z okolic katody będzie miało mdło - kwaśny zapach. BEZWZGLĘDNIE musimy obniżyć prąd do przypadku 2 !!!.
Wreszcie czwarty od lewej. Katoda jasnożółta, wpadająca w wyraźnie świecącą jasną białożółć. Tak właśnie żarzy się cała katoda z powyższego zdjęcia. Poza wymienionymi w poprzednim przypadku efektami (które są jeszcze wyrażniejsze) taka katoda nie ma szans na długie życie.
Na zdjęciu widać fragment termokatody używanej przeze mnie w różnych eksperymentach, która właśnie jest za mocno rozżarzona, ale jej koniec ma pewien rozkład temperaturowy, ponieważ jest połączony z doprowadzeniem (po lewej), które odbiera część energii cieplnej. Tego widocznego rozkładu użyłem do wyselekcjonowania i pokazania właściwej temperatury, jaka powinna panować na całej katodzie. Oczywiście w każdej katodzie niewielki obszar końców będzie ciemniejszy ze względu na radiację umocowania.
Każdy może próbować tych rzeczy, z czego sobie zdaję sprawę że tacy się znajdą, więc jeśli mamy szukać prawdy, to zależy mi na bezpieczeństwie tych, którzy eksperymentują. W tym miejscu czynię ukłony w stronę Mirka Sobolewskiego, który jako jedyna ze znanych mi osób odważył się wykorzystać metodę `książkowej` termoemisji do prób z tak niepopularnym założeniem wysyłania elektronów do powietrza.
Możemy stworzyć jakiś wzorzec do porównania, np. wziąć konkretną żarówkę, powiedzmy 25W/24V i przepuścić przez nią taki prąd, który spowoduje określony kolor włókna. Każdy musiałby dysponować żarówką o tych samych parametrach i tego samego producenta. To byłaby najlepsza metoda, ale naprawdę nie ma aż takiej potrzeby.
I wreszcie, piękne makro zdjęcie mojego żarnika z kropelką płynnego (w tej temperaturze) kwaśnego węglanu sodu /soda spożywcza/
Notabene, ten żarnik ma właściwą barwę. Widać lekkie ochłodzenie w miejscu styku kropli.
_jta_ napisał:
2. Zmniejszenie przekroju katody oznacza również zmniejszenie jej średnicy, a więc zwiększenie
pola elektrycznego przy jej powierzchni (zakładając, że napięcie pozostało takie samo), co może
kompensować niższą termoemisję większą wydajnością transportu elektronów.
Sztuka polega na tym, by wyzwolić jak najwięcej elektronów z najmniejszym udziałem emisji tzw. polowej. W przypadku jonizatora TE mojego wykonania, wartość natężenia na katodzie sięga ok. 8kV/cm przy -2kV w stos. do anody. Pole ma jedynie odchylać elektrony od katody w "stronę" powietrza.
:arrow: jta – do odpowiedzi z 16 kwi - na wypowiedź medyk4 z 13 Kwi 2008 20:41 i z 1 kwie.
Ad 1. Wyraźnie napisałem, że j TE nie był badany w sposób zgodny z EBM (czyli nie było badań randomizowanych, prospektywnych, zaślepionych – Evidence Based Medicine) i wyjaśniałem powody takiego stanu (brak funduszy, brak lobby zainteresowanego promocją sprzętu). Zaznaczam od razu, że badania takie nie byłyby wcale łatwe do przeprowadzenia i oceny (np gdyby obie grupy, badana i kontrolna przebywały w środowisku o "dobrym" powietrzu, z dużą ilościa jonów ujemnych, wynik badań byłby: brak różnic czyli brak działania). Są relacje lekarzy i pacjentów o poprawie samopoczucia, ale oczywiście może to być zjawisko placebo.
Mogę wysłać wyciąg streszczeń (proszę o email z adresem, swój podałem publicznie) dotyczących prac o jonizatorach ostrzowych. Jak pisałem, badania te były wykonywane przed laty.
Informacje o korzystnym znaczeniu jonizacji ujemnej znajdowały się w podręcznikach omawiających inhalacje, aerozoloterapię, alergie. Obecnie być może informacje takie umieszczane są rzadziej (jak pisałem temat jest niemodny).
Ponieważ pisałem to wyraźnie i podkreślałem prawo do bycia sceptykiem, nie rozumiem przedstawionej prośby
o „jakieś wyniki badań nad działaniem tego jonizatora”.
Ad 2. Ciągle jestem pouczany, aby poczytać to i owo, ale moje pytania są zbywane. Dziękuję za informację, że do mierzenia wilgotności służy higrometr (oczywiście to moja kolejna złośliwość).
Jeżeli uczucie duszności przed burzą (co do tego, że występuje, jesteśmy zgodni z jta) wywołane jest wilgotnością (w domyśle dużą), to zadałem pytanie – jak ta wilgotność spada potem w czasie deszczu??? Jeżeli do ma być „zmiana wilgotności” to dlaczego nie mamy podobnego uczucia wchodząc do łazienki, na mgłę. Wchodząc i wychodząc do różnych budynków ciągle podlegamy dużym i gwałtownym zmianom wilgotności. O zmianach ciśnienia i temperatury nawet nie wspomnę (winda, wyciągi narciarskie itp.).
Uczucie dusznego powietrza przed burzą nie jest atakiem duszności typu astmatycznego. Odczuwają to również osoby zdrowe (istnieją prawdopodobnie setki takich relacji w literaturze, zostało to odnotowane w książce cytowanej przez jta).
NIE MA ŻADNEGO KONKRETNEGO WYJAŚNIENIA NAUKOWEGO POZA ROZUMOWANIEM PRZEDSTAWIANYM OFICJALNIE (I OGÓLNIKOWO): DUSZNOŚĆ TA WYNIKA Z POGODY, A WG NASZEJ (OFICJALNEJ I DZISIEJSZEJ) WIEDZY POGODA TO TEMPERATURA, CIŚNIENIE, WILGOTNOŚĆ, RUCH POWIETRZA, ZAPYLENIE I KONIEC. WIĘC UCZUCIE DUSZNOŚCI WYNIKA Z TYCH CZYNNIKÓW KROPKA.
Tylko niestety, nie potrafimy szczegółowo tego rozwinąć.
W dalszym ciągu tekstu jta namawia mnie do poszerzania mojej ograniczonej wiedzy, jednak starannie unika szczegółów.
Ad 3. Znowu tekst pełen ogólników na temat wielkich możliwości współczesnej nauki i żadnych konkretów
Ad 4. Jeżeli negowanie istnienia ciężkich jonów ujemnych przewidziało mi się, to przepraszam. W takim razie cieszę się jednak, że jesteśmy w czymś zgodni – że te jony istnieją w naszym otoczeniu.
Mam pytanie – czy moja informacja (którą uzyskałem z internetu), że chmury burzowe na swojej dolnej powierzchni mają potencjał ujemny w stosunku do ziemi jest prawdziwa, czy też jest jednym z moich błędów? Proszę o jasną odpowiedź (TAK/NIE)
Ad 5. Przyznaję, że w dyskusji bywam złośliwy, ale wynika to z dążenia do Prawdy. Po prostu uważam, że Prawda jest ważniejsza, niż ryzyko obrażenia kogoś. Jednak uważam (subiektywnie oczywiście), ze te drobne złośliwostki połączone były z konkretnym stwierdzeniami i faktami, których jta unika (moim subiektywnym zdaniem). Dlatego nie zgadzam się, że „zaśmiecam temat” i czekam na RZECZOWĄ ODPOWIEDŹ (MOŻE BYĆ POŁĄCZONA ZE ZŁOŚLIWOŚCIAMI)
PS
Znalazłem wypowiedź jta z 07 Lis 2007 11:59 z pytaniem: "czy one (jony ciężkie) w ogóle istnieja?" Rzeczywiście pytanie dotyczyło jonizatora TE. Ale moja odpowiedź jest następująca - trudno mieć pretensje, że konstruktor nie umie zmierzyć jonów z TE, jeżeli nikt nie umie zmierzyć jonów naturalnych. A jta mimo podziwu dla współczesnej fizyki, nie podał przykładu pomiaru tych naturalnych jonów. I o tym dyskutujemy!
Dołączył: 02 Mar 2004 Posty: 13786 Miasto: Warszawa
22 Kwi 2008 22:00
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
:arrow: medyk4
Piszę krótko, bo mam dużo roboty, i niewiele czasu mogę poświęcać na co innego.
Ad 1. Myślę, że mając jonizator, i znając się na metodologii, może Pan sam przeprowadzić jakieś badania,
których wyniki byłyby obiektywne - czy temat jest dla Pana aż tak mało interesujący, że Pan nie próbował?
Wydaje mi się, że choćby fakt, że to dotyczy Pana zdrowia, mógłby być jakąś motywacją, by coś zrobić.
Ad 2. Czy chodzi o to, co powoduje spadek wilgotności? Po pierwsze, w czasie burzy obniża się
temperatura - więc nawet jakby wilgotność pozostała bliska wilgotności nasycenia, to i tak ilość pary
wodnej zawarta w powietrzu po burzy byłaby zmniejszona. Po drugie, w czasie burzy spływa w dół
powietrze z górnych części chmur, i spływając ogrzewa się, więc i wilgotność względna maleje.
(informacja o spływaniu powietrza jest u Feynmana). Swoją drogą zapylenie też maleje - powietrze
na dużej wysokości, zwłaszcza jak było w chmurze, jest oczyszczone z pyłów.
Być może - ale to tylko przypuszczenie, nigdzie o tym nie czytałem - powietrze przed burzą zawiera
sporo dwutlenku węgla (może przed burzą wymiana powietrza jest ograniczona w porównaniu do
sytuacji w czasie zwykłej pogody?), a spływ powietrza z góry usuwa ten dwutlenek węgla?
Ad 4. Prawie cała dolna część chmury ma ładunek ujemny, jednak jest też fragment o ładunku dodatnim
(informacja z ksiązki Feynmana); o ile pamiętam, ponad 90% piorunów przenosi na powierzchnię Ziemii
ładunek ujemny - aczkolwiek zdarza się, że jest stosunkowo dużo "dodatnich", zaobserwowano je np.
po pożarach w Meksyku - najwyraźniej dym z pożarów wpłynął na ładowanie się chmur.
Ziemia ma - właśnie dzięki burzom - ładunek ujemny; jonosfera - dodatni; kiedy jest pogoda, ładunki
ujemne płyną z Ziemi do jonosfery; wielkość pola Ziemia-jonosfera jest rzędu 100V/m.
A co do pomiaru stężenia jonów - myślę, że to nie jest problemem, żeby wymyśleć sposób pomiaru;
problemem jest, skąd wziąć na to czas - ludzie, którzy by potrafili zmierzyć, mają dość innej roboty;
takie badania oznaczałyby jakieś koszty - a nie ma co liczyć na to, że KBN je sfinansuje.
O tym, co fizycy potrafią mierzyć, wiem np. z tego, co słyszę na seminariach. Pewnie może Pan
znaleźć dużo informacji na ten temat w publikacjach dostępnych w Internecie - o ile mi wiadomo,
http://arXiv.org/ jest dostępny dla każdego, a tam ukazuje się najwięcej prac naukowych.
Nie wiem, jak z dostępnością materiałów z konferencji Photon2005 - o ile pamiętam, w którymś
z referatów było o superdokładnych pomiarach - linki są na http://photon2005.fuw.edu.pl
Ale niestety nie dysponuję taką ilością czasu, żeby teraz przeszukiwać te materiały.
Witam.
Są jeszcze inne ważne czynniki decydujące o
"duszności" czy "świeżości" powietrza.
Jak wiadomo, skład procentowy to:
azot 71%
tlen 21%
oraz 1% inne gazy, ale przecież ulegają one pewnym wahaniom.
Przykładowo ozon ma znikomy udział (ułamki procenta), ale jest to gaz niezwykle reaktywny i wyczuwalny przy niewielkich ilościach.
Powietrze może mieć sporą przewagę jonów ujemnych, ale to samo w sobie nie sprawia, że określamy je jako świeże.
Świeżość powietrza przed i po burzy często tłumaczy się zawartością ozonu wytworzonego przez błyskawice.
Weżmy taką sytuację:
W bardzo dusznym pomieszczeniu, gdzie przebywa mnóstwo osób i stężenie tlenu jest drastycznie obniżone, dodatkowo przy usypiającej dawce CO2 (chyba każdy gdzieś się z tym w życiu spotkał), wystarczy włączyć niewielki ozonator z dmuchawą - ulga jest natychmiastowa.
Nie teoretyzuję. Robiłem takie próby osobiście, choć znałem literaturę na ten temat i spodziewałem się takich wyników.
Okazuje się, że zużyte przez oddech powietrze to nie tylko CO2, ale też toksyczne produkty przemiany materii. To one powodują, że mówimy "siekiera", "czad", "zaduch", "smród", "duchota" "fetor" itp.
No i... okazuje się, że wówczas ozon to nie tylko wybawca tlenowy dla naszych płuc, ale jako silny utleniacz - to prawdziwy "killer" dla wszelkiego organicznego smrodu.
Włączcie wydajny ozonator w zamkniętym pokoju, najlepiej nie wietrzonym po obiedzie, zamknijcie drzwi i wróćcie za kilkanaście minut. Będziecie zdziwieni, co się stało z tym smrodkiem.
Oczywiście nie polecam takich rozwiązań.
Ale to pokazuje, że określeniu "świeżości" powietrza można się przyglądać z wielu płaszczyzn; wcale nie jest to tak "nieokreślone" jak potocznie mogłoby się wydawać. Ba, ja uważam, że to świetnie, iż panowie staracie się to "wywąchać". Zatem jest nas więcej :)
Proste, rozumne i uporczywe obserwacje niejednokrotnie doprowadzały do intuicyjnego określenia rzeczy, którym nazwę nadała dopiero nieco spóźniona Nauka.
Spóźniona, ale jednak Nauka. Przykład? Benjamin Franklin chociażby.
Ja sądzę, że błędem byłoby sprowadzenie tematu jedynie albo przede wszystkim do jonów.
Nieraz otwieramy okno w nadziei poczucia orzeźwienia, a tu jakoś tak nijako, ciężko, kot nie pachnie wiatrem (>sambor2), ale w innym dniu i kot jest natleniony :) i wywietrzyć łatwo.
Chciałem więc podkreślić wagę OZONu. A co powiedzieć o interakcjach tego i innych składników, gdy ich proporcje ulegają wahaniu, na dodatek przy różnych kombinacjach wilgotności i temperatury? ?? Zawartości jonów ??
Nauka jak dotąd wyjaśniła wiele, ale wciąż trudno znaleźć jakieś fachowe opracowanie nt. odczuwania "rześkości" "ostrości", lub - jakbyśmy tego nie nazywali - "świeżosci" w powietrzu. A czy na wsi, w mieście, w lesie czy gdzie indziej - zmiany jakości dostrzec nadzwyczaj łatwo, choć tak trudno to określić. Sądzę, że niewieki, zmienny udział ozonu ma tu całkiem pokaźny udział .
Minęły 3 tygodnie i czuję się zobowiązany do zaraportowania z działania jonizatora. Jest włączany codzień po południu i pracuje do rana w czasie snu.
Żona pociła się co noc tak mocno, że musiała się przebierać, Tak było w pierwszym tygodniu, teraz poci się już nie zawsze. Innych ojawów właściwie nie było. Ucho raczej nadal jest w jakimś stanie przewlekłym o czym świadczą sporadyczne bóle głowy.
Co do mnie: moje zatoki są jakieś dziwne - nie jestem pewny czy to stan zapalny, czy coś innego. Normalnie będąc chorym, zawsze miałem przytkany przedmuch i uczucie pełności w zatokach, odczucie chłodu. Teraz tego nie ma - wentylacja dobra, zatoki raczej suche. Nie ma co odpuszczać z zatok jak to zwykle bywało. Mam natomiast inne objawy - nieustany ucisk u nasady nosa. Podejżewam, że to może być candida albicans, czyli drożdżak. Jego obecność z kolei jest związana z rtęcią z plomb amalgamatowych. Ale to nie temat tego forum. Sporo o tym czytałem ostatnio, zainteresowanych zapraszam na priv.
Dołączył: 02 Mar 2004 Posty: 13786 Miasto: Warszawa
29 Kwi 2008 08:14
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
:arrow: JacekWro
Myślę, że na odczucie świeżości może wpływać zawartość w powietrzu związków siarki (siarkowodór -
niewielkie jego ilości są wydzielane poprzez skórę, może przez płuca też; i organiczne, np. allicyna,
wydzielająca się w ilościach wyraźnie zauważalnych zapachowo po zjedzeniu cebuli) - dają wrażenie
nieświeżości; olejki eteryczne wydzielane przez rośliny (np. jałowce, eukaliptusy, ale i większość drzew
iglastych wydziela olejki, zwykle powodujące wrażenie świeżości, czasem - jak cis - trujące)...
ilość czynników przewyższa możliwość rozróżniania przez nasze receptory, i po tym, co odczuwamy,
raczej nie rozpoznamy, z jakimi mamy do czynienia, zwłaszcza gdy nakłada się ich wiele.
:arrow: medyk4
Właśnie zobaczyłem na prognozie pogody z ICM ciekawostkę: deszcz i wilgotnośc powietrza 75%,
a przed deszczem i po deszczu większa. Więc deszcz wcale nie oznacza, że ma być maksymalna...
Kolejna ciekawostka na temat zjawisk pogodowych, jaką znalazłem w najnowszym numerze
"Wiedza i życie": są bakterie, które powodują zamarzanie przechłodzonych kropli - bez nich
zamarzałyby one dopiero w temperaturze -40 stopni C, co spowodowałoby brak śniegu w naszym
klimacie, i dużo mniej deszczy (krople, które nie zamarzną, mają małe szanse urosnąć na tyle,
żeby spaść na Ziemię jako deszcz) - bez tych bakterii pogoda byłaby zupełnie inna...
->jta
Nasza dyskusja staje się coraz bardziej rzeczowa.
Jeżeli chodzi o własne prowadzenie badań medycznych własnego jonizatora TE to ... prowadzę je: włączam aparat i oceniam własne samopoczucie. Nie oczekuję jednak, że opublikuję wyniki takich "badań" (he, he) w jakimś czasopiśmie (a dopiero wtedy będą istniały w nauce) - badacz badający siebie - to dopiero medycyna oparta na faktach.
Aby prowadzić badania na ludziach musiałbym mieć zgodę komisji bioetycznej, grant, kasę, zespół badawczy. Jak wspomniałem pracuję w innej dziedzinie niż układ oddechowy. Próbowałem zainteresować tematem osoby z branży, ale z marnym efektem. Nie chce się rozpisywać, odsyłam do pierwszej mojej wypowiedzi, gdzie zasygnalizowałem problemy. Dodam tylko jedno zdanie - nasza "nauka" jest niestety bardzo wtórna i zakompleksiona i bada to co zbadali ci madrzy "na Zachodzie' (najlepiej w Ameryce)
Poczytałem jeszcze o burzy w Wikipedii. Uzyskałem potwierdzenie, że podstawa chmur burzowych jest ujemna elektr. w stosunku do ziemi. Jest to wg mnie kardynalny fakt w dyskusji o ujemnych jonach wody.
Nie wiem, kto pisał tam o burzy, ale myślę, że używał aktualnych źródeł. Temat jest dość podstawowy, nie dotyczy trylobitów z syluru ale rzeczy aktualnej i powszechnej.
UśMIAłEM SIę W CZASIE TEJ LEKTURY SZCZERZE. Pisałem, ze obecnie jestem fizykiem amatorem, ale potrafię odróżnić ziarno od plew i rozumiem parę podstawowych zasad, np. zachowania materii. Pomijając takie kwestie jak anihilacja materii i antymaterii, elektronu i antyelektronu (trochę żartuję, ale tylko trochę), jeżeli wyładowanie to ruch elektronów w dół, lub chwilami jonów dodatnich w górę, TO JAKOś TEN KONDENSATOR MUSIAł SIę NAłADOWAć.
Opisy "ocierania" się chmur o siebie serdecznie mnie ubawiły. Zgadza się, że są wyładowania z chmury do chmury, wyładowania do jonosfery, ale to trochę oddzielny temat. Ja ciągle pytam o podstawową rzecz, która zabiła już trochę ludzi i spaliła parę stodół - piorun w ziemię? I Z TEGO CO PRZECZYTAłEM, ZAGADNIENIE NIE ZOSTAłO WYJAśNIONE DO DZIś (nie mówię o samym wyładowaniu, jego miejscu, działaniu piorunochronu - o tym uczą w podstawówce. Mówię o "naładowaniu tego kondensatora"). Może myślę prymitywnie, ale pytam jak elektrony z ziemi dostają się do chmur? (z zachowaniem zasady zachowania ładunku i materii, myślę, że nie musimy tu włączać fizyki kwantowej i kreacji nowych cząstek w chmurach i jednoczesnej kreacji przeciwnego ładunku w ziemi).
Lubię proste pytania. Najczęściej odpowiedzi też są proste jak już je poznamy.
Odpowiedź jta, że współczesna fizyka dokonuje wielu pomiarów w olbrzymią dokładnością jest nie na temat – co ma wspólnego wyznaczenie 10 miejsca po przecinku jakiejś stałej fizycznej z konkretnym problemem pomiaru ciężkich jonów ujemnych w powietrzu nad łąką? (myślenie magiczne – ta fizyka taka mądra to na pewno wie już wszystko)
I odpowiedź na ostatni wpis jta: może taka prognoza była, ale nie sądzę, aby dotyczyła sytuacji przebywania "w deszczu", między strugani kropel o olbrzymiej powierzchni kontaktu woda-powietrze. A o tym pisałem dyskutując o uczuciu duszności przed wyładowaniami i uldze w czasie trwania i po burzy (gdy "kondensator" sie rozładował)
Dodano po 1 [godziny] 32 [minuty]:
Podsumowując:
Pojęcie "dusznego" powietrza na pewno obejmuje różne aspekty (wilgotność, tlen, CO2 itd)
Ale moim zdaniem:
1. Jeżeli burza jest jaka jest (opisy przedstawione wcześniej), to niektóre cząstki wody w powietrzu (czyli para) muszą nieść elektron!
Nie wiemy ile ich jest (nie umiemy zmierzyć), nie wiemy jak, dlaczego i gdzie ten elektron dostały. Nie ma jednak powodu zakładać, że elektron i cząstka wody spotykają się dopiero w chmurach. Najprostszym wyjaśnieniem jest, że posiada ładunek od początku (w czasie parowania co któraś cząstka "zabiera" elektron). Zgodnie z zasadą „brzytwy Ockhama” powinniśmy wybrać wersję najprostszą, dopóki nie będzie dowodów następnych. Nie spotkałem żadnego wyjaśnienia, dlaczego miałaby częściej zabierać niż gubić elektron, ale argumentem jest piorun (dość silnym chyba!) i dokonane pomiary potencjału ujemnego chmury!
Można rozważać teoretycznie (wbrew brzytwie Ockhama), że para i elektrony idą w górę oddzielnie i spotykają się w chmurach. Ale:
- nadal nie wiemy, dlaczego,
- swobodne elektrony na łące byłyby łatwiejsze do mierzenia (tak jak mierzy się wydajność jonizatorów ostrzowych) – myślę, że zjawisko byłoby już dawno opisane i zmierzone, wiedzielibyśmy co sprzyja tej emisji itd. (a nie słyszałem o takich badaniach)
Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego mamy burze latem i wiosną, dlaczego sprzyjają temu upały, a zimą ich nie ma. Nie słyszałem nigdy żadnego wyjaśnienia. Teraz wiem dlaczego – OKAZUJE SIĘ, ŻE NADAL NIE WIEMY, DLACZEGO POWSTAJĄ BURZE!
Opady, które mamy zimą (deszcz, śnieg) zawierają wodę z rejonów podzwrotnikowych! To dość daleko. W czasie naszej zimy parowanie na naszej szerokości geogr. jest minimalne. Może wyjątkiem jest koniec ciepłego golfsztromu na północy, ale to też daleko. Nasze chmury zimowe przebyły tysiące km i już dawno „wystrzelały” się z elektronów.
Natomiast burze letnie, w czasie upałów powstają ze świeżo wyparowanej pary, tu na miejscu. Znana jest siła burz i wyładowań tropikalnych w miejscach gigantycznego parowania. Te proste obserwacje potwierdzają hipotezę, że parowanie wody z ziemi (a może z roślin, może z czubków liści) wiąże się z powstawaniem jonów ujemnych wody.
Ale cała ta hipoteza rozbija się o jeden drobny szczegół – pomiar stężenia tych jonów. Wtedy przestanie być hipotezą. Ale jeżeli tych jonów nie ma.... to skąd burze???
2. Powyższe uzasadnia, że jony te są normalnym składnikiem naszego powietrza naturalnego (las, pole itd.). Nie czujemy ich, bo są zawsze, tak jak istnienie powietrza i tlenu też trzeba było udowodnić – zmierzyć je.
Ale mam pytanie – czy jest sytuacja braku tych jonów? Mówi się o kaloryferach, telewizorach niszczących te jony.
A co następuje, kiedy nadchodzi chmura burzowa? Znajdujemy się w polu elektrycznym, między okładkami kondensatora. Powierzchnia dolna chmury ujemna.
Czy jest to pole silne? Za chwilę nastąpi przebicie, iskra chmura-ziemia. Odległość jaka? 500 m, 1000? Nie wiem, nie liczyłem. Istnieją takie pomiary i obliczenia. Natężenie pola jest gigantyczne. Większe niż w przyrządach mierzących wydajność jonizatorów ostrzowych. Większe niż w jakichkolwiek naszych urządzeniach, bo przecież nie mają nas zabijać wyładowaniami.
Jakie jest wtedy stężenie jonów w powietrzu którym oddychamy? W takim silnym polu jony ujemne, nawet bardzo ciężkie, są „wdeptane” w ziemię. Powietrze zostaje całkowicie „oczyszczone” z jonów.
Jak nam się wtedy oddycha już ustaliliśmy
Zrobiłem przerwę i znowu poczytałem Wikipedię (hasło: piorun). Doszedłem do wniosku, że niepotrzebnie wyśmiewam się z ocierania się chmur (moja złośliwość). Nie ma to znaczenia dla moich rozważań, a nawet może je ułatwić.
Ważne jest to, że tekstu wikipedii jasno wynika, że powstawanie burzy nie zostało dobrze wyjaśnione i nadal prowadzi się na ten temat zupełnie podstawowe badania naukowe. Polecam to osobom, które mają tzw. „spójny system wiedzy”. Zwykle oznacza to przekonanie, że wszystko już jest zbadane i wyjaśnione. Pogląd częsty u nauczycieli szkół podstawowych i średnich (których skądinąd bardzo popieram, uważam za bardzo, bardzo ważnych, ale stwierdzam, że są zagrożeni takim światopoglądem wszystkowiedzącym)
Jeżeli nawet w chmurze następuje „wewnętrzny” podział ładunków w wyniku „ocierania” i elektrony idą w dół, a dodatnie jony w górę (dla mnie jest to mało wiarygodne, ale zostawmy) to dla rozważań dotyczących naszego powietrza przed burzą nadal nic się nie zmienia. Powstaje natomiast pewne wyjaśnienie powstawania jonów w naszym otoczeniu. Po wyładowaniach wg hiptezy „ocieralnej” powinien następować nadmiar elektronów w ziemi i niedobór sumaryczny w chmurach. Powstaje więc mechanizm promujący zabieranie elektronu z cząsteczką wody parującej częściej niż jego gubienie i znowu oddychamy jonami.
Dołączył: 01 Gru 2004 Posty: 84 Miasto: Zielona Góra
01 Maj 2008 18:30
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
medyk4 napisał:
->jta
Aby prowadzić badania na ludziach musiałbym mieć zgodę komisji bioetycznej, grant, kasę, zespół badawczy. Jak wspomniałem pracuję w innej dziedzinie niż układ oddechowy. Próbowałem zainteresować tematem osoby z branży, ale z marnym efektem. Nie chce się rozpisywać, odsyłam do pierwszej mojej wypowiedzi, gdzie zasygnalizowałem problemy. Dodam tylko jedno zdanie - nasza "nauka" jest niestety bardzo wtórna i zakompleksiona i bada to co zbadali ci madrzy "na Zachodzie' (najlepiej w Ameryce)
To odważne i prawdziwe stwierdzenie i może będzie małym przyczynkiem do tego, że polska nauka się zawstydzi i otrząśnie. I może w końcu zacznie zarabiać na siebie, przekroczy finansową "krytyczną masę" i przestanie gderać jak to polscy podatnicy poprzez decyzję polskich polityków nie chcą jej finansować. I może jak odsunie się od nauki tych, którzy udają pracę naukową, a będzie się promować i wyróżniać tych, którzy są twórczy i zarabiają i na nauce i na siebie i to nieźle ( czego im serdecznie życzę), to obraz polskiej nauki zmieni się radykalnie. Nie chcę obrażać polskich naukowców i jestem pewien, że nie obraziłem. Jestem pewien, że znakomita większość polskich naukowców to uczciwi, inteligentni i rzetelni ludzie. To, że jest z polską nauką tak jak jest, to w małym stopniu wina polskich naukowców. To raczej wina systemu i stylu ich pracy. Gdyby całą polską naukę przenieść w warunki amerykańskie, to jestem pewien, że nauka polska by rozkwitła i by zarabiała na siebie. I nie mówmy tu o dużych pieniądzach. Jak nie ma pieniędzy, to rachunek ekonomiczny wskazuje, że trzeba finansować te dziedziny, które przynoszą największy zysk, a ten zysk będzie generować następny zysk. Krok po kroku. A jak podatnicy i politycy będą widzieć, że są zyski, że coś się pozytywnie dzieje, to dołożą własne pieniądze i zaryzykują. To przecież takie proste. W czym więc problem? Problem nie leży w pieniądzach- pieniądze są z pracy, którą można sprzedać, tylko............ trzeba umiejętnie ją sprzedać. Chyba polska nauka ma kiepskich menadżerów. Nie wdając się w przydługie rozważania powiem, że jeśli w USA w pewnym okresie czasu naukowcy nie mają rezultatów, to krótka piłka- po prostu odciąga się ich „od koryta”. To dotyczy nie tylko nauki, ale wszystkich innych przedsięwzięć. Rachunek ekonomiczny i ogólnie EKONOMIA DOBRA jest biczem na udawanie pracy i brak rezultatów. A przecież nie przychodzi się do pracy po to by pracować, ale by były owoce tej pracy. Wiem, że w wielu przypadkach udaje się, że się pracuje, zużywa się tony papieru, marnuje pracę swoją i innych ludzi, a rezultaty są w odniesieniu do poniesionych nakładów nikłe. Sponsorzy czy indywidualni czy zbiorowi jakimi są podatnicy (przez niestety polityków) mają swoją cierpliwość, zwłaszcza, że ponoszą ciężary utrzymania sponsorujących i kiedyś spytają o owoce pracy. Wiele wynalazków i odkryć było sponsorowanych przez samych wynalazców i odkrywców (nie tylko u nas) zanim podatnicy zauważyli ich wartość i zaczęli (nie zawsze) pomagać. A często tak bywało, że były sponsorowane miernoty w przypadkach złego menadźerowania i niegospodarności. Jak to fizycy, matematycy, informatycy mówią, trzeba zmniejszyć stan niewiedzy, czyli zmniejszyć entropię. Życzę tego w sposób niekłamany polskiej nauce w interesie wszystkich.
Dołączył: 02 Mar 2004 Posty: 13786 Miasto: Warszawa
05 Maj 2008 23:30
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
:arrow: medyk4
Słyszałem relację o pracowniku (opowiadał kierownik, któremu tamten podlegał), który jak na budowie było potrzebne coś
"na wymiar", to przykładał ręce i potem idąc starał się je trzymać z takim rozstawem, jak długość potrzebnego elementu,
wybierał według tego jak trzymał ręce, przynosił... i nie pasowało, bo trochę niedokładnie trzymał ręce; to szedł znowu, i tak
w kółko, nie umiał wpaść na pomysł, żeby zmierzyć metrówką, nawet jak inni mu to podpowiadali. Inną robotę robił dobrze,
tylko wysyłanie go po deskę czy gwoździe o potrzebnej długości było bez sensu, bo przynosił nie to, co trzeba.
Są wprawdzie ludzie, którzy "na oko" trafnie oceniają rozmiary z niezłą dokładnością, pewnie można do tego zaliczyć słuch
absolutny - ktoś słysząc pojedyńczy dźwięk potrafi powiedzieć, jaka to jest nuta, i trafia bezbłędnie - inni takiego słuchu
nie mają, i jedynie słysząc po kolei dwa dźwięki mogą powiedzieć, że np. drugi był o kwintę wyższy. Jednak dokładność
takich ocen jest ograniczona, i wiele czynników może wpływać na to, że to samo ocenia się nieco inaczej, nawet ktoś, kto
"ma miarę w oku", raz się pomyli w jedną stronę, innym razem w przeciwną - a "metrówka" zmierzy powtarzalnie.
Z tego powodu dziwi mnie wypowiedź lekarza, doktora medycyny, na dodatek znającego się dobrze na metodologii, który
ocenia działanie jonizatora na swoje zdrowie według subiektywnego samopoczucia, a nie mierzy nawet temperatury, pulsu...
Co do ładunku chmur burzowych: istotnie przeważa ujemny, ale w podstawie chmury jest też fragment o ładunku dodatnim.
Jakie hasła z Wikipedii przeczytał Pan na ten temat? Z której wersji językowej? Może są tam błędy, które warto skorygować?
Co do 1 - tezy nie zgadzają się z wynikami pomiarów (-> Feynman). Czyli 2 nie ma uzasadnienia? W każdym razie nie to.
Ponawiam propozycję przeczytania paru książek na temat zjawisk meteorologicznych, zanim się Pan o nich wypowie. Bo
jak na razie, to ilość błędów rzeczowych w Pana wypowiedziach jest tak duża, że nie widzę sensu, aby je komentować -
żeby napisać o wszystkich, musiałbym napisać opracowanie o rozmiarach prawie pracy magisterskiej. A chyba nie warto.
:arrow: jonizator
Nie bardzo rozumiem, o co ci chodzi, ale mam wrażenie, że nie orientujesz się, jak wygląda finansowanie nauki.
Łatwiej dostać na badania jedno duże dofinansowanie, niż kilka mniejszych - są promowane badania na dużą skalę.
Co prawda nie tak, żeby można było zbudować jakiś akcelerator cząstek (zresztą jakiś niewielki nawet mamy, działa
już dziesiątki lat, i nadal przydaje się do badań - ale teraz moda na większe, które budują wspólnie naukowcy z wielu
krajów, bo żadnego, nawet USA, nie stać na samodzielne ich budowanie - uczestniczymy w tym i my), ale łatwiej dostać
pieniądze na nowy ośrodek badawczy, niż na dokupienie paru nowych przyrządów dla już działającego!
Nie liczyłbym na to, że politycy i podatnicy dołożą pieniądze, jak będą zyski - parę lat temu wyprzedziliśmy nawet
Japończyków w osiągnięciach co do jakości laserów UV i materiałów na nie (w IF PAN) - a pieniędzy wciąż mało...
Woda nie jest tylko wodą! Czysta woda powstaje przy spaleniu wodoru!
Ja badałem problem kondensacji pary wodnej w turbinach! Dla mnie ppm mają wielkie znaczenie: Np:Stanisław Marcinkowski, Ekspierimentalnoje opriedielienije miesta wozniknowienija
kondiensacji w parowoj turbinie. Tiepłoeniergietika, 1983 r. Nr.1, str. 69-72. Zmuszono mnie do publikacji po rosyjsku (angielski znam biernie), bo Redakcja Prac IMP po Polsku miała zastrzeżenia. Nie chciano abym pisał o "reżimach chemicznych" ,ani o Si w wodzie. Choć słowo "reżim" nic nie miało u mnie i nie ma ma wspólnego z polityką! (A jeśli ma, to ja nic o tym nie wiem). Choć nie byłem członkiem PAN, to byłem jedynym naukowcem z Polski którego za te badania cytowało ASME w wyborowym towarzystwie, zachęcam do zaglądnięcia: . S.A. Skillings, P.T. Walters, R. Jackson, A Theoretical Analisis of Flow Through the
Nucleating stage in a Low Presure Steam Turbine. Transacton of ASME
Journal of Turbomachinery Juli 1989, Vol. 111 str. 241. Tyle dla moich oponentów, niech zajrzą do ASME. Ja nie uznaję polemiki z pozycji siłowej, dla tego jako eksperymentator zrezygnowałem z dr. jak piszę, że byłem i jestem ekspertem, to mam powody: 40 lat pracyw IMP PAN. Ja mogę sobie pozwolić nawet na pewną uszczypliwość do oponentów, ale szanuję prawo każdego do wypowiedzi. Mój podział wody na ciecz newtonowską i nienewtonowską jest naukowo poprawny! To nie jest odkrycie naukowe. Czytając jednak Tyndala nie znalazłem dokładnego opisu zjawiska rozproszenia na koloidach! Teraz laser na rynku kosztuje 5 zł i każdy co mi nie wierzy może sam to sprawdzić! Polecam badanie ĆW! Polecam też mikroskop z Lidla! Bo ja na takim robiłem badania na blokach 500 i 380 MW! Mam piękne zdjęcia i nagrania cyfrowe. Wątpię, żeby kogoś innego wpuszczono na blok energetyczny na podobne badania. Bakterie, które chcę wprowadzić do termodynamiki nie są moją specjalnością. Tu od niedawna studiuję podręczniki! Ale po konsultacjach z Prof medycyny i biologii już się orjentuję co wiedzą, a co nie wiedzą! Prawie nic nie wiedzą o Si koloidalnej! A więc i o polipeptydach transmembranowych, takich jak Np priony. Bo one po spaleniu też "żyją". Dla tego uważam, że co zostaje po spaleniu "białka" powinien wiedzieć każdy lekarz! Mam wiele publikacji o poważnych badaniach naukowych. Tu ciekawskim zacytuję część mojego opracowania:Pękania łopatek często wykazują stan kruchości, typowy dla obecności wodoru. Znane są z literatury podejrzenia o wpływie Si na kruchość stali. Nie jest jednak obojętne jaką formę ma to Si! Należy podkreślić fakt, że podczas badań próbki przesączu doszło do samozapłonu suszonej w 40oC próbki. Widoczne na zdjęciach banieczki gazu potwierdzają opinię, że rzeczywiście tym zaobserwowanym na zdjęciach gazem w banieczkach wokół „koloidów” może być wodór. Koloidy mają specyficzne właściwości i odgrywają ważna rolę w przyrodzie. Występują w glebie i w powstawaniu skał ilmenitowych (przy stygnięciu magmy wulkanicznej w ok. 560oC, co jest jeszcze zbyt słabo poznane). Słabo poznana, to nie znaczy, że nie ma znaczenia w przyrodzie. Nie trzeba sięgać do temperatur bliskich temperaturom pracy przegrzewaczy kotła, bo nawet inne ciekawe, ale fragmentaryczne informacje wybrane z Interenetu o koloidach warto przytoczyć we wnioskach: - Żel glinowy, alużel, uwodniony tlenek glinu, stosowany po wyprażeniu jako katalizator odwodnienia alkoholi i jako nośnik innych katalizatorów.
- Cząstki ilaste posiadają zazwyczaj ładunek ujemny. Powoduje on przyciąganie przez powierzchnię minerału ilastego ogromnej ilości kationów. W ten sposób powstaje tzw. podwójna warstwa jonowa. Składniki cząstki koloidalnej stanowią wewnętrzną warstwę jonową, będącą "wielkim anionem", którego powierzchnia posiada znaczną ilość ładunków ujemnych. Zewnętrzną warstwę jonową stanowi ogromna ilość dość luźno związanych kationów, które otaczają cząstkę koloidalną, a w niektórych przypadkach wnikają do jej wnętrza. Oprócz kationów na powierzchni cząstki koloidalnej grupuje się też duża ilość cząsteczek wody. Część tej wody wiązana jest przez zasorbowane kationy, poza tym wszystkie minerały ilaste wiążą duże ilości wody w przestrzeniach między pakietowych. Sorpcja kationów przez minerały ilaste odgrywa w glebie ogromną rolę. Polecam lekarzom informacje o roli potencjałów oksydacyjnych Rh. Tłumaczę, z uwagi na potencjał zapewne nikt nie myje oczu wodą utlenioną! Stąd ja częściowo rozumiem zalecenia odnośnie antyoksydantów. Tu mogę polecić takie antyoksydanty jak: porter, czy wina czerwone(S E Manahan TOKSYKOLOGIA ŚRODOWISKA), bo one w mają takie "dobre Si organiczne". Tylko, że jak za bardzo się tego używa, to POLICJA się czepia! Ale to też nie jest polityka! Ale picia wody z Gallionellią i Clastridium nie polecam, choć pod mikroskopem pięknie wygląda, to mnie one interesują do cz. IV opracowania- jako biopaliwo! Tu chcę być ekologiem!
Piszę na tym forum elektroda, bo mnie interesują "jony". Moderatorze kochany: ja myślę, że każdy kto myśli na poważnie o nauce powinien przeczytać mój artykuł O WODZIE BEZ WODY. Choć stosując laser za 5zł i mikroskop z Lidla można mieć zastrzeżenia, czy piszę na poważnie. Tak, piszę poważne! Mnie eksperymentatora z moim dorobkiem badawczym ok 40 turbin wielkiej mocy na Świecie, bez obrazy dla poziomu "wiedzy" nie zależy na naukawcach nawet z tytułami Prof. Temat nie jest dyskusyjny, bo zdjęciom i filmom nie da się zaprzeczyć. To jest zaleta eksperymentu. Przy dzisiejszym poziomie wiedzy nawet licealista jak chce to mnie zrozumie! A mnie zależy, żeby nawet "gospodyni domowa" wiedziała o bakteriach beztlenowych dających wtórne zanieczyszczenie sieci niezależnie czy to jest turbin ( to może być dla nich ciekawostką, ale i uwagą do potwierdzenia teorii Oparina w czasie gotowania), ale wystarczy zobaczyć "kranówę- gnojówę" --> czyli ĆW. Tu polecam nawet mikroskop z Lidla, który w br staniał do 279zł! Polecam, bo gotowanie na nie nie pomaga, wręcz odwrotnie! Jak jest TOC(OWO), to będą i przetrwają każde gotowanie, ba ich spory staną się bakteriami! Nie będę zagłębiał się w szczegóły o układach "zol żel", czy pisał o teorii erozjo korozji "Kellera" i podobieństwie temperatury parowania siloksanów z maksimum jego funkcji zagrożenia określonej dla bloków jądrowych. Bo lekarz nie musi tego wiedzieć, a ja będę o tym pisał dopiero w cz. III opracowania. Tego gospodynie domowe nie muszą znać! Na razie nikt mi za to nie płaci! Ale mój Promotor jak nie napiszę o tym, to mnie nie wpuści na "zielone pastwiska". Ciesz się że z autorem jonizatora chyba się rozumiemy!
Pozdrawiam moich oponentów! Niech Redakcji napiszą, czy są cytowani w ASME i kiedy byli Laureatami Nagrody Premiera?
Witam przeczytałem własnie całe forum dotyczace jonizatorów wody,zainteresowanym chciałbym polecic do analizy jonizator wody marki microlite (wpisz w google jonizator wody microlite )ze specialna komora opracowany przez japonskich naukowcow po dziesieciu latach baban,niestety jego cena jest astronomiczna ,ale miałaem okazje rozmawiac z dwoma moimi znajomymi którzy posiadaje te urzadzenia i wypowiadaja sie o nich,moze nie o nich a o działaniu jakie ma uzdatniana przez to urzadzenie woda,w samych superlatywach,mimo bardzo wysokiej ceny . Pozdrawiam Krisszczyrk
W obu sklepach można napisać recenzję. W drugim piszą Recenzje muszą zostać zaakceptowane, aby mogły się ukazać w serwisie.
W pierwszym opis podaje, kiedy to dodano do katalogu; w drugim jest to jakiś bełkot: Jonizator Wody "Microlite". Posiada wbudowaną
komorę jonizacyjną wytwarzającą wodę alkaliczną i wodę kwaśną. Posiada również wymienny filtr przystosowujący zwykłą wodę
z kranu do przetworzenia na Wodę Strukturalną o małych wymiarach z dużą ilością elektronów i aktywnym wodorem.
Pierwszy sklep nie raczył się przedstawić - nie wiadomo, kto to jest, jakiejś informacji o nich mógłby udzielić NetArt
(Kraków, Mogilska 1, admin(małpa)netart.pl) - pewnie cokolwiek poda tylko po zgłoszeniu policji przypadku oszustwa.
Drugi to wydawnictwo miesięcznika "Nieznany świat", zajmującego się magią - pewnie dlatego w opisie jest taki bełkot.
Na opinii tych, którzy tego używają, nie polegałbym - mam wrażenie, że nie są w stanie tego rzetelnie ocenić.
:arrow: jta – do odpowiedzi z 16 kwi - na wypowiedź medyk4 z 13 Kwi 2008 20:41 i z 1 kwie.
Jeżeli uczucie duszności przed burzą (co do tego, że występuje, jesteśmy zgodni z jta) wywołane jest wilgotnością (w domyśle dużą), to zadałem pytanie – jak ta wilgotność spada potem w czasie deszczu??? Jeżeli do ma być „zmiana wilgotności” to dlaczego nie mamy podobnego uczucia wchodząc do łazienki, na mgłę. Wchodząc i wychodząc do różnych budynków ciągle podlegamy dużym i gwałtownym zmianom wilgotności. O zmianach ciśnienia i temperatury nawet nie wspomnę (winda, wyciągi narciarskie itp.).
Uczucie dusznego powietrza przed burzą nie jest atakiem duszności typu astmatycznego. Odczuwają to również osoby zdrowe (istnieją prawdopodobnie setki takich relacji w literaturze, zostało to odnotowane w książce cytowanej przez jta).
NIE MA ŻADNEGO KONKRETNEGO WYJAŚNIENIA NAUKOWEGO POZA ROZUMOWANIEM PRZEDSTAWIANYM OFICJALNIE (I OGÓLNIKOWO): DUSZNOŚĆ TA WYNIKA Z POGODY, A WG NASZEJ (OFICJALNEJ I DZISIEJSZEJ) WIEDZY POGODA TO TEMPERATURA, CIŚNIENIE, WILGOTNOŚĆ, RUCH POWIETRZA, ZAPYLENIE I KONIEC. WIĘC UCZUCIE DUSZNOŚCI WYNIKA Z TYCH CZYNNIKÓW KROPKA.
Tylko niestety, nie potrafimy szczegółowo tego rozwinąć.
Po przeczytaniu tego aż się zarejestrowałem. Zdumiewające stwierdzenia jak na astmatyka. Naprawdę nigdy w życiu nie wszedł Pan do sauny i nie przytkało Pana zupełnie jak przed burzą ? Nie zetknął się Pan z mgłą która jest tak gęsta że aż zatyka ? Akurat nie jest żadnym problemem nawet w warunkach domowych odtworzenie tych warunków pogodowych. Wystarczy niewielka łazienka, pozatykane otwory wentylacyjne, gorąca woda do wanny i otunelowany wentylator w drzwiach symulujący skoki ciśnienia. I zatyka zupełnie jak przed burzą. Zupełnie bez udziału jonów. I bez zgody komisji etyki badań naukowych, grantów etc. Jak ktoś bardziej wrażliwy, to nawet te skoki ciśnienia nie są potrzebne.
Wiiiitam!
Kiedyś w równoległym wątku dot. tego jonizatora, mianowicie tutaj:
http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic209636-90.html
wkleiłem link do strony ion.freenet.kg Niestety strona obecnie nie istnieje. Bardzo mi zależy by powrócić do informacji z tej witryny. Wiem, że to mało prawdopodobne, ale... - czy ktoś z forumowiczów nie wykonał czasem kopii tej strony? (Piszę tu bo tamten wątek jest już zamknięty). Tam były informacje nt. jonizacji i stanu wiedzy, jakich nigdzie nie widziałem przez całe lata w sieci. Publikacje nt. prac A. Ibragimov z Kirgistanu
Dołączył: 14 Wrz 2004 Posty: 6530 Miasto: Warszawa
15 Cze 2009 02:26
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
Tak mi się przypomniało choć nie wiem czy dobrze:
- efekt senności wywołuje obniżenie zawartości tlenu w otaczającym powietrzu aczkolwiek człowiek chyba nie ma receptorów poziomu tlenu.
- efekt duszności może być spowodowany podwyższeniem poziomu CO2, co organizm wyczuwa (poziom CO2 we krwi zdaje się) i generuje wzmożoną akcję oddechową - prawdopodobnie zwiększony poziom CO2 zmienia na gorsze warunki wymiany gazowej w płucach, która zachodzi optymalnie w jakimś tam zakresie stężeń gazów po obu stronach roboczej powierzchni płuc.
- przypuszczam, że nadmiar pary wodnej czy jonów dodatnich w powietrzu może upośledzać wymianę gazową w płucach co jest odbierane przez człowieka jako duszność ze względu na to, że rośnie poziom nieusuniętego CO2 we krwi co organizm wykrywa. Przypuszczam także, że jony ujemne ułatwiają tę wymianę i dają wtórnie efekt świeżości powietrza.
Cały jednak efekt wrażeniowy jest procesem złożonym i wymaga odpowiednich proporcji: stężeń tlenu, CO2, temperatury, wilgotności i jonizacji. Możliwe też, że na efekt duszności nakłada się też proces wymiany gazowej, cieczowej i cieplnej przez skórę i dopiero to jako całość daje efekt duszności czy świeżości.
Co do burz i deszczów to tu jest ciekawe doświadczenie pokazujące powstawanie dużych różnic potencjałów przy spadaniu kropel wody:
Dołączył: 02 Mar 2004 Posty: 13786 Miasto: Warszawa
15 Cze 2009 10:24
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
Ciekawy pomysł na pokaz na lekcji: wodna maszyna elektrostatyczna. Poniżej schemat i zdjęcie.
Zasadę działania widać tu dużo prościej, niż w maszynie Wimshursta, która ma dużo więcej elementów.
Krople wody wylatujące z końców rurek umieszczonych w naładowanych cylindrach uzyskują ładunek
o znaku przeciwnym do ładunku cylindra; dzięki połączeniu "na krzyż" trafiają one do wiadra z ładunkiem
o takim samym znaku, powiększając ładunek wiadra aż zaczynają przeskakiwać iskry. Proste i skuteczne.
Dołączył: 02 Mar 2004 Posty: 13786 Miasto: Warszawa
15 Cze 2009 17:16
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
Jakieś ładunki są zazwyczaj na początku - fluktuacje pochodzące z szumu cieplnego - typowe napięcie może być kilkanaście µV,
ładunek kilkaset aC (parę tysięcy ładunków elementarnych), energia = kT/2 (około 2zJ). Oddziaływanie tych ładunków z kroplami
powoduje wzmacnianie odchylenia - ładunek rośnie eksponencjalnie w czasie; to wzmacnianie też generuje szum, więc na początku
napięcie ma nawet spore szanse (ale poniżej 1/2) zmienić znak (i zerowy ładunek na początku łatwo może się zmienić na niezerowy).
Przedrostki do jednostek: chyba każdy zna m, µ, n, p, dalej są f, a, z, y; a w drugą stronę: znane k, M, G, T, i dalej P, E, Z, Y.
Witam
Czy ktoś mógłby podpowiedzieć jakie parametry powinno mieć zasilanie takiego żarnika z kanthalu i jakie parametry powinien mieć drut (jest dużo rozmiarów). Chciałbym poeksperymentować trochę z termoemisją ale przydałyby mi się bardzo chociaż przybliżone dane na początek co trzeba zamówić.
Pozdrawiam
Mariusz
Przeczytałem cały wątek, łącznie z poprzednim tematem jednym tchem mimo, iż większość terminów to dla mnie magia. Odnoszę jednak wrażenie, że podobnie do Japończyków (dla których sen jest stratą czasu i szukają środków zastępczych) wielu ludzi szuka zamienników dla prostego wietrzenia mieszkania. Każdy ma w domu jakiś TV, komputery, fax, komórkę (ja rozmawiam po kilka godzin dziennie -taka moja praca), ładowarki akumulatorów, kino domowe, czy inne hifi - wszystko generuje ciepło, osusza powietrze, ale nie można zapomnieć o wytwarzanym polu magnetycznym, które to również ma ujemny wpływ na zdrowie -zwłaszcza w sypialni (przed joznizatorem zamierzałem zakupić maty przeciwdziałające złowieszczemu polu magnetycznemu, których po namysle nie kupię). Pamiętać jeszcze należy o nauce feng shiu i zderzeniu całego sprzętu RTV AGD z nią.... Szukając powodów złego samopoczucia mojej rodziny dotarłem do jonizatorów, a dalej do tego tematu...
Dla zabierających tutaj głos naukowców jestem przeciętnym zjadaczem chleba i o to właśnie chodzi.
Czytając artykuły i reklamy niemal dałem sobie wmówić zakup jonizatora mimo, że sprzętu różnorakiego rodzaju zgromadziłem "w chałupie" całe mnóstwo.
Teraz jednak zamierzam wyzbyć się części z nich, zwłaszcza przenieść poza pomieszczenia sypialne. Chcę "przytargać" nieco odpowiedniej zieleniny w doniczkach i jeszcze częściej wietrzyć mieszkanie. Zebrać się na basen celem poprawy krążenia, wyjść na spacer po lesie...itd
Dzisiaj każdy z nas goni za pieniądzem, staje się "niewolnikiem wszelkich nowinek technicznych", a przy różnych okazjach wspominając jak zdrowo żyli nasi przodkowie. Oni żyli, a nam się wydaje że żyjemy. Natura każdego dnia dba o nas, ale my siedziąc po 10h przed komputerami, nie mając czasu na wietrzenie mózgu-pomieszczenia i po powrocie do domu zasiadając przed gazetą czy TV nie dbamy sami o siebie. Zasze jednak siedząc już 15tą godzinę można wygooglować jonizator, magnetyzer, potem zamówić, zapłacić i cieszyć się życiem. Po co jednak komu środki zastępcze ?
Nawet ja -prostak, widzę w powyższych postach wiele aksjomatów, na temat których wielu bywalców tegoż forum dyskutuje... zastanawiam się po co?
Jonizator pomaga bo wielu je kupuje to musi działać !
Nie rozumiesz? Musi działać, bo wielu je kupuje, gdyby nie działały dodatnio na zdrowie -nikt by nie kupił. Po co polemika? Po co negować wynalazek jeśli nie ma wystarczających dowodów na to czy działa, czy nie działa -kwestia wiary, a wiara jak wiem nie jest nauką.
Podobnie z pompami ciepła (nie na nasz klimat, a nadchodząca zima i mrozy do -20oC zweryfikują ich wydajność w naszym klimacie), wentylacja grawitacyjna w starciu z mechaniczną..., wyższość słodzika nad cukrem...itd itd
Reklama dźwignią handlu. Lobby to siła, a świat zmierza w kierunku niczego, próżni...
Rozumiem naukową dyskusję na temat jonów i badania nad tym czy jony coś pożyczają, bo zabierają i oddają, albo kradną bo zabierają i nie oddają - mowa o ładunkach....czy coś..
Nie rozumiem jednak, dlaczego debata, spór czy wojna toczą się w oparciu o wynalazek, który ludzie kupują ? Kupują bo wierzą, bo chcą, bo pomaga, bo nie niesie skutków ubocznych... Wynalazek jest, niech będzie. Sprzedaje się, niech się sprzedaje i nikomu nic do tego. Ja go nie kupię - mój wybór.
Czytając to forum przypomniałem sobie pewien eksperyment, który kiedyś ktoś mi opowiedział:
*** Zebrano kilku naukowców w jednym pustym pomieszczeniu, na środku którego znajdował się otwór o średnicy nieco większej od piłeczki ping-pongowej i głębokości kilku cm. Do otworu wrzucono piłeczkę do pingponga. Naukowcy dostali: szczypce, młotek, jakieś gwoździe, sznurek i jeszcze kilka gadżetów. (gadżety nie mają tu nic do rzeczy). Zadaniem dla naukowców było wydobycie piłeczki w dowolny sposób bez jej uszkodzenia. Dokonano sprawdzenia po 24h. Piłeczka nadal znajdowała się w otworze.....
Zaproszono 10 letniego chłopca, który miał sprostać zadaniu. Chłopiec stanął nad dołkiem, rozejrzał się w koło, po czym zdjął portki i nasiusiał w dołek :) ***
Chwała wszystkim naukowcom za wkład trudu w naukę i pracę, które służą rozwojowi naszej cywilizacji...
Dla mnie jednak -przeciętnego zjadacza chleba państwa polemika zakrawająca o filozofię (jak dla mnie, bo nie znam się na tym absolutnie) nie ma znaczenia. Oczywiście nie powinienem zabierać głosu w temacie, którego niemal wcale nie rozumiem i również z szacunku dla biorących czynny udział w tej dyskusji, ale....
Nie uważam debaty za zbędną -nie mnie oceniać. Uważam jednak, że wszelakie "poprawiacze" życia codziennego typu jonizatory nie są nikomu potrzebne do poprawnego funkcjonowania organizmu ludzkiego czy zwierzęcego - tutaj wystarczy sama natura jak pisałem powyżej.
Świat dąży do tego, aby sen zastąpić tabletką, upieczony chleb - żelem z tubki, "wodę proszkiem", a wietrzenie mieszkania, rośliny i regularny tryb życia - jonizatorem.
Tutaj pragnę wyjaśnić jak należy wietrzyć mieszkanie w zimie:
...że "nie da się" uchylić okna na cały dzień - sprawa jasna. Jeśli więc zależy nam na wymianie powietrza bez dużych strat ciepła należy wyprosić domowników do innego pomieszczenia, wciągnąć czapę na spocony "łeb" i na 2-3 minuty otworzyć okno -koniecznie na oścież, co skróci czas wymiany. Po zamknięciu okna można poczekać 10minut dla lekkeigo ogrzania się świeżego powietrza, a z tym poprawy komfortu domowników, których za chwilę zaprosimy do tego pomieszczenia. Najgorzej kiedy wietrząc długotrwale otwaramy okno wychładzając akumulatory ciepła -ściany. Koszt ogrzewania znacznie wzrasta.
Idzie zima, dla jednych więcej czasu na spędzanie go w domu przed TV, czy PC. Ja polecam walkę na śnieżki z dziećmi, krążenie powróci do normy, a i relacja z dziećmi znacząco się poprawi.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów zachowując nadzieję, że nikogo nie obraziłem.
Dołączył: 02 Mar 2004 Posty: 13786 Miasto: Warszawa
13 Gru 2009 20:18
Re: jonizator cząsteczek wody - próba wyjaśnienia
Rozumiem, że pisząc feng shiu miałeś na myśli feng shui? Piszesz tak bałaganiarsko, że ja nie rozumiem, o co chodzi.
Argumentacja, że coś musi działać, bo ludzie to kupują - to zjawisko opisywał Cialdini, proponuję lekturę jego książki.
I może przykład - taki lek, o nazwie oscillococcinum - ludzie kupują, i to dużo. Wiesz, jak działa? Kliknij i sprawdź skład.
Jta, nie zrozumiałeś...
Pisząc, "że musi działać, bo ludzie to kupują" miałem nadzieję, a więc uwierzyłem, że zrozumiesz mój przekaz...
Prościej: musi działać, bo ludzie kupują, a ludzie kupują, bo musi działać skoro ludzie kupują...! Nie udowodnisz, że działa, ani że nie działa, ale ..."musi działać, bo ludzie kupują, a ludzie kupują, bo musi działać skoro ludzie kupują"... Pisać Ci tak bez końca? Mam w 4 literach, czyje to twierdzenie, ważne że myślę podobnie jak on. Wiem, że na cudach i dobrej reklamie da się nieźle zarobić.
Oczywiście feng shui - zwykła literówka z klawiatury - np sypialnia. Nie piszą o komputerach i jonach, ale widzę zielsko (z tego co wiem CO2 jest potrzebny roślinom, które podnoszą stężenie tlenu). Zabraniają wstawić akwarium, a tego nie rozumiem (szum wody uspokaja, a odparowana woda poprawia wilgotność)
Forum to nie apteka ..., żeby pisać wypracowanie ze wstępem, rozwinięciem i zakończem lub z zastosowaniem innej formy literackiej czy dziennikarskiej. Prosty chłop = prosta forma.
Widzę złość :) skoro uczepiłeś się literówki. Mój wuj Śp. mawiał: oczytany, wyuczony, a ...gamoń (bez urazy, bo nie chodzi o dosłowność). Wiedza to jeszcze nie wysokie ajkju. Słyszałem też dialog, który bawi mnie po dziś dzień:
-nie jestem taki głu_pi, przeczytałem wiele książek -mówi pierwszy
-no właśnie, to od tego czytania jesteś taki głu_pi - mówi drugi (również nie chodzi o dosłowność wobec Twojej osoby)
Jak dla mnie ludzie, którzy pochłonęli tony ksiąg, swoją wszechstronną wiedzą mogą powalić każdego "kowalskiego". Jesteś jednak dowodem na to, że tacy ludzie pozbawieni są umiejętności "chłopskiego myślenia" (dlatego opisałem eksperyment w poprzednim poście), a z takowym żyje się prościej... i wiem co piszę. Wraz ze wzrostem wiedzy zanika poczucie humoru i dystans do siebie -niestety.
Sugerujesz mi wchłonięcie jakiejś książki, potem będzie kolejna, następna i ..jeszcze jedna... nie jest mi to do życia potrzebne tak samo jak jonizator :P
Pozdrawiam