Lampa w przedwzmacniaczu nie wnosi prawie nic do dźwięku wzmacniacza. Sam przedwzmacniacz lampowy nie jest w stanie wygenerować miłego dla ucha dźwięku, ponieważ prawdziwy dźwięk lampy pochodzi w znacznej mierze od... transformatora głośnikowego końcówki mocy. Można to sobie wyobrazić tak, że przesterowany jest na raz przedwzmacniacz, lampy końcówki mocy i do tego transformator ma nasycony rdzeń dzięki czemu tak (z technicznego punktu widzenia) psują dźwięk ze jest to to, czego wszyscy pragną

A sama lampka w preampie może coś tam od siebie da (głównie parzyste harmoniczne) ale scalona końcówka mocy (tak tak, w tych combach siedzą TDA 2030/2040) skutecznie niweluje te starania. Jako przykład dam tu choćby Hartke PiggyBack, ma to to niby lampę w preampie a brzmi jak jedna wielka kupa

. Mam nadzieję że dobrze wyjaśniłem

Wniosek taki że szkoda kasy na hybrydę, lepiej dołożyć różnicę do solidnego solid-state

Przy okazji radziłbym jeszcze poczytać sobie o buforach lampowych, podobna zasada działania - chęć naprawienia brzmienia jedną lampą

Pozdrawiam!