Witam,
fiat seicento 900, rocznik 2001, 90 tys km.
Do tej pory nie miał żadnych problemów elektrycznych. Dzisiaj normalnie odjechałem spod domu, przejechałem kilka kilometrów, zostawiłem samochód na 10 minut, wróciłem i nie mogłem odjechać. Kontrolki się ledwie świecą (żarzą), nie ma prądu, żeby zakręcił rozrusznikiem.
Szarpięty zapalił i bez problemów wrócił do domu (nie gasł na wolnych obrotach, wszystko wydawało się ok). Po zgaszeniu nie da się ponownie uruchomić: słychać pompę paliwa i przygasają kontrolki, gaśnie oświetlenie wnętrza, próba zakręcenia rozrusznikiem kończy się pojedynczym puknięciem i zgaśnięciem wszystkiego.
Akumulator po wymontowaniu podłączyłem do prostownika. Prąd ładowania ok. 0.4 A. Czy to oznacza uszkodzony akumulator? Najprawdopodobniej nie był wymieniany od nowości.
Wydaje mi się, że jakby było zwarcie to akumulator byłby rozładowany.
Gdzie szukać usterki?
Z góry dziękuję za wszelkie podpowiedzi i pozdrawiam
stefan
fiat seicento 900, rocznik 2001, 90 tys km.
Do tej pory nie miał żadnych problemów elektrycznych. Dzisiaj normalnie odjechałem spod domu, przejechałem kilka kilometrów, zostawiłem samochód na 10 minut, wróciłem i nie mogłem odjechać. Kontrolki się ledwie świecą (żarzą), nie ma prądu, żeby zakręcił rozrusznikiem.
Szarpięty zapalił i bez problemów wrócił do domu (nie gasł na wolnych obrotach, wszystko wydawało się ok). Po zgaszeniu nie da się ponownie uruchomić: słychać pompę paliwa i przygasają kontrolki, gaśnie oświetlenie wnętrza, próba zakręcenia rozrusznikiem kończy się pojedynczym puknięciem i zgaśnięciem wszystkiego.
Akumulator po wymontowaniu podłączyłem do prostownika. Prąd ładowania ok. 0.4 A. Czy to oznacza uszkodzony akumulator? Najprawdopodobniej nie był wymieniany od nowości.
Wydaje mi się, że jakby było zwarcie to akumulator byłby rozładowany.
Gdzie szukać usterki?
Z góry dziękuję za wszelkie podpowiedzi i pozdrawiam
stefan