Jakiś czas temu (zgłosił się do mniej braciszek):
Dysk, po wykonaniu jakiś operacji (odczyt/ zapis), wyłącza się (tych operacji udawało się wykonać tak mało, że Win98SE nie zdążał wystartować). Przed tym słychać było dwa lub trzy uderzenia w dysku.
Diagnoza: zgon dysku
Rozwiązanie problemu: zastąpienie dysku pamięcią typu flash (USB).
I ty był problem - laptop (Acer TravelMate 332T) nie obsługuje startu USB (bios w ogóle nie obsługuje USB, nad aktualizacją na razie nie myślałem)
Pomimo tego problemu, zostawiłem sprawę - startowałem z Knoppix LiveCD, na USB zapisywałem /home i konfiguracje.
Następny problem: Zwis po pewnej ilości wykonanych operacji.
Diagnoza: Uszkodzony RAM pomimo pełnej sprawności przy testach memtest-em.
Laptop posiada dwie kości: 64MB (fabryczna), 128MB (moja). Wyciągnąłem kość 128MB, efekt - komputer nie startuje (mamy zasilanie m. in. na dysku, ale już nie np na monitorze). Założyłem ją z powrotem i wywaliłem 64MB - działa (jak natura chciała
). Teraz bardziej hardcorowo: przełożyłem fabryczne 64MB do drugiego slotu (na moją) - działa (jw.). Kość 128MB nie zmieściła się do slotu na kość fabryczną (64MB). Rozumiem, że uszkodzony jest slot, w którym była pamięć fabryczna (64MB) - uszkodzenie mobo.
Rozwiązanie: Wywaliłem kość z slotu fabrycznego.
W tej chwili mam 128MB ramu - to dość mało jak na system Live (DSL mnie nie satysfakcjonuje - potrzebuje narzędzi typu GCC, NASM, QEMU, odziwo Knoppix je wszystkie ma).
Założyłem dysk z powrotem i uwaga: dysk nie ma poprzednich objawów: Bez najmniejszego oporu kopiuje na niego ogromne ilości danych, nie ma żadnych trzasków i nic się nie wyłącza!
Cały uradowany przystępuje do ponownej instalacji Win98SE (dysk zdążyłem sformatować w systemie plików FAT i EXT3). Startuje sobie Dos, tworze partycje i zaczynam formatować. Tutaj moja radość nieco ostygła - po dojściu do 1% zaczęły się 'próby odzyskania jednostki alokacji', zostawiłem go na kilka godzin. Gdy wróciłem widziałem tylko że doszedł do jednostki w granicach 8 000 (zaczął w granicach 6 000) i wywalił błąd (nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło). Wiedząc, że mam bady miałem zamiar próbować go wskrzesić (podejrzewałem, że przyczyną problemów był problem z zasilaniem - z stykami - dysk po wyjęciu i ponownym włożeniu przestał się wyłączać - czyli bady logiczne), zciągnąłem firmowe narzędzie do testowania dysku i znalazłem nim bady (nie zdziwiłem się). Bez zastanowienia (właściwie wiedziałem co chce tym programem zrobić) rozpocząłem 'erase'. Znowu kilka godzin. I znowu błąd. (Od tej pory, dysk przy odczycie z niektórych początkowych sektorów - pewnie tych które wyczyścił - wydaje dźwięk mniej więcej jakby drzeć metalem,lub czymkolwiek innym - jestem w stanie wygenerować taki dźwięk, gdy wkręcam żarówkę). Teraz ruszyły Google. Znalazłem tam elektrode (nie pierwszy raz) i MHDD. Ruszyło ERASE i SCAN, efekt - dowiedziałem się gdzie są bady, ale wtedy nie wiedziałem czym jest opcja remap (
). Wykorzystałem Magic Boot Disk (czy coś takiego) aby zrobić jedną dużą partycje i sformatować dysk szybko. Wykonałem instalke i zaraz po odczułem bady. Poszedł scandiskw i ponowna instalacja (tym razem z samego Windows). Niestety scandiskw (przy automatycznej naprawie) nie oznacza wszystkich niepewnych sektorów jako bady i scandisk ciągle włącza się przy uruchomieniu i znajduje dodatkowe błędy, ale nie mogę siedzieć przy nim i ciągle dawać mu napraw (oczywiście dyskietka w stacji, bo 'pomiń cofnij' jest, a jakby nie było). Teraz jedzie SCAN z remapem (98%) i są kolejne ciekawe rzeczy: badów mam już ponad 500 (za pierwszym razem było ich 200), AMNF mam 20 i całkowita nowość - IDNF: 2.
Teraz pytanie: co oznaczają błędy AMNF i IDNF, ale po ludzku (bo to http://www.nirvanowiec.republika.pl/MHDD.html czytałem).
Ew pytanie 2 (wiem że może śmieszyć): Jak doprowadzić ten dysk do jako takiej używalności (mam ciągłe 50% bez błędów i od 8% do 25% na początku i od 75% do 98% na końcu, więc jakby co, to można ciąć).
Generalnie liczyłem na to, że relokuje bady i zobaczę co dalej, ale pojawiają się nowe błędy, których wcześniej nie widziałem (ustawiłem time-out na 1s więc były tylko pytajniki, ale było ich 200, a nie niecałe 600).
Dysk, po wykonaniu jakiś operacji (odczyt/ zapis), wyłącza się (tych operacji udawało się wykonać tak mało, że Win98SE nie zdążał wystartować). Przed tym słychać było dwa lub trzy uderzenia w dysku.
Diagnoza: zgon dysku
Rozwiązanie problemu: zastąpienie dysku pamięcią typu flash (USB).
I ty był problem - laptop (Acer TravelMate 332T) nie obsługuje startu USB (bios w ogóle nie obsługuje USB, nad aktualizacją na razie nie myślałem)
Pomimo tego problemu, zostawiłem sprawę - startowałem z Knoppix LiveCD, na USB zapisywałem /home i konfiguracje.
Następny problem: Zwis po pewnej ilości wykonanych operacji.
Diagnoza: Uszkodzony RAM pomimo pełnej sprawności przy testach memtest-em.
Laptop posiada dwie kości: 64MB (fabryczna), 128MB (moja). Wyciągnąłem kość 128MB, efekt - komputer nie startuje (mamy zasilanie m. in. na dysku, ale już nie np na monitorze). Założyłem ją z powrotem i wywaliłem 64MB - działa (jak natura chciała
Rozwiązanie: Wywaliłem kość z slotu fabrycznego.
W tej chwili mam 128MB ramu - to dość mało jak na system Live (DSL mnie nie satysfakcjonuje - potrzebuje narzędzi typu GCC, NASM, QEMU, odziwo Knoppix je wszystkie ma).
Założyłem dysk z powrotem i uwaga: dysk nie ma poprzednich objawów: Bez najmniejszego oporu kopiuje na niego ogromne ilości danych, nie ma żadnych trzasków i nic się nie wyłącza!
Cały uradowany przystępuje do ponownej instalacji Win98SE (dysk zdążyłem sformatować w systemie plików FAT i EXT3). Startuje sobie Dos, tworze partycje i zaczynam formatować. Tutaj moja radość nieco ostygła - po dojściu do 1% zaczęły się 'próby odzyskania jednostki alokacji', zostawiłem go na kilka godzin. Gdy wróciłem widziałem tylko że doszedł do jednostki w granicach 8 000 (zaczął w granicach 6 000) i wywalił błąd (nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło). Wiedząc, że mam bady miałem zamiar próbować go wskrzesić (podejrzewałem, że przyczyną problemów był problem z zasilaniem - z stykami - dysk po wyjęciu i ponownym włożeniu przestał się wyłączać - czyli bady logiczne), zciągnąłem firmowe narzędzie do testowania dysku i znalazłem nim bady (nie zdziwiłem się). Bez zastanowienia (właściwie wiedziałem co chce tym programem zrobić) rozpocząłem 'erase'. Znowu kilka godzin. I znowu błąd. (Od tej pory, dysk przy odczycie z niektórych początkowych sektorów - pewnie tych które wyczyścił - wydaje dźwięk mniej więcej jakby drzeć metalem,lub czymkolwiek innym - jestem w stanie wygenerować taki dźwięk, gdy wkręcam żarówkę). Teraz ruszyły Google. Znalazłem tam elektrode (nie pierwszy raz) i MHDD. Ruszyło ERASE i SCAN, efekt - dowiedziałem się gdzie są bady, ale wtedy nie wiedziałem czym jest opcja remap (
Teraz pytanie: co oznaczają błędy AMNF i IDNF, ale po ludzku (bo to http://www.nirvanowiec.republika.pl/MHDD.html czytałem).
Ew pytanie 2 (wiem że może śmieszyć): Jak doprowadzić ten dysk do jako takiej używalności (mam ciągłe 50% bez błędów i od 8% do 25% na początku i od 75% do 98% na końcu, więc jakby co, to można ciąć).
Generalnie liczyłem na to, że relokuje bady i zobaczę co dalej, ale pojawiają się nowe błędy, których wcześniej nie widziałem (ustawiłem time-out na 1s więc były tylko pytajniki, ale było ich 200, a nie niecałe 600).