Witam. Z moim audio męczę się już półtora roku, ostatnio prawie mi się udało, ale stało się coś dziwnego. Instalacja 2 wzmacniacze - pierwszy 2 kanałowy do basu i drugi 4 kanałowy, 2kanały na głośniki w drzwiach, pozostałe 2 do tweeterów. Na początku sianie było słyszalne w przednich głośnikach, zresztą to normalne bo bas nie jest tak podatny na zakłócenia. Rozbebeszyłem całe auto, zdiąłem wykładzinę podłogową i okazało się, że wiązki elektryczne idą w poprzek auta
Jedynym wyjściem było położenie kabli tunelem środkowym, a w miejscu przecięcia się sygnałowych z wiązką elektryczną położyłem gąbkę, która miała za zadanie oddzielać elektrykę od sygnału. Złożyłem wszystko i efekt bajeczny. 0 siania i jakichkolwiek szumów. Pojeździłem tak miesiąc, wsiadam rano do auta i nagle z przednich głośników zaczęły dochodzić odglosy jakby walenie w cymbałki
Następnego dnia wkładam radio, żeby sprawdzić czy może nie był to zły sen i ku mojemu zdziwieniu na basie pojawił sie taki sam odgłos, a z przednie głośniki całkowicie przestały grać, wydawały tylko z siebie te dzwine odgłosy. Wygospodarowałem więc trochę czasu żeby wszysko posprawdzać, wjeżdżam na ogród, wyjmuje radio, włączam i już nie ma dziwnych odgłosów, muzyka gra tylko słychać szmery, taka mini burza o niskich częstotliwościach, bo w przednich głośnikach jest mniej słyszalne. W momencie odpalenia silnika dochodzą jeszcze gwizdy. "burza" i świsty nie narastają z podgłaśnianiem radia, tylko przy podkręcaniu wzmacniacza. Radio to Pioneer 88rs, 3 pary sygnałowych, masa z budy (porządnie podłączona, zresztą wczesniej nic się nie działo), sprawdzałem masę ma chinchach(też wporządku), przekładałem radio do kolegi(gra dobrze). Macie może jakieś sugestie ? Bo już mi ręce opadają 
