Ja kiedyś coś takiego robiłem na zajęciach z techniki. Nawet się kręciło ale jak... to pożal się Boże

całość była wykonana ze stalowego płaskownika odpowiednio wygiętego i posklejanego jakimś ustrojstwem. Już nie pamiętam dokładnie. Potem trza było to jakąś izolacją okręcić i nawinąć uzwojenia. Komutator był z kawałka drewienka i miedzianych blaszek przyklejonych tym samym ustrojstwem. Największym problemem było ustawienie szczotek do komutatora. Noi zaczeło się kręcić z takim małym ale: pobierało baaaaaaaaardzo dużo prądu i nie przedstawiało żadnych własności użytkowych.
Choć właściwie to kłamę. zarąbiście leciał z ósmego piętra i wbił się w chodnik. To był piękny koniec pięknego urządzenia
Powodzenia i miłej zabawy