Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
IGE-XAO
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

panika z co2 "efekt cieplarniany"

_jta_ 05 Wrz 2009 19:21 226457 2219
  • #511
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Nie wiem, co policzyłeś i z jakim wynikiem, ale to, co piszesz, wygląda mało sensownie.

    Tych lat było znacznie więcej, niż 20, ale nie ma znaczenia, ile - dwa czy trzy miliardy sekund
    - i tak średnio w ciągu sekundy więcej przybywało węgla w atmosferze, niż jest w niej C14.

    Licząc w zaokrągleniu: C14 stanowi 1 bilionową, całego C w atmosferze jest 0.016% wagowo,
    i powierzchnia Ziemi jest 500 milionów km^2, wychodzi 800kg całego C14 w atmosferze.
  • IGE-XAO
  • #512
    J. Kleban
    Poziom 25  
    _jta_ napisał:
    Nie wiem, co policzyłeś i z jakim wynikiem, ale to, co piszesz, wygląda mało sensownie.

    Tych lat było znacznie więcej, niż 20, ale nie ma znaczenia, ile - dwa czy trzy miliardy sekund
    - i tak średnio w ciągu sekundy więcej przybywało węgla w atmosferze, niż jest w niej C14.

    Licząc w zaokrągleniu: C14 stanowi 1 bilionową, całego C w atmosferze jest 0.016% wagowo,
    i powierzchnia Ziemi jest 500 milionów km^2, wychodzi 800kg całego C14 w atmosferze.


    Teraz policz 800 kg C14 i jak podajesz C14 tego przybywa w ciagu powiedzmy(kilkadziesiat) 100 lat wiec wychodzi 200 kg na 100 lat , teraz rozpad C14 do polowy ilosci (rozpad polowiczny )to w zaokragleniu 5700 lat , czyli po 5700 latach z tego C14 (200kg ) powstalego dzis pozostanie 100kg ,ale podczas tych 5700 lat jest 57 okresow po 100 lat ktore produkuja po 200 kg C14 kazdy czyli 57 X 200 =11400kg (zredukujmy to o 30% jako polowiczny rozpad w ciagu tych 5700 lat wiec pozostaje7980 kg + poprzednie 100 kg to daje 80080 kg w ciagu 5700 lat , a to daje 1.4 kg rocznie (czyli mamy nadwyzke powstawania C14 nad jego rozpadem) a to nie jest taka mala ilosc aby nie brac jej pod uwage w bilansie CO2
    I to jest ilosc przybywajacego C 14 rocznie wiec w ciagu 100 lat przybywa 140 kg wegla a przez to CO2 .
    To jest tylko przyklad , bo dokladniejsze wyliczenia wykazuja wielokrotnie wyzszy wspolczynnik zwiekszania masy C w obiegu,(poprzez C14 nie liczac procentu C14 ktory podczas rozpadu przechodzi w C13) a to swiadczy o tym ze nie tylko nasze emisje CO2 maja wplyw na to co sie dzieje z klimatem.!.!.!
    Nie ujety tu jest tez C 14 magazynowany w roslinach a to powoduje zjawisko kumulacji, wiec gdyby tak policzyc calkowita ilosc C14 to okazaloby sie ze jest go kilkanascie razy wiecej w obiegu niz wynika z tych zgrubnych wyliczen.
  • #513
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Produkcja C14 jest na takim poziomie, jak rozpad - te 800kg w atmosferze utrzymuje się stale;
    z tego, co pamiętam, datowanie oparte na pomiarze zawartości C14 nie dawało dużych błędów
    (może o kilka lat) nawet przed zbadaniem zmian zawartości C14 w CO2 w atmosferze...

    Niby w jaki sposób C14 miałby podczas rozpadu przechodzić w C13? podaj źródło informacji.

    ... widzę, że zamiast zastanowić się nad sensem tego, co piszesz, tworzysz nowe fantazje.
  • IGE-XAO
  • #514
    J. Kleban
    Poziom 25  
    Cos mi sie widzi ze to bardziej chodzi o podawanie linkow i reklame Google niz o prowadzenie dyskusji.
    Wypadaloby przeprowadzic dyskusje na temat prawdziwosci informacji w podawanych linkach, bo to ze sa one w sieci i z powaznych zrodel wcale nie oznacza ze sa prawdziwe.
  • #515
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Na ostatnich trzech stronach słowo "Google" występuje 2 razy: w wypowiedzi twojej, i nemo07.
    Jeśli kwestionujesz informację z jakiegoś linku, podaj konkretnie link i co kwestionujesz.

    A póki co, opowiem pewną bajkę: pewien bogacz porobił jakieś malwersacje finansowe, i zarobił
    na tym sto miliardów (jednostek monetarnych, jakie tam były); kiedy zaczęto mówić, że przez to,
    że ten bogacz zgarnął całą kasę, zaczyna brakować pieniędzy w państwie, on tłumaczył, że to
    wcale nie przez niego, tylko przez tego biedaka, co mieszka obok, ma jedną monetę, i to pewnie
    nie zarobił jej uczciwą pracą, tylko ukradł, w porównaniu do tego biedaka, co ukradł tę monetę, to
    jego malwersacje mało znaczą... jak należałoby ocenić tłumaczenie tego bogatego malwersanta?
    (od razu wyjaśniam, że nie było tam tłumu biedaków posiadających monety, tylko ten jeden)
  • #516
    J. Kleban
    Poziom 25  
    Jest juz 18 stron tego tematu i przed chwila sprawdzilem ze na kazdej stronie jest reklama Google, a wiekszosc postow opiera sie nie na wypowiedziach indywidualnych forumowiczow a na wprowadzaniu linkow z wypowiedziami innych .
    To raczej nie jest dyskusja ale gra wynajdywania linkow przy ktorej Google nabija licznik.
  • #517
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Strona 18 - twoje wypowiedzi (krytykujące Google); strony 17,13,4 - link podany przez nemo07; strony 16,15,14,11,10,7,5 - nie ma;
    strona 12 - moja wypowiedź (że Google nie znalazło); strona 9 - linki podane przez ZGG i nemo07; strona 8 - 2 linki podane przez nemo07;
    strona 6 - moja wypowiedź (że kolega czegoś szukał, a znalazł coś innego, co akurat pasowało do wypowiedzi przedmówcy);
    strona 3 - moja wypowiedź (że coś przypadkiem znalazłem, nie to, czego szukałem); strona 2 - link podany przez nemo07 i moja
    wypowiedź (że coś ciekawego znalazłem); strona 1 - link podany przeze mnie.
    Średnio wychodzi 2/3 odwołania do linków z Google na stronę, więc jak by nie liczyć, nie może być na każdej stronie. ;)

    Kolejna próba znalezienia tematu zastępczego do odwracania uwagi od przedmiotu dyskusji? Może skończ z tym.

    A co z oceną tłumaczenia tego bogatego malwersanta z bajki? było sensowne, można je przyjąć, czy wypada odrzucić?
  • #519
    marek_Łódź
    Poziom 36  
    W jaki sposób eurodebile walczą z dwutlenkiem:

    http://www.polskatimes.pl/stronaglowna/162505...-rusza-na-wojne-ze-starymi-pralkami,id,t.html

    Cytat:
    Przez walkę z emisją CO2 musieliśmy się pożegnać ze stuwatowymi żarówkami. Na indeks UE trafią też kineskopowe telewizory, a może i czajniki. Niedawna decyzja unijnych urzędników o wycofaniu ze sprzedaży tradycyjnych żarówek stuwatowych była tylko przygrywką do kolejnych zakazów, które radykalnie zmienią znany nam dotąd świat. Czeka nas wielkie ogołacanie sklepowych półek ze zbyt energochłonnych sprzętów elektronicznych i gospodarstwa domowego. Na pierwszy ogień pójdą telewizory. Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej ilość energii zużywanej przez odbiorniki telewizyjne ma spaść o jedną piątą. Zarówno urzędnicy Unii, jak i producenci sprzętu audiowizualnego są zgodni, że tradycyjne telewizory nie będą w stanie spełnić tych standardów. Dlatego zostaną odesłane do lamusa. Decyzja ta to kolejny etap walki unijnych decydentów o ograniczenie wzrostu zużycia elektryczności w gospodarstwach domowych. Komisja Europejska chce, żeby urządzenia, których używamy na co dzień, zużywały o 20 procent mniej energii niż obecnie. Dlatego na żarówkach i telewizorach kineskopowych się nie skończy. W kolejce czekają kolejne zakazy, które wejdą w życie w przyszłym roku. Dotyczyć będą między innymi pralek bez opcji prania na zimno oraz tanich lecz mało wydajnych lodówek, zamrażarek i zmywarek do naczyń. Potem sukcesywnie badane będą przez unijnych ekspertów kolejne potencjalnie energochłonne urządzenia. Pod lupą urzędników znalazły się nawet czajniki elektryczne. Istnieją już plany badań nad zwiększeniem wydajności energetycznej tych urządzeń. Jeśli okaże się, że ceną naszej porannej kawy czy herbaty jest zużycie przez te poczciwe blaszaki (lub czajniki plastikowe) zbyt dużej liczby kilowatów, czeka je niechybny wyrok skazujący na wycofanie z półek sklepowych. Bruksela przewiduje, że dzięki nowej dyrektywie w sprawie tzw. ekoprojektowania można będzie zaoszczędzić równowartość rocznego zużycia energii przez kraj wielkości Włoch. Krytycy tego pomysłu uważają tymczasem, że komisja powinna najpierw zrobić porządek z o wiele bardziej szkodliwym dla środowiska transportem lotniczym, a dopiero potem zabierać się za sprzęt gospodarstwa domowego.

    Zdaniem Chrisa Goodalla, autora opracowania "How to Live a Low-Carbon Life" ("Jak żyć, emitując niewiele dwutlenku węgla"), przeciętny Brytyjczyk produkuje 10 ton CO2 rocznie - tyle, ile wynosi średnia dla mieszkańca Unii Europejskiej - z czego na zużycie prądu w domach przypada zaledwie 0,7 tony.

    - Nawet gdybyśmy zredukowali zużycie elektryczności w gospodarstwie domowym do zera, nie zrekompensowałoby to emisji CO2 podczas lotu do Rzymu i z powrotem - przekonuje Goodall. - Politycy mają poczucie, że mogą regulować wydajność, ale nie starcza im odwagi, aby zająć się wpływaniem na ludzkie wybory takie jak latanie samolotem.

    ...czy codzienne dojeżdżanie samochodem do pracy.

    To sprawa instynktu samozachowawczego - po uderzeniu w motoryzację i koncerny paliwowe, tzw. UE zostałaby starta z powierzchni ziemi i kart historii w ciągu tygodnia. Łatwiej uderzać, czy szturchać indywidualnych odbiorców energii, co daje mierne efekty, ale stwarza pozory władzy absolutnej, bo jakaś biurew może mi wyłączyć czajnik, w którym akurat gotuję herbatę.

    Jak widać, unijna akcja walki z CO2 jest grą polityczną, a nie walką o środowisko.
  • #520
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Wyprodukowanie 1g CO2 przez spalanie węgla daje 9kJ ciepła; czyli te 10 ton oznacza 90GJ ciepła, pewnie ze 40GJ energii elektrycznej
    (to zależy od sprawności elektrowni). Dziennie wyjdzie ze 110MJ, czyli moc około 1.2kW. Z tego w domu ma być średnie zużycie 84W, albo
    2.8GJ = 777kWh rocznie = 65kWh miesięcznie - jak to się ma do zużycia prądu u nas? (tzn. ile u nas wykazuje licznik, czy rachunek z ZE?)

    Ciekawe, skąd pochodzi pozostałe 9.3 tony CO2 emitowanego na przeciętnego Brytyjczyka, czy mieszkańca Unii Europejskiej.
  • #521
    calibraopel
    Poziom 13  
    A mnie co do modelu efektu cieplarnianego ciekawi fakt dlaczego klimat się ogrzewa skoro co2 rzekomo "odbija" promieniowanie cieplne. Jeżeli tak byłoby w praktyce to promieniowanie cieplne jądra ziemi owszem odgrzewało by bardziej klimat ale mniej ciepła dostawalibyśmy od słońca więc bilans powinien byc zerowy.
  • #523
    forestx
    VIP Zasłużony dla elektroda
    _jta_ napisał:
    Ciekawe, skąd pochodzi pozostałe 9.3 tony CO2 emitowanego na przeciętnego Brytyjczyka, czy mieszkańca Unii Europejskiej.
    - dlatego właśnie głupotą jest zakaz produkcji żarówek, czajników itd.
    Ciekawy kalkulator: http://ziemianarozdrozu.pl/kalkulator
    Generalnie podejrzewam, że ilość CO2 wyemitowanego podczas produkcji np. telewizora, jest podobna do tej jaką wyrzuci elektrownia produkująca prąd do niego.
  • #524
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Myślę, że to zależy od jego ceny: im więcej CO2 wyemitowano, tym jest droższy.

    Pewnie z grubsza cena czy to telewizora, czy energii elektrycznej, jest proporcjonalna
    do ilości CO2 emitowanej przy produkcji - a więc wybierając tak, by w sumie wyszło
    najtaniej (za sprzęt + za energię, czy paliwo) minimalizujemy emisję CO2.

    I żeby było ciekawiej: inwestując w energooszczędny sprzęt powodujemy wyemitowanie
    CO2 przy jego produkcji już teraz, co spowoduje zadziałanie sprzężeń zwrotnych, typu
    emisji metanu z topniejących błot na Syberii, i zwiększenie efektu cieplarnianego -
    a przecież głównie o to chodzi, że przekroczenie pewnego progu może spowodować
    zmiany, których nie będziemy w stanie odwrócić, i które mogą być katastrofalne...
  • #525
    forestx
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Na stronie http://www.centrumzklimatem.pl/statystyki/
    Cytat:
    Wyprodukowanie jednego samochodu to emisja blisko 5 ton CO2.
    Jadąc średniej wielkości samochodem na odległość 30 kilometrów emitujemy do atmosfery 5 kg CO2 – ilość, którą spore drzewo pochłania w ciągu całego roku.
    - czyli trzeba przejechać 30000km, aby wyprodukować tyle CO2, co przy produkcji.
    Na tej stronce z kalkulatorem: emisja w USA to 24 tony na łeb :twisted:
  • #527
    marek_Łódź
    Poziom 36  
    _jta_ napisał:
    Ciekawe, skąd pochodzi pozostałe 9.3 tony CO2 emitowanego na przeciętnego Brytyjczyka, czy mieszkańca Unii Europejskiej.
    Widzę, że temat samochodów zasygnalizowano. Ja dojeżdżając rowerem do pracy zużywam latem (oświetlenie, gotowanie, ciepła woda) niecałą 1 kWh dziennie, natomiast zimą po rozliczeniu ogrzewania na 5 osób w moim mieszkaniu nie więcej niż 3 kWh.
    Mój kolega, podobnie jak jego żona pokonujący podobną drogę do pracy samochodem zużywają na oko po jakieś 5-10kWh dziennie , emitując spore ilości CO2 do atmosfery. Do tego dochodzi produkcja przemysłowa. Tak więc stwierdzenie, że gospodarstwa domowe produkują relatywnie niewiele CO2 da się uzasadnić.

    Podejrzewam, że wspomniane wyżej liczby nie zostały wzięte z sufitu. Generalnie człowiek zmotoryzowany zużywa znacznie więcej energii od chodzącego pieszo, czy rowerzysty, więc podstawowym źródłem CO2 generowanego bezpośrednio przez ludzi są ich pojazdy (oczywiście samoloty tym bardziej). Jeśli UE atakuje np. czajnik elektryczny, pozostawiając w spokoju samochody to jakie jest podłoże tego działania, jak nie polityczne (po prostu lobby paliwowe nie dałoby sobie czegoś takiego zrobić, natomiast gospodarstwa domowe można szykanować niemal bezkarnie). Z ekologią to nie ma nic wspólnego, tym bardziej, że np. z urządzeń do podgrzewania wody czajnik elektryczny, czy grzałka, jako w tej wodzie zanurzone mają większą sprawność jak np. maszynka elektryczna, czy płyta grzejna.
  • #528
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Powiedzmy 5kWh dziennie - tylko czy to ma być wartość opałowa paliwa, czy energia uzyskana z silnika?
    Pewnie jakiś sens ma to drugie, niech sprawność będzie 40% (to już musi być dobry samochód, kiepski
    może mieć 30% i mniej), to z paliwa trzeba uzyskać 12.5kWh = 45MJ = 11Mcal, czyli spalić 1kg benzyny
    - dobry samochód na tym przejedzie 25km, ale w mieście nieco mniej - czyli ktoś miałby 10km do pracy.

    Z innych wyliczeń (pytanie, czy są zgodne z tymi) samochód emituje 5 ton CO2 przejeżdżając 30000km
    - czyli na wyemitowanie tych 10 ton rocznie trzeba przejeżdżać 164 km dziennie - wynikałoby z tego, że
    w tych 10 tonach jest głównie emisja przez przemysł i transport towarów, a nie indywidualnego zużycia
    energii w domu, czy nawet do jeżdżenia samochodem do pracy, jak już ktoś jeździ samochodem.
    No, chyba że ktoś dojeżdża do pracy blisko 100km - ale to raczej w Stanach, a nie w Polsce?

    Ale obłożyć czajniki elektryczne styropianem, czy innym izolatorem ciepła, nie zaszkodzi - woda będzie
    dłużej pozostawać gorąca, szybciej się zagotuje, jak sobie będziemy robić następną kawę... mam kolegę,
    który lubi mieć dużo wody w czajniku, bo jak się zagapi i nie od razu sobie zrobi kawę, to jeszcze przez
    dłuższy czas temperatura wody jest wystarczająca do kawy - a z izolacją cieplną będzie jeszcze lepiej.

    Aha: mam znajomego profesora, który jeździ do pracy i z powrotem rowerem - kilkanaście km w jedną
    stronę. Niezależnie od pogody - jak deszcz, to zakłada nieprzemakalną kurtkę. Nawet zimą jedzie po
    śniegu. Oczywiście nie jest to rower, który można kupić w hipermarkecie - taki dawno by się rozleciał.
  • #529
    coolombo
    Poziom 29  
    A co sądzicie o wycofywaniu z handlu żarowek 100W?
    Generalnie lwią część wyprodukowanej energii żużywa przemysł. Każdy użytkownik ze swoją 100W żarówką to pikuś w stosunku do całości.
    Przykładowo moje miasteczko zużywa w ciągu dnia średnio, 6MW energii a kamieniołom który jest nieopodal 4MW...
    Jeżeli się zagłębiać dalej można wyliczyć ile % energii zużywają żarówki.
    Absurdalne jest to że efekt w zmniejszeniu emisji będzie żaden a i środowisko ucierpi bardziej bo żarówka energooszczędna to nie tylko kawałek metalu, cyny i szkła.
    Trzeba to utylizować, utylizacja to dodatkowe koszy,włożona praca i energia.
    Jestem pewien że duża ilość zużytych żarówek będzie lądowała na śmietniku.
    Podobnych absurdów można znaleźć więcej ot chociażby to że wycofanie ołowiu ze spoin lutowanych ma chronić środowisko naturalne. Nie trudno sobie wyobrazić ile procentowo zużywa się tego ołowiu do lutów w skali światowego obrotu tym pierwiastkiem.
  • #530
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Żarówka energooszczędna kosztuje około 20zł - mniej więcej tyle, co 50kWh; jak poświeci ponad 625 godzin
    (a powinna kilka tysięcy), to na niej zarobimy. Według mojej teorii, zmniejszymy przez to emisję CO2.
    Na skażeniu środowiska resztkami żarówek też zyskamy - tych zwykłych sporo by się naprzepalało.

    To, że w obrocie jest dużo ołowiu, nie oznacza, że on trafia na śmietnik - gdziekolwiek go się używa,
    ma być kierowany do odzysku, jeśli to jest ekonomicznie akceptowalne (jak nie, to ma być wycofany).
    Inna sprawa, że nie wiem, czy rzeczywiście ten odzysk działa - już parę razy było tak, że aby kupić
    akumulator, trzeba było przynieść stary, albo zapłacić kaucję - żeby nie wyrzucać starego na śmietnik
    - nie wiem, czy obecnie tego pilnują - ale chyba na Allegro chińskie akumulatory są bez kaucji?
    Niemniej jednak ma być taki system, żeby ołów nie trafiał na śmietnik - kwestia jego uszczelnienia.
  • #531
    J. Kleban
    Poziom 25  
    _jta_ napisał:
    Żarówka energooszczędna kosztuje około 20zł - mniej więcej tyle, co 50kWh; jak poświeci ponad 625 godzin
    (a powinna kilka tysięcy), to na niej zarobimy. Według mojej teorii, zmniejszymy przez to emisję CO2.
    Na skażeniu środowiska resztkami żarówek też zyskamy - tych zwykłych sporo by się naprzepalało.

    To, że w obrocie jest dużo ołowiu, nie oznacza, że on trafia na śmietnik - gdziekolwiek go się używa,
    ma być kierowany do odzysku, jeśli to jest ekonomicznie akceptowalne (jak nie, to ma być wycofany).
    Inna sprawa, że nie wiem, czy rzeczywiście ten odzysk działa - już parę razy było tak, że aby kupić
    akumulator, trzeba było przynieść stary, albo zapłacić kaucję - żeby nie wyrzucać starego na śmietnik
    - nie wiem, czy obecnie tego pilnują - ale chyba na Allegro chińskie akumulatory są bez kaucji?
    Niemniej jednak ma być taki system, żeby ołów nie trafiał na śmietnik - kwestia jego uszczelnienia.



    Nie byl bym taki pewny co do odzysku tego olowiu.
    na samych tylko dachach angielskich jest przewaznie od 500 - 2,500 kg olowiu (na kazdym dachu) ktory ciagle splywa z deszczem do rzek.
  • #532
    marek_Łódź
    Poziom 36  
    _jta_ napisał:
    Powiedzmy 5kWh dziennie - tylko czy to ma być wartość opałowa paliwa, czy energia uzyskana z silnika? Pewnie jakiś sens ma to drugie, niech sprawność będzie 40% (to już musi być dobry samochód, kiepski może mieć 30% i mniej), to z paliwa trzeba uzyskać 12.5kWh = 45MJ = 11Mcal, czyli spalić 1kg benzyny
    - dobry samochód na tym przejedzie 25km, ale w mieście nieco mniej - czyli ktoś miałby 10km do pracy.
    Przy braku konkretnych danych obliczenia nie mają specjalnego sensu. Celem tego przykładu było pokazanie, że przeciętny, indywidualny, zmotoryzowany człowiek generuje kilka razy więcej CO2 jeżdżąc samochodem, niż w swoim domu. Logicznie myśląc dla ograniczenia emisji należałoby w pierwszej kolejnosci zająć się spalaniem paliw w silnikach samochodowych, wprowadzając takie same mechanizmy, jakie występują np. w przypadku elektrowni, czyli opłaty nałożone na producentów CO2, w tym przypadku kierowców. Tymczasem w przypadku samochodów stosuje się półśrodki w postaci limitów emisji nakładanych na samochody, natomiast ostro atakuje się gospodarstwa domowe, których emisja jest na dalekim miejscu.
    Cytat:
    To sprawa instynktu samozachowawczego - po uderzeniu w motoryzację i koncerny paliwowe, tzw. UE zostałaby starta z powierzchni ziemi i kart historii w ciągu tygodnia. Łatwiej uderzać, czy szturchać indywidualnych odbiorców energii, co daje mierne efekty, ale stwarza pozory władzy absolutnej, bo jakaś biurew może mi wyłączyć czajnik, w którym akurat gotuję herbatę.

    Wniosek - celem tej urzędniczej akcji nie jest ekologia, ale szykanowanie ludzi, co jest ulubionym zajęciem każdej biurokracji.

    Dawno, dawno temu Fenicjanie wynaleźli pieniądze, potem wynaleziono jeszcze VAT i akcyzę, czyli mamy dwa mechanizmy, którymi państwo może regulować zachowania ludzi w sferze energetycznej. Cała reszta w postaci szykan, ograniczeń, czy kartek na prąd i benzynę to czysta polityka, a mówiąc dosadniej biurokratyczny terror.
    Biurwie w Brukseli nic do tego, co w moim domu robię z prądem kupionym za moje ciężko zarobione pieniądze, bo co jest np. złego w tym, ze chcę sobie dogrzewać mieszkanie żarówkami, czy gotować wodę w czajniku, zamiast na piecyku przez który ucieka znacznie więcej ciepła.
  • #533
    coolombo
    Poziom 29  
    _jta_ napisał:
    Żarówka energooszczędna kosztuje około 20zł - mniej więcej tyle, co 50kWh; jak poświeci ponad 625 godzin
    (a powinna kilka tysięcy), to na niej zarobimy. Według mojej teorii, zmniejszymy przez to emisję CO2.
    Na skażeniu środowiska resztkami żarówek też zyskamy - tych zwykłych sporo by się naprzepalało.

    To, że w obrocie jest dużo ołowiu, nie oznacza, że on trafia na śmietnik - gdziekolwiek go się używa,
    ma być kierowany do odzysku, jeśli to jest ekonomicznie akceptowalne (jak nie, to ma być wycofany).
    Inna sprawa, że nie wiem, czy rzeczywiście ten odzysk działa - już parę razy było tak, że aby kupić
    akumulator, trzeba było przynieść stary, albo zapłacić kaucję - żeby nie wyrzucać starego na śmietnik
    - nie wiem, czy obecnie tego pilnują - ale chyba na Allegro chińskie akumulatory są bez kaucji?
    Niemniej jednak ma być taki system, żeby ołów nie trafiał na śmietnik - kwestia jego uszczelnienia.


    Żarówka energooszczędna ma jedną zasadniczą wadę a mianowicie światło które emituje pozostawia wiele do życzenia, wierność oddawania barw jest zawsze zafałszowana na dodatek im starsza świetlówka tym więcej UV emituje co nie jest zbyt zdrowe dla naszych oczu. Jak dla mnie najlepszym źródłem światła do domu są halogeny, szczególnie ładnie świecą te 12V, przykładowo 50W halogen emituje około 1000-1200lumenów tyle co 100W zwykła żarówka sprawność lepsza niż w przypadku zwykłych żarówek i gorsza od świetlówek z trwałością bywa różnie.
    Co do utylizacji to sklepie w którym pracuję stoją pojemniki na zużyte świetlówki jak myślicie ile zużytych wraca w stosunku do sprzedanych? Na początku ludzie przynosili zużyte świetlówki obecnie praktycznie nikt kto kupuje nowe nie przynosi starych.
    Jakiś czas temu zachłysnęłem się świetlówkami kompaktowymi teraz mam ochotę się ich pozbyć o włożonych w to pieniądzach nie wspomnę.

    Jak myślicie kiedy jakiś biurokrata wymyśli nakaz stosowania 'energooszczędnych' grzejników albo czajników ? :|
  • #534
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Energooszczędne grzejniki bardzo by się przydały, czajniki też - problem, że nie tak łatwo je zrobić
    - wymyślono pompę ciepła, która pobiera ciepło z zewnątrz, i ogrzewa mieszkanie - ale taka pompa
    sporo kosztuje (pytanie, jak długo trzeba jej używać, by zwrócił się koszt zakupu).

    Co do barwy światła - na pewno da się ją poprawić, to kwestia kosztów pracy, żeby to zrobić. Może
    jak te "żarówki energooszczędne" będą szerzej stosowane, to uda się sfinansować poprawę barwy
    - prędzej czy później firmy będą musiały o to zadbać, albo mało kto kupi ich produkty, kiedy inna
    firma będzie oferować coś lepszego. Chociaż... może są miejsca, gdzie barwa ma małe znaczenie
    - np. oświetlenie pod domem koło drzwi wejściowych - tam raczej się używa taniego badziewia.

    (z barwą światła jest tak, że pary rtęci emitują głównie UV; to UV powoduje świecenie luminoforu;
    jeden składnik luminoforu ma najwyżej parę wąskich pasm, w których świeci - trzeba dobrać zestaw
    składników, taki żeby pokryć w miarę równomiernie cały zakres widzialny, żeby te składniki sobie
    wzajemnie nie przeszkadzały - to jest dużo roboty, pewnie głównie z wyszukiwaniem informacji
    o tych składnikach, i analizowania różnych kombinacji, która okaże się najlepsza; świetlówki miały
    najpierw jeden, może dwa składniki luminoforu - wręcz tak, że do niebieskawego koloru par rtęci
    dobrano jakiś odcień czerwonego, razem to wyglądało jak białe z fioletowym odcieniem - barwy
    przy takim świetle często wyglądały zupełnie inaczej, niż przy świetle dziennym...)

    Tylko może lepiej by było, gdyby nie zmuszano ludzi nakazami administracyjnymi do rezygnacji
    z tradycyjnych żarówek, a informowano: wydajesz tyle a tyle stosując tradycyjną żarówkę, możesz
    mieć równie jasne światło 3 razy taniej, jak będziesz używał energooszczędnej, na dodatek ta
    zwykła przepala się co 2 miesiące, a energooszczędna świeci przez 3 lata - mniej wymieniania.

    Ale z kolei trudność jest taka, że dopóki mało się produkuje energooszczędnych, nie opłaca się
    finansować prac nad poprawieniem barwy, a z obecną barwą ludzie niechętnie kupują. Może gdyby
    był wymóg oznakowania informującego, jaka jest barwa - i to nie ogólnikowo: ciepła biała, albo
    zimna biała - a jakiś wskaźnik nierównomierności rozkładu widma - tak, by każdy mógł kupując taką
    żarówkę dowiedzieć się, która będzie zniekształcać barwy, a która nie - to byłoby z tym lepiej?

    Jeśli producent będzie wiedział, że klient zostanie poinformowany, na ile dobrą barwę światła ma
    żarówka, i według tego wybierze, to pewnie chętnie zainwestuje w poprawę barwy, i dojdą do tego,
    że żarówki energooszczędne będą świecić barwą praktycznie nieodróżnialną od światła dziennego.
    Niestety obecnie sytuacja w handlu jest taka, że klient nie może uzyskać informacji, czy towar, który
    zamierza kupić, jest dobry - jest raczej dezinformowany, niż informowany o jego właściwościach.

    Może by się przydał nakaz, by w sklepie klientowi pokazywać informację typu: w tym czajniku 95%
    energii prądu zamienia się na ciepło ogrzewająca wodę, reszta jest tracona; czas na zagotowanie
    pełnego czajnika 10.5 minuty; zagotowana woda stygnie o 10 stopni w ciągu 47 minut przy pełnym
    czajniku, w ciągu 8 minut kiedy jest w nim szklanka (0.25l) wody. I to nie tylko dla czajnika, który
    akurat stoi w tym miejscu, a dla wszystkich dostępnych w handlu - żeby klient wiedział, czy akurat
    ten, co jest w sprzedaży, jest jednym z lepszych, czy jednym z gorszych. Jeśli taka informacja
    będzie podawana, to pewnie niejeden producent zadba o to, żeby było 99%, a nie 95, żeby woda
    stygła o 10 stopni dopiero po paru godzinach - a klient chętnie kupi czajnik, w którym zagotuje
    wodę raz, a potem przez parę godzin będzie miał gorącą wodę na robienie kolejnych kaw...
  • #535
    marek_Łódź
    Poziom 36  
    Można by dać każdemu kalkulator, żeby chodził po mieszkaniu i liczył co ma włączyć, a co wyłączyć, ale znacznie prościej rozliczać go przy pomocy faktur, a on niech sam dba o to, co robi ZA SWOJE pieniądze. Jeśli rządom tak bardzo zależy na zielonej energii, to mogą to regulować przy pomocy VATu i akcyzy.

    Drugie rozwiązanie już wdzieliśmy (kartki na energię) i się nie sprawdziło.
  • #536
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Ale tu chodzi o to, żeby zanim kupi sprzęt, to wiedział, czego się po nim spodziewać, np.
    że jak kupi tańszy czajnik, to wyda więcej na prąd, i w sumie ten czajnik będzie droższy...

    Rozliczanie za pomocą faktur za zużytą energię ma taką wadę, że nie powie, ile za co - że
    30% to za zapalone żarówki, 55% za dogrzewanie mieszkania - odbiorca musiałby wiele
    lat eksperymentować (np. nie ogrzewać w zimie, siedzieć po ciemku), żeby to tego dojść.

    Chyba, że chodzi o np. akcyzę na żarówki, czy czajnik o gorszej sprawności - miałoby to
    jakiś sens, jeśli przyjmiemy, że klient dostaje energię elektryczną po zaniżonej cenie, i ta
    akcyza służy do wyrównania - płać jak chcesz marnować to, do czego państwo dokłada!

    Swoją drogą, źródło światła o dobrej barwie (równomiernym widmie) jest niezbędne do
    fotografii kolorowej - jak chcemy mieć dobrą jakość zdjęcia, bez zniekształcenia barw.
    Więc fotograf, jak ma w studio zrobić zdjęcie, będzie oświetlał tradycyjnymi żarówkami,
    i pewnie chętnie zapłaci tę akcyzę, i za zużytą energię, byle barwy zdjęcia były dobre.

    -------

    W temacie o elektrowni atomowej forestx podał link do tekstu Wulkany i CO2 - a ja właśnie
    trafiłem na informacje w Wikipedii o podziemnych pożarach węgla, które razem z pożarami
    torfu i lasów dają parę % tej ilości CO2, którą emituje człowiek poprzez spalanie paliw.
    Między innymi jest tam informacja o paru takich pożarach, które mylnie uważano za wulkany
    - może stąd pochodzi "legenda miejska" o emisji wielkich ilości CO2 przez wulkany?

    -------

    Na sprawę globalnego ocieplenia zwraca uwagę Polska Akcja Humanitarna w artykule
    Czas na solidarność klimatyczną, i podaje, że według szacunków Światowej Organizacji
    Zdrowia z powodu zmian klimatu ginie rocznie 150 000 ludzi
    ; mottem tego artykułu są słowa
    Maumoona Abdula Gayooma, prezydenta Malediwów - wyspy położonej 2m ponad poziomem
    morza "Brak działań, gdy miliony ludzi są w niebezpieczeństwie, jest po prostu nieetyczny.
  • #538
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Właśnie jest nowa informacja (poprzednie były z 17 września, 8 września, 18 sierpnia - o tej ostatniej pisałem) o stanie lodów w Arktyce.
    Interesujący jest zwłaszcza wykres 5, podający gdzie lód w Arktyce ma jaki wiek - z rozróżnieniem 1-letniego, 2-letniego i starszego.
    Widać, że dużo przybyło 2-letniego (większość tego, co rok temu był 1-letni, pozostała), natomiast znacznie (prawie 2X) ubyło starszego.

    Dość alarmująco wygląda wykres na dole strony Arktyka: Rekordowe temperatury i topnienie lodu - pytanie, na ile wiarygodne są te dane.
  • #540
    _jta_
    Specjalista elektronik
    Jak na mój gust za wiele się z nim pomija - są wnioski (np. stwierdzenie, że na coś nie ma dowodów), ale brak przesłanek
    (stwierdzenia, że znamy to, i to, ale z powodu takiego tego nie uważamy za dowód) - w rezultacie nie wiem, czy ci, którzy
    to napisali, znają jakieś powody, by to, co inni uważają za udowodnione, uznać za wątpliwe, czy nie wiedzą, że coś było
    badane, i nie znając wyników tych badań piszą, że nie ma dowodów, choć te wyniki (nieznane im) czegoś dowodzą.

    A konkretniej: są pomiary stężenia CO2 w atmosferze, widać tam załamanie się gospodarki w krajach postkomunistycznych;
    można rozsądnie przypuszczać, że to solidny dowód, że to działalność człowieka powoduje wzrost ilości CO2 w atmosferze
    - czy ta informacja była nieznana autorom "Stanowiska", czy zapomnieli o niej - a może mieli powód, by ją zignorować? jaki?