berlingo, silnik 1.9D (DW8)
Zaczeło się od tego że nawet ciepły i świezo zgaszony silnik trzeba troszkę kręcić (~2s), całkiem nie dawno palił do szczału
auto kolejną noc śpi na polu, teraz jest -7st. No i myślałem że go nie zapale. Przy kręceniu łapie tak jak by na jeden gar. Puszcza czarnego dyma. Zdaje się że już zapalił, wyłącze rozrusznik... silnik staje. Po kilku minutach męczenia w końcu zapala puszczając przez chwile jasną chmure dymu.
Zasilanie bez widocznych śladów powietrza, świece sprawne. Akumulator może faktycznie nie jest w najlepszej kondycji jednak wytrzymuje te katusze (choć czuć po kontrolkach i odgłosach że powoli ma dość).
Co byście doradzili?
Zaczeło się od tego że nawet ciepły i świezo zgaszony silnik trzeba troszkę kręcić (~2s), całkiem nie dawno palił do szczału
auto kolejną noc śpi na polu, teraz jest -7st. No i myślałem że go nie zapale. Przy kręceniu łapie tak jak by na jeden gar. Puszcza czarnego dyma. Zdaje się że już zapalił, wyłącze rozrusznik... silnik staje. Po kilku minutach męczenia w końcu zapala puszczając przez chwile jasną chmure dymu.
Zasilanie bez widocznych śladów powietrza, świece sprawne. Akumulator może faktycznie nie jest w najlepszej kondycji jednak wytrzymuje te katusze (choć czuć po kontrolkach i odgłosach że powoli ma dość).
Co byście doradzili?