Witam
Wiem, że istnieje wiele podobnych wątków, ale żaden nie rozwiązał definitywnie problemu takiego jak mój.
Pewnego dnia padło mi ładowanie, elektromechanik wymienił regulator napięcia i przez tydzień było ok. Zaczęła mrygać mi kontrolka ładowania, wszystko cyklicznie przygasało, napięcie ładownia wynosiło 13,6V. Po przejechaniu kilku kilometrów problem ustąpił i wszystko wydawało się być ok. Zaczęło jednak zanikać mi wspomaganie. Co 100km, co 5 km z różną częstotliwością. Przeczytałem masę wątków na ten temat. Generalnie pierwsza diagnoza kończąca się pompa, czytając dalej znalazłem informację, że wcale tak nie musi być. Skoki napięcia powyżej 15V mogą powodować wyłączanie wspomagania.
Po ponownym odpaleniu samochodu zawsze mam wspomaganie, wystarczy na sekundkę nawet w czasie jazdy przekręcić kluczyk w stacyjce na pozycję 0 i wrócić. Wspomaganie wraca. Jeżdżę z woltomierzem w gnieździe zapalniczki i rzeczywiście rejestruje on skoki napięcia. Jadąc w nocy światła przygasają jakby coś nie stykało, a zanik wspomagania poprzedza jaśniejszy błysk. Wydaję się jasne, że to alternator, wczoraj podczas jazdy zniknęło mi ładowanie na kilkadziesiąt sekund po czym wróciło. Napięcie ładowania mam od 14,2V do 14,8V. Okresowo przekracza 15V oraz spada poniżej 14V.
Jednakże dzisiaj po zaniku wspomagania, postanowiłem prześledzić co się dzieje z napięciem. Napięcie się stabilizuje, zaników napięcia jak i skoków nie odnotowałem. Czy to możliwe, że odciążony (ale walnięty) alternator (pompa wspomagania elektryczna prądożerna) pracuje normalnie? Czy to definitywna diagnoza, że pompa wspomagania robi bałagan jak działa i stąd te wszystkie rozbiegi napięcia, przygasanie świateł itd.?
Muszę coś postanowić i zabrać się za to gdyż wczorajszy zanik ładowania wróży nie chybny i nie zapowiedziany koniec jazdy pewnego dnia.
Może ktoś ma jakiś pomysł jak wykonać dodatkowy test który określiłby czy to ostatecznie alternator czy pompa. Mechanicy generalnie będą chcieli wymieniać wszystko, dla nich to nie problem..
Wiem, że istnieje wiele podobnych wątków, ale żaden nie rozwiązał definitywnie problemu takiego jak mój.
Pewnego dnia padło mi ładowanie, elektromechanik wymienił regulator napięcia i przez tydzień było ok. Zaczęła mrygać mi kontrolka ładowania, wszystko cyklicznie przygasało, napięcie ładownia wynosiło 13,6V. Po przejechaniu kilku kilometrów problem ustąpił i wszystko wydawało się być ok. Zaczęło jednak zanikać mi wspomaganie. Co 100km, co 5 km z różną częstotliwością. Przeczytałem masę wątków na ten temat. Generalnie pierwsza diagnoza kończąca się pompa, czytając dalej znalazłem informację, że wcale tak nie musi być. Skoki napięcia powyżej 15V mogą powodować wyłączanie wspomagania.
Po ponownym odpaleniu samochodu zawsze mam wspomaganie, wystarczy na sekundkę nawet w czasie jazdy przekręcić kluczyk w stacyjce na pozycję 0 i wrócić. Wspomaganie wraca. Jeżdżę z woltomierzem w gnieździe zapalniczki i rzeczywiście rejestruje on skoki napięcia. Jadąc w nocy światła przygasają jakby coś nie stykało, a zanik wspomagania poprzedza jaśniejszy błysk. Wydaję się jasne, że to alternator, wczoraj podczas jazdy zniknęło mi ładowanie na kilkadziesiąt sekund po czym wróciło. Napięcie ładowania mam od 14,2V do 14,8V. Okresowo przekracza 15V oraz spada poniżej 14V.
Jednakże dzisiaj po zaniku wspomagania, postanowiłem prześledzić co się dzieje z napięciem. Napięcie się stabilizuje, zaników napięcia jak i skoków nie odnotowałem. Czy to możliwe, że odciążony (ale walnięty) alternator (pompa wspomagania elektryczna prądożerna) pracuje normalnie? Czy to definitywna diagnoza, że pompa wspomagania robi bałagan jak działa i stąd te wszystkie rozbiegi napięcia, przygasanie świateł itd.?
Muszę coś postanowić i zabrać się za to gdyż wczorajszy zanik ładowania wróży nie chybny i nie zapowiedziany koniec jazdy pewnego dnia.
Może ktoś ma jakiś pomysł jak wykonać dodatkowy test który określiłby czy to ostatecznie alternator czy pompa. Mechanicy generalnie będą chcieli wymieniać wszystko, dla nich to nie problem..