Ja jeździłem maluchami od 1974 roku do 1989 i sam je doglądałem. Nie wiem jak to było rozwiązane w późniejszych wersjach. W tych z którymi ja się bawiłem sprężyny miały za zadanie odsuwać szczęki od bębna po zakończeniu hamowania, o luz jaki jest między bolcami, a otworami w samoregulatorach w które te bolce wchodzą. Przy wymianie szczęk zawsze czyściłem bolce i otwory w samoregulatorach, aby ten luz zachować i dawałem do otworów w samoregulatorach odrobinę smaru - brak tego luzu powoduje grzanie się bębnów i szczęk (szczęki nie mają się gdzie cofnąć).
Mocniejsza sprężyna (ktoś to proponuje) nie jest dobrym rozwiązaniem bo będzie zakłócać (niwelować) działanie samoregulatorów - będzie przesuwać (cofać) szczęki w samoregulatorach zwiększając nadmiernie luz między sczekami a bębnem, w efekcie powoduje to również nadmierne zwiększenie skoku pedału hamulca. Samoregulatory na szczękach mają się tylko przesuwać w miarę zużycia okładzin, rozpierane przez tłoczki cylinderka podczas hamowania, każdy inny ruch jest nieprawidłowy.
Również cieniutką warstwą smaru pokrywałem z obu stron powierzchnie szczęk po których przesuwały się płytki cierne samoregulatorów - nie trzeba było tak mocno deptać na pedał.
Opisałem tutaj moje doświadczenia w tej materii, efektem tego było to, że nigdy nie miałem najmniejszych problemów z hamulcami.
To co napisał kolega bunioopl: Po założeniu nowych szczęk trzeba je ścisnąć jak najbardziej do siebie, a wtedy bęben powinien wejść bez większych problemów. - załatwia przesunięcie (przebicie) samoregulatorów na szczekach przed ich założeniem, o którym pisałem w poprzednim moim poście.