Sytuacja się nieco zmieniła i chyba nici ze zmiany samochodu... więc muszę doprowadzić swoje Punto do porządku, bo zanosi, się że wkrótce będzie dużo jeździło. Nie obejdzie się bez założenia instalacji LPG ale to inna bajka.
Problem jest tego typu, że odkąd mam to auto spalanie jest coraz większe. Samochód to Punto 75 (1.2 8V MPI) z 1996 roku, dodatkowo im bardziej ekonomicznie staram się jeździć (wcześniej zmieniać bieg na wyższy i płynniej przyspieszać) tym większe jest spalanie. W/g moich obserwacji najmniejsze spalanie jest gdy zmieniam biegi ok 3000-3500rpm, ale przy spokojnej jeździe można śmiało zmieniać przy 2000-2500rpm, tyle że spalanie wtedy.... rośnie. Na chwilę obecną na trasie Bielsko - Sosnowiec (ok 70km), przy spokojnej jeździe (90-100km/h, średnia na poziomie 70km/h) spalanie wynosi 6,8l/100km, ale wystarczy przejechać z 50km po mieście i już jest grubo ponad 7l. W cyklu miejskim nawet nie chce wiedzieć ile by spalał, ale zapewne koło 10l/100km.
Jedyną widoczną usterką jest niewielkie rozszczelnienie nagrzewnicy, ale silnik osiąga normalną temperaturę po 3-4km. Zużycie oleju to ok 2-2,5l na 10000km. W/g mnie trochę za bardzo dymi, nawet po przejechaniu w/w trasy, po "przegazowaniu" na parkingu puszcza obłoczki białego dymu, jednak nie ma oleju w płynie chłodzącym ani specjalnie go nie ubywa (ok 0,7l na 10000km). Po "ostrzejszej" jeździe jest za to sporo oleju w obudowie filtra powietrza, dostaje się tam przez odmę i jest go na tyle, że ścieka na filtr powietrza. Poza tym samochód zdecydowanie lepiej przyspiesza kiedy ma zimny silnik. Jak jest ciepły słabo się zbiera "z dołu" a jak się przesadzi i próbuje gwałtownie przyspieszać z za niskich obrotów (<1200rpm) zaczyna klekotać jak stary diesel. Ogólnie przyspieszenie nie jest złe, ale jak się da "do dechy" to jest mało płynne - trochę "ciągnie" potem słabiej, potem znów lepiej (trochę "buja"). Poza tym ostatnio "przegnił" mi kabel od wentylatora i 2 razy dość mocno go przegrzałem w korku (normalnie wystarczy postać z 2 minuty i włącza się wentylator). Na diagnostyce błędów nie ma, odczyty z czujników są w/g mnie w normie.
Standardowe rzeczy sprawdzone - hamulce się nie blokują, łożyska w piastach są ok, ciśnienie w oponach w normie, sonda lambda wymieniona, przepustnica wraz z regulatorem dawki powietrza biegu jałowego - umyta (silnik na wolnych obrotach pracuje w miarę równo, obroty ma stabilne), układ wydechowy szczelny.
Planuję więc poddać go małemu remontowi zanim go "zagazuję". Na pewno muszę wymienić nagrzewnicę, bo zapowietrzający się układ chłodzenia byłby sporym problemem, ale nie wiem czy nie pozbawionym sensu byłoby zdjęcie głowicy i wymiana uszczelniaczy na zaworach (w końcu auto ma już 13 lat). Co jeszcze warto zrobić?
Co do samego "zagazowania" - chciałbym tam włożyć LPG IV generacji, czy to dobry pomysł? Fabryczny wtrysk benzyny jest wielopunktowy, ale równoczesny (tzw. full-grupowy) - wszystkie wtryskiwacze są sterowane równolegle, z jednego przewodu, kolektor dolotowy jest metalowy, mimo to nie chcę instalacji II gen.
Problem jest tego typu, że odkąd mam to auto spalanie jest coraz większe. Samochód to Punto 75 (1.2 8V MPI) z 1996 roku, dodatkowo im bardziej ekonomicznie staram się jeździć (wcześniej zmieniać bieg na wyższy i płynniej przyspieszać) tym większe jest spalanie. W/g moich obserwacji najmniejsze spalanie jest gdy zmieniam biegi ok 3000-3500rpm, ale przy spokojnej jeździe można śmiało zmieniać przy 2000-2500rpm, tyle że spalanie wtedy.... rośnie. Na chwilę obecną na trasie Bielsko - Sosnowiec (ok 70km), przy spokojnej jeździe (90-100km/h, średnia na poziomie 70km/h) spalanie wynosi 6,8l/100km, ale wystarczy przejechać z 50km po mieście i już jest grubo ponad 7l. W cyklu miejskim nawet nie chce wiedzieć ile by spalał, ale zapewne koło 10l/100km.
Jedyną widoczną usterką jest niewielkie rozszczelnienie nagrzewnicy, ale silnik osiąga normalną temperaturę po 3-4km. Zużycie oleju to ok 2-2,5l na 10000km. W/g mnie trochę za bardzo dymi, nawet po przejechaniu w/w trasy, po "przegazowaniu" na parkingu puszcza obłoczki białego dymu, jednak nie ma oleju w płynie chłodzącym ani specjalnie go nie ubywa (ok 0,7l na 10000km). Po "ostrzejszej" jeździe jest za to sporo oleju w obudowie filtra powietrza, dostaje się tam przez odmę i jest go na tyle, że ścieka na filtr powietrza. Poza tym samochód zdecydowanie lepiej przyspiesza kiedy ma zimny silnik. Jak jest ciepły słabo się zbiera "z dołu" a jak się przesadzi i próbuje gwałtownie przyspieszać z za niskich obrotów (<1200rpm) zaczyna klekotać jak stary diesel. Ogólnie przyspieszenie nie jest złe, ale jak się da "do dechy" to jest mało płynne - trochę "ciągnie" potem słabiej, potem znów lepiej (trochę "buja"). Poza tym ostatnio "przegnił" mi kabel od wentylatora i 2 razy dość mocno go przegrzałem w korku (normalnie wystarczy postać z 2 minuty i włącza się wentylator). Na diagnostyce błędów nie ma, odczyty z czujników są w/g mnie w normie.
Standardowe rzeczy sprawdzone - hamulce się nie blokują, łożyska w piastach są ok, ciśnienie w oponach w normie, sonda lambda wymieniona, przepustnica wraz z regulatorem dawki powietrza biegu jałowego - umyta (silnik na wolnych obrotach pracuje w miarę równo, obroty ma stabilne), układ wydechowy szczelny.
Planuję więc poddać go małemu remontowi zanim go "zagazuję". Na pewno muszę wymienić nagrzewnicę, bo zapowietrzający się układ chłodzenia byłby sporym problemem, ale nie wiem czy nie pozbawionym sensu byłoby zdjęcie głowicy i wymiana uszczelniaczy na zaworach (w końcu auto ma już 13 lat). Co jeszcze warto zrobić?
Co do samego "zagazowania" - chciałbym tam włożyć LPG IV generacji, czy to dobry pomysł? Fabryczny wtrysk benzyny jest wielopunktowy, ale równoczesny (tzw. full-grupowy) - wszystkie wtryskiwacze są sterowane równolegle, z jednego przewodu, kolektor dolotowy jest metalowy, mimo to nie chcę instalacji II gen.