Witam,
Ostatnimi czasy akumulator (Centra Plus, użytkowany 2 lata) zaczął powoli niedomagać, a ponieważ robi się coraz zimniej, postanowiłem się zabrać za tą kwestię jak najszybciej.
Otóż mam następujący problem:
Samochód (Audi 80 B4) od czasu do czasu miał problemy z zapalaniem. Przed wakacjami kursowało się niemal codziennie na trasie ok. 70km, więc nie można było tego odczuć, ale przez jakieś (mniej więcej) ostatnie dwa-trzy miesiące mało jeździłem, więc nie było wielkiego kłopotu - ot szybko podładowałem prostownikiem i w drogę, po krótkiej trasie zawsze było lepiej. Kilka dni temu postanowiłem spojrzeć na wskaźnik elektrolitu i jak się okazało było go za mało. Dolałem więc wody destylowanej i zostawiłem na noc (akumulator odłączyłem od instalacji, nie ładowałem go - tu chyba mój błąd). Na drugi dzień zmierzyłem napięcie na bolcach i ku mojemu przerażeniu okazało się, że jest prawie równe zeru (ok. 0,02 konkretnie mówiąc).
Pytanie nr1: Czy mogłem dolać za dużo wody destylowanej i akumulator przestał wogóle trzymać napięcie?
Ok, myślę sobie - podłączę pod prostownik i zobaczymy dalej. Koniec końców dzień wcześniej aż takiej tragedii nie było - rozrusznik kręcił, a jak się udało to i odpalił bez dodatkowego ładowania. I tu zaczyna się mój właściwy problem - po podłączeniu prostownika akumulator ciągnie tak duży prąd, że natychmiast pali mi bezpieczniki (domyślnie 10A) w nim. Domyślam się, że mogę dać jakiś mocniejszy, ale zakładam, że może mi pójść z dymem prostownik, więc nie kombinowałem.
Stąd Pytanie nr2: Jak obniżyć prąd we wczesnej fazie ładowania, żeby mi nie paliło bezpieczników (i żeby też to było bezpieczne dla prostownika)?
Wydaje mi się, że akumulator jeszcze by trochę pożył, bo kilka dni wcześniej dało się na nim jeździć. Od dłuższego czasu nie miał konkretnego ładowania, a teraz gdy chciałbym go naładować, to nie mam jak.
Proszę o jakieś sugestie, z góry dziękuję.
Ostatnimi czasy akumulator (Centra Plus, użytkowany 2 lata) zaczął powoli niedomagać, a ponieważ robi się coraz zimniej, postanowiłem się zabrać za tą kwestię jak najszybciej.
Otóż mam następujący problem:
Samochód (Audi 80 B4) od czasu do czasu miał problemy z zapalaniem. Przed wakacjami kursowało się niemal codziennie na trasie ok. 70km, więc nie można było tego odczuć, ale przez jakieś (mniej więcej) ostatnie dwa-trzy miesiące mało jeździłem, więc nie było wielkiego kłopotu - ot szybko podładowałem prostownikiem i w drogę, po krótkiej trasie zawsze było lepiej. Kilka dni temu postanowiłem spojrzeć na wskaźnik elektrolitu i jak się okazało było go za mało. Dolałem więc wody destylowanej i zostawiłem na noc (akumulator odłączyłem od instalacji, nie ładowałem go - tu chyba mój błąd). Na drugi dzień zmierzyłem napięcie na bolcach i ku mojemu przerażeniu okazało się, że jest prawie równe zeru (ok. 0,02 konkretnie mówiąc).
Pytanie nr1: Czy mogłem dolać za dużo wody destylowanej i akumulator przestał wogóle trzymać napięcie?
Ok, myślę sobie - podłączę pod prostownik i zobaczymy dalej. Koniec końców dzień wcześniej aż takiej tragedii nie było - rozrusznik kręcił, a jak się udało to i odpalił bez dodatkowego ładowania. I tu zaczyna się mój właściwy problem - po podłączeniu prostownika akumulator ciągnie tak duży prąd, że natychmiast pali mi bezpieczniki (domyślnie 10A) w nim. Domyślam się, że mogę dać jakiś mocniejszy, ale zakładam, że może mi pójść z dymem prostownik, więc nie kombinowałem.
Stąd Pytanie nr2: Jak obniżyć prąd we wczesnej fazie ładowania, żeby mi nie paliło bezpieczników (i żeby też to było bezpieczne dla prostownika)?
Wydaje mi się, że akumulator jeszcze by trochę pożył, bo kilka dni wcześniej dało się na nim jeździć. Od dłuższego czasu nie miał konkretnego ładowania, a teraz gdy chciałbym go naładować, to nie mam jak.
Proszę o jakieś sugestie, z góry dziękuję.