>chyba tylko przy uszkodzonym regulatorze, normalnie po odłączeniu alternatora napiecie powinno być troszkę wyższe 13.8-14.3V
Trochę się mylisz, układ ładowania dosyć wolno reaguje na szybkie zmiany obciążenia, zanim regulator dopasuje się do nowych warunków powstaje "pik" napięcia, nie zarejestruje tego multimetr, widać to jednak na oscyloskopie. Widziałem materiały z pomiaru laboratoryjnego, w ciężarówce (24v) to napięcie skoczyło do prawie 300 wolt!
Dlatego na przykład ważne jest, żeby przy uruchamianiu pojazdu za pomocą kabli, po odpaleniu silnika pozostawić cały układ na dwie-trzy minuty połączony, dla wstępnego ustabilizowania się. Pojazd "dobry" po odpaleniu "trupa" ładuje jego akumulator bardzo dużym prądem, a my nagle chcemy to obciążenie odłączyć. To jest ta sama sytuacja.
>Gdyby to były diody, alternator prawdopodobnie wogóle nie ładowałby
Alternator to takie "trzy w jednym" Są to trzy uzwojenia i trzy komplety diod, co daje w sumie "alternator trójfazowy". Jeżeli uszkodzeniu ulegnie jedna dioda, to w uproszczeniu można przyjąć że padła jedna trzecia alternatora, a pozostałe dwie trzecie powinny ładować. (przy założeniu że dioda ma przerwę, bo jeżeli ma zwarcie, to prąd zwarcia będzie jednak dawał dodatkowe obciążenie na pozostałe dwa, dobre obwody, i ten bilans nie będzie już tak korzystny.
Pzdr. Gerri