Kolumienka nie dość, że mała, ciężko modyfikowalna, to jeszcze do tego po prostu brzydka... Czy się opłaca coś z nimi robić? Może futurystyczne podstawki pod kwiatki..? Na siłę pakować się w koszta, tylko po to żeby zagrały znowu (o jakości związanej z wielkością obudowy, a w związku z tym ograniczeniach związanych z możliwością zastosowania głośników nie wspominając), wydaje się raczej zajęciem na długie zimowe wieczory - jako doświadczenie, zajęcia praktyczne (zamisat picia piwa na przykład), czy też doświadczenie na przyszłość.
Po mojemu wyzwanie absurdalne. Zbyt wiele trzeba zmieniać żeby uzyskać COKOLWIEK do kolumny głośnikowej podobnego. Wymiana głośników, nowe płyty czołowe (okaże się że ten cieniutki paździeż będzie zbyt słaby dla większych przetworników), głośniki wysoko-tonowe (jeśli ma to grać pełnym pasmem - przynajmniej od góry...), zwrotnice, złącza... I w sumie efekt i tak niezadawalający...
To coś takiego jakby do obudowy po pralce automatycznej implantować telewizor... Tylko dla tego, że pralka się była spsuła, a obudowa jeszcze dobra...