Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Elektroda.pl
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

obowiązkowa matura z matematyki - tak czy nie?

Leopard2 27 Lut 2010 16:11 7666 113
  • #31
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    pol102 napisał:
    Świadczy to tym, że Tobie brakuje wykształcenia żeby to zrozumieć. Mało kto z ludzi, którzy mają wiedzę ogólną pije w bramach. Chyba coś Ci się kolego pomyliło.
    Widać, że jesteś za bardzo pod wpływem mediów. Wykształcone społeczeństwo, specjaliści w polskich firmach, osiągnięcia w polskiej nauce i kulturze, cała ta propaganda sukcesu przysłania Ci prawdę o dzieciarni uczącej się wszystkiego, a nie potrafiącej niczego. Przykład? Co chwilę choćby tu na Elektrodzie pojawiają się pytania, gdzie iść na studia - bo te wspaniałe szkoły z ogólnym profilem nauczania, dają takie wykształcenie, że nikt nawet nie wie, co umie robić.

    Cytat:
    Każdego dnia się przydaje. Nie będę tłumaczył co znaczy inteligencja.
    Takie stwierdzenie, to żaden argument. Konkrety proszę.

    Cytat:
    Wolę być barankiem oczytanym niż kolejnym baranem, który nie ma pojęcia o kulturze.
    Spoko :-). Ja wolę być "baranem", który przeczytał coś więcej niż "Pana Tadeusza", w dodatku z własnej woli i potrafi myśleć sam, a nie kategoriami wpojonymi przez system edukacji.
  • #32
    Taenia_Saginata
    Poziom 31  
    Rocky Horror napisał:

    Cytat:
    Nigdy nie byłem kujonem, a w LO stałem się przeciętniakiem, ale klasa ogólna wymagała wiedzy ze wszystkiego.
    I powiedz sam, czy OSOBIŚCIE przydało Ci się to "wszystko" kiedykolwiek, do czegokolwiek.


    Mi się przydało.
  • #33
    pol102
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Rocky Horror napisał:
    Widać, że jesteś za bardzo pod wpływem mediów. Wykształcone społeczeństwo, specjaliści w polskich firmach, osiągnięcia w polskiej nauce i kulturze, cała ta propaganda sukcesu przysłania Ci prawdę o dzieciarni uczącej się wszystkiego, a nie potrafiącej niczego. Przykład? Co chwilę choćby tu na Elektrodzie pojawiają się pytania, gdzie iść na studia - bo te wspaniałe szkoły z ogólnym profilem nauczania, dają takie wykształcenie, że nikt nawet nie wie, co umie robić.


    Primo nie dzieciarnia bo 20 mam na karku i mimo studiów jestem w pełni niezależny od rodziców, a i w branży jestem szanowany. Klasa o profilu ogólnym jest dla tych, którzy nie wiedzą co chcieliby studiować będąc na 1 roku szkoły średniej. Założenie tych klas jest takie, że od 2 roku zaczynają się fakultety czyli profilowanie klasy. Skończyłem klasę ogólną zdając matematykę bez żadnego kłopotu ale pogadać można ze mną o wszystkim. Historię znam, ekonomię tez mam rozpracowaną, fizyka, biologia, j. francuski, j. angielski, j. polski nie są mi obce... jestem wykształcony czyli mam taką wiedzę, która pozwala mi znaleźć wspólny język z każdą napotkaną osobą.

    Rocky Horror napisał:
    Takie stwierdzenie, to żaden argument. Konkrety proszę.
    To było bardzo konkretne tylko trzeba zrozumieć.

    Rocky Horror napisał:
    Spoko :-). Ja wolę być "baranem", który przeczytał coś więcej niż "Pana Tadeusza", w dodatku z własnej woli i potrafi myśleć sam, a nie kategoriami wpojonymi przez system edukacji.


    Czyli Ferdydurke nie przeczytałeś bo była kontrowersyjna? A Chłopów odpuściłeś bo byli nieżyciowi? Jądro ciemności miało trudne zakończenie więc też pewnie odpuściłeś. Wolę znać kanon lektur opracowany przez mądrzejszych ode mnie niż czytać tylko to, co jest wygodne. Warto mieć jakiś punkt odniesienia.
  • #34
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    pol102 napisał:
    20 mam na karku i mimo studiów jestem w pełni niezależny od rodziców, a i w branży jestem szanowany. (...) Skończyłem klasę ogólną zdając matematykę bez żadnego kłopotu ale pogadać można ze mną o wszystkim. Historię znam, ekonomię tez mam rozpracowaną, fizyka, biologia, j. francuski, j. angielski, j. polski nie są mi obce... jestem wykształcony czyli mam taką wiedzę, która pozwala mi znaleźć wspólny język z każdą napotkaną osobą.
    I to jest to, o czym mówię. Spędziłeś lata, wkuwając rzeczy, które przydają się najwyżej w pogaduchach z innymi ludźmi, próbując dostosować się nie tylko do systemu, ale do samych ludzi. Ja nie potrzebowałem wiedzy biologicznej, ani znajomości francuskiego, czy też matury z matematyki, żeby być szanowanym w swoim zawodzie, a już tym bardziej, żeby zadziwić wykształconych znajomych w rozmowie.

    Cytat:
    To było bardzo konkretne tylko trzeba zrozumieć.
    Twój "konkret" jest zrozumiały tylko dla Ciebie. Niestety, dyskusja polega na tym, aby podawać argumenty zrozumiałe dla wszystkich, a nie tylko dla samego siebie. Zamiast tego, stwarzasz wizerunek zadufanego w sobie wykształciucha, którego godny zrozumieć jest dopiero inny, podobny wykształciuch.

    Cytat:
    Czyli Ferdydurke nie przeczytałeś bo była kontrowersyjna? A Chłopów odpuściłeś bo byli nieżyciowi? Jądro ciemności miało trudne zakończenie więc też pewnie odpuściłeś. Wolę znać kanon lektur opracowany przez mądrzejszych ode mnie niż czytać tylko to, co jest wygodne. Warto mieć jakiś punkt odniesienia.
    Zacząłem odstawiać te bzdury, od kiedy zdałem sobie sprawę, że nie dadzą mi niczego więcej niż to, co byłem w stanie sam wybrać i przeczytać, lub do czego mogłem dość za pomocą własnego rozumu. W ciągu całej edukacji znalazłem może pięć albo sześć szkolnych lektur, które można było nazwać ponadczasowymi i coś wartymi. A jeśli na "Chłopach" i temu podobnych zabytkach opierasz swój światopogląd, to wybacz, ale to nie jest znalezienie punktu odniesienia, tylko zatrzymanie się w rozwoju. A to, że jakiś bałwan napisał książkę, którą inny bałwan umieścił w programie nauczania, wcale nie oznacza, że facet jest mądrzejszy od kogokolwiek z nas.
  • #35
    cirrostrato
    Poziom 36  
    Tematem wiodącym jest matura z matematyki...
  • #36
    Taenia_Saginata
    Poziom 31  
    Tematem wiodącym jest jak język polski pomaga w życiu poza systemem i walce z tym systemem.
  • #37
    jankolo
    VIP Zasłużony dla elektroda
    A ja pozwolę sobie zadać nieco inne pytanie:
    Jakie przedmioty powinny być obowiązkowe na maturze?
  • #38
    heynow
    Poziom 19  
    Język polski - wypada posługiwać się poprawną polszczyzną.
    Matematyka - żeby obliczyć sobie emeryturę ;-).
    Język obcy - żeby się dogadać z innym narodem.
  • #39
    Leopard2
    Poziom 18  
    heynow napisał:
    Język polski - wypada posługiwać się poprawną polszczyzną.

    Pytanie tylko co tak naprawdę "uczą" na języku polskim. Bo wg. mnie jest to nauka szybkiego czytania (1 lektura na tydzień - wiem z autopsji) + wypruwanie sobie flaków "co autor miał na myśli". O irracjonalnych i absurdalnych "wątkach" typu zmartwychwstały bodajże Kordian czy duchy nie wspomnę.
    A "Chłopi" jako lektura mi się podobała :D
  • #40
    DJ Volt
    Poziom 25  
    Rocky Horror napisał:
    pol102 napisał:
    20 mam na karku i mimo studiów jestem w pełni niezależny od rodziców, a i w branży jestem szanowany. (...) Skończyłem klasę ogólną zdając matematykę bez żadnego kłopotu ale pogadać można ze mną o wszystkim. Historię znam, ekonomię tez mam rozpracowaną, fizyka, biologia, j. francuski, j. angielski, j. polski nie są mi obce... jestem wykształcony czyli mam taką wiedzę, która pozwala mi znaleźć wspólny język z każdą napotkaną osobą.
    I to jest to, o czym mówię. Spędziłeś lata, wkuwając rzeczy, które przydają się najwyżej w pogaduchach z innymi ludźmi, próbując dostosować się nie tylko do systemu, ale do samych ludzi. Ja nie potrzebowałem wiedzy biologicznej, ani znajomości francuskiego, czy też matury z matematyki, żeby być szanowanym w swoim zawodzie, a już tym bardziej, żeby zadziwić wykształconych znajomych w rozmowie.


    Przystosować do systemu? Przecież system to właśnie dążenie do "poszanowania w zawodzie", działania tylko w jednej wyspecjalizowanej dziedzinie. Hodowla zamkniętych na resztę świata jednostek niezdolnych do funkcjonowania poza swoim wąskim wycinkiem rzeczywistości. Ciesze się, że chodziłem do LO i gdy zdarza się, że trafiam np między studentów typowo humanistycznego kierunku na UW, mogę z nimi zamienić kilka słów jak równy z równym. Niestety na odwrót nie zawsze to jest możliwe- to tak w ramach dyskusji o matematyce.

    Za dużo systemujesz Rocky. Po prostu nie chciało się uczyć w szkole i dorobiłeś sobie ideologię. Mi też się nie chciało, ale z perspektywy czasu, było warto.
  • #41
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    jankolo napisał:
    A ja pozwolę sobie zadać nieco inne pytanie:
    Jakie przedmioty powinny być obowiązkowe na maturze?
    Żadne :-). Tak jak nie powinno być w ogóle żadnej matury. Ale jeśli już ma być, to może pozostać polski (chociaż nie w takiej formie jak dzisiaj), reszta winna być do całkowicie swobodnego wyboru.

    DJ Volt napisał:
    Za dużo systemujesz Rocky. Po prostu nie chciało się uczyć w szkole i dorobiłeś sobie ideologię. Mi też się nie chciało, ale z perspektywy czasu, było warto.
    Nic z tych rzeczy. Po prostu obserwowałem, jak miał się nacisk w nauczaniu niektórych rzeczy do ich przydatności. I z perspektywy czasu (a także kierunków jakie sobie wyznaczałem), dochodzę do wniosku, że nie było warto. Historia, geografia, chemia, część matematyki i polskiego, cała ta wiedza jest potrzebna jak dziura w moście. Czas, który zszedł na wkuwanie tych bzdetów, można było spożytkować lepiej.

    A jeśli coś kiedyś okaże się potrzebne? Piewcy obecnego systemu edukacji zapominają, że wiedza jest wszechobecna. Od czego są encyklopedie, biblioteki, internet?

    Żeby nie było - zawsze ceniłem sobie fizykę i poważnie traktowałem język angielski. Angielski na maturze (starej jeszcze), pisemną zaliczyłem na 4, ustną na 6.
    Swego czasu nawet lubiłem biologię, ale po podstawówce się skończyła :-).
  • #42
    cirrostrato
    Poziom 36  
    Właśnie dowiedziałem się oka mzik temu, pijemy... że starszy syn zostanie ojcem czyli ja dziadkiem , wujek dzieciaka (czyli mój młodszy syn) zadeklarował, że bratanek będzie trójjęzyczny (jeśli oczywiście będzie kumaty, młodszy włada super biegle angielskim/niemieckim), bez ,,zbędnych'' wymagań na maturze możecie mojemu wnukowi naskoczyć, jutro młodszy syn jedzie na trzy miesięczny staż do Brukseli , nie uczcie się czegoś ,,zbędnego'' do matury to mój wnuk będzie miał mniejszą konkurencję...też do kasy.
  • #43
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    Tak! To właśnie jest uczenie dzieciaka praktycznych rzeczy. Takich, które mogą bardzo przydać się w przyszłości i to na całym świecie.
    I oczywiście, że pośród maturzystów wyuczonych matematyki, czy geografii, nie będzie miał żadnej konkurencji. To tak, jakby rzeźnik miał być konkurentem dla taksówkarza. Z drugiej strony, jakby spotkał np. znakomitego fizyka, to ten drugi w fizyce okaże się lepszy.
    I o to właśnie chodzi - każdy powinien mieć możliwość rozwijania się w tym, w czym jest najlepszy, zamiast marnować czas na naukę czegoś, co jest mu zbędne i do niczego go nie poprowadzi.

    Nie mniej jednak, niech mi na dzień dzisiejszy ktoś powie, że doskonała znajomość chemii albo geografii jest równie praktyczna, jak choćby podstawowa znajomość angielskiego...
  • #44
    lowbird
    Poziom 23  
    Doskonała znajomość chemii lub geografii jest bardziej praktyczna, niż podstawowa znajomość angielskiego. Na prostym przykładzie: znając angielski, bez problemu dogadam się z naukowcem, czy przewodnikiem, ale sam jednym z nich być nie będe. Będąc świetnym chemikiem lub geografem moge zacząć prace przy badaniach, czy zostać tym przewodnikiem. Mając tylko zdolność komunikacji, nie zarobie pieniędzy, chyba ze z łopatą w rowie czy na zmywaku w Dublinie. Pozatym język chemiczny jest uniwersalny.
    Rozpatrując temat bardziej przyziemnie, podstawowy angielski jest bardziej przydatny. Tylko że podstaw angielskiego nauczy się każdy w relatywnie krótkim czasie, a w jeszcze krótszym czasie doskonały chemik, który z pewnością umie myśleć!
    Lektury szkolne zawierają w sobie mniej lub bardziej realne sytuacje z życia. Ktoś widział, zapisał, wyciągnął wnioski. Po przeczytaniu możemy sobie zanalizować czy dzisiaj jest tak samo. Widząc jakieś zdarzenia na dyskotece, ulicy, czy w kolejce w urzędzie, przypominamy sobie dany fragment książki i wiemy jakie były tego skutki (jeśli wcześniej to przemyśleliśmy). Ciężko tu podać konkretny przykład, ale na każdym kroku można wręcz dostrzec efekt "już widziane".

    Matematyka powinna być obowiązkowa, tym bardziej, na tak żenującym poziomie.
  • #45
    Elektronik9
    Poziom 30  
    Za. Moja siostra starsza o 4 lata nie pisała matury z matematyki, niedawno obroniła mgr z socjologii a procentów nie umie liczyć...

    A poziom matury leci na łeb na szyję... Do programu podstawowej matematyki powinno wrócić to co zostało wycięte, włącznie z granicami, pochodnymi itp.

    Dodano po 12 [minuty]:

    Rocky Horror napisał:
    Kiedy przychodzi wspomnienie, co czytaliśmy w szkołach, szybko dochodzi się do wniosku, że program nauczania języka polskiego nie zmienił się od wieków, nie idzie z duchem czasu. Współczesnej młodzieży, która interesuje się informacją, problemami zglobalizowanego społeczeństwa, zetknięciem człowieka z technologią, wciska się skamieliny typu "Wesele", albo "Chłopi", lub jakieś beznadziejne poetyckie wypociny. Cały materiał jest pełen przedpotopowych, nikogo już dziś nie interesujących pierdół (chyba tylko epoka II wojny światowej jest coś warta, a prawdziwie ponadczasowe szkolne lektury mógłbym policzyć na palcach jednej ręki), chociaż na świecie istnieje ogrom ciekawych, ambitnych dzieł, o których nawet nikt w tym kraju nie wie.


    Czepiasz się "Wesela", tak? Dla mnie to najlepsza lektura szkolna. Trzeba ją zrozumieć i mieć świadomość w jakich czasach była pisana i o czym ona jest. Nie, nie o wiejskim weselu. Trzeba czytać między wierszami.
  • #46
    Leopard2
    Poziom 18  
    Niestety nie każdy potrafi "czytać" między wierszami. I nie chodzi tu o inteligencję.
  • #47
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    lowbird napisał:
    Rozpatrując temat bardziej przyziemnie, podstawowy angielski jest bardziej przydatny. Tylko że podstaw angielskiego nauczy się każdy w relatywnie krótkim czasie, a w jeszcze krótszym czasie doskonały chemik, który z pewnością umie myśleć!
    Tylko że nie każdy tej przykładowej chemii będzie potrzebował - na pewnym etapie edukacji można to przewidzieć.

    Tym sposobem ja wiem, że:
    - nie potrzebowałem chemii nigdy do tej pory.
    - raczej nie będę potrzebować chemii w przyszłości.
    - nigdy nie wybiorę takiego zawodu, profesji, gdzie będzie potrzebna znajomość chemii.
    - chemia jest dziedziną całkowicie dla mnie abstrakcyjną i obojętną, tak samo jak jak balet mongolski :roll: .

    Pytanie więc: po co miałbym uczyć się jej? W swojej edukacji nie kładłem na ten przedmiot większego nacisku niż trzeba i widzę na dzień dzisiejszy, że dobrze na tym wyszedłem.
    To samo dotyczy wielu innych przedmiotów, wymienianych wcześniej, z matematyką włącznie.

    Cytat:
    Lektury szkolne zawierają w sobie mniej lub bardziej realne sytuacje z życia. Ktoś widział, zapisał, wyciągnął wnioski. Po przeczytaniu możemy sobie zanalizować czy dzisiaj jest tak samo
    I tu jest pies pogrzebany, bo większość omawianych książek nie pasuje do współczesnej epoki. Do mentalności współczesnych ludzi. Najbardziej aktualne, ważne książki w programie nauczania, to chyba jedynie "Lalka" (nieszczęśliwa miłość), "Proces" (urzędniczo-sądownicze piekło) i "Dżuma" (w razie klęski każdy dba o własny tyłek). No i może literatura z okresu II wojny światowej, bo była to dość niedawna wojna. Reszta, to przebrzmiałe i nieaktualne starocie i z tego co widać, materiał edukacji zamiast podążać za cywilizacją, to wręcz cofa się w rozwoju. Ja np. bardzo lubiłem Stanisława Lema. Dlaczego w programie edukacji nie ma dziś ani jednej książki tak przecież ważnego i liczącego się futurologa w polskiej literaturze? Nie jest niczym dziwnym, że młodzi nie interesują się nauką, skoro są zmuszani do zagłębiania się, co czuł rycerz Roland gdy aniołowie zabierali go do nieba, zamiast rozmyślać o problemach i perspektywach naszej współczesnej cywilizacji.

    Elektronik9 napisał:
    Czepiasz się "Wesela", tak? Dla mnie to najlepsza lektura szkolna. Trzeba ją zrozumieć i mieć świadomość w jakich czasach była pisana i o czym ona jest. Nie, nie o wiejskim weselu. Trzeba czytać między wierszami.
    Jeśli to jest dla Ciebie najlepsza lektura, to wybacz, ale chyba nie czytałeś niczego, co było potem. Wiem, o czym jest "Wesele". I właśnie DLATEGO uważam, że ta książka powinna wylecieć z programu nauczania, tak samo jak na zbity pysk powinni wylecieć wszyscy kretyni, którzy ją w tym programie umieścili.
  • #48
    Elektronik9
    Poziom 30  
    @up: nie wiem dlaczego tak krytykujesz "Wesele".
    Zdawałem maturę ustną z polskiego z twórczości Wyspiańskiego i wierz mi, jego dzieła są 10000x bardziej wartościowe i ponadczasowe niż tego gbura romantyka Mickiewicza czy Słowackiego... Wyspiański to mistrz.

    A czy czytałem coś poza lekturami? Oczywiście. Lektur przeczytałem bardzo niewiele. A lubię literaturę fantasy, zwłaszcza serię DragonLance oraz rosyjskich autorów: Nik Pierumow oraz Kirył Yeskov.
  • #49
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    Pamiętam, że na maturze z polskiego, trafiło mi się między innymi akurat pytanie o najbardziej beznadziejną szkolną lekturę :-). Trzeba było powiedzieć, która jest najgorsza i dlaczego. Wyłożyłem na stół właśnie "Wesele". Ogólnie mówiąc jest to książka nie trzymająca się kupy, z przesadnie odrealnionymi motywami symbolicznymi o dość niejasnym znaczeniu, z akcją obracającą się prawie ciągle wokół zgrai chlejących wieśniaków i ostatecznie tak przeraźliwie nudna, że czytając to "dzieło", można było jajko znieść. Dopuszczam możliwość, że ktoś może lubić tego typu literaturę, spoko, ale ustanowienie obowiązku czytania czegoś takiego, to zbrodnia...

    Jeśli mowa o najlepszych lekturach, ja bym się wahał między "Procesem" a "Lalką". Ta pierwsza pokazuje właściwie wciąż aktualny problem absurdalnej i ohydnej spychologii, której doświadczamy w sądach, urzędach (opłacanych przez nas samych), dosłownie niszczącej każdego, kto jest w to wplątany. Druga zaś - pozornie zatarte, ale tak na prawdę stale obecne podziały społeczne i facet, który wyłazi ze skóry, aby zadowolić kobietę swojego życia.
    To są życiowe, porządne lektury i dziwię się, że nie dba się o to, aby więcej w szkołach omawiano takich tematów. Takich, z którymi można się osobiście utożsamić i znaleźć odniesienia do współczesnych dziejów.
  • #50
    willy1986
    Poziom 12  
    to jeszcze moze wyrzucic plastyke, wychowanie fizyczne, muzyke bo przeciez na co to komu idac dalej tym tropem panowie :)) ??? ....a najlepiej to wezmy maczugi i znowu na drzewa hurrrraaa...
  • #51
    Elektronik9
    Poziom 30  
    Widać ktoś tu nie zrozumiał "Wesela". Powtarzam: ta książka nie jest o wiejskim weselu.
  • #52
    jankolo
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ciekawostkę: praktycznie wszyscy wypowiadający się na temat języka polskiego, niezależnie od tego, czy podobaly im się lektury obowiązkowe czy też nie, posługują się bardzo dobrym językiem polskim w przeciwieństwie do olbrzymiej ilosci tak zwanych dys...... Wniosek: przeczytanie lektur (lubianych czy nie), a ogólnie mówiąc czytanie książek innych niż podręczniki, przyczyniło się do opanowania posługiwania się językiem ojczystym. I taka też powinna być rola nauczania języka polskiego.
  • #53
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    :arrow: willy1986
    Jestem ZA zlikwidowaniem obowiązkowych zajęć z wychowania fizycznego w szkołach średnich! Jest to przedmiot równie patologiczny, jak religia.

    :arrow: Elektronik9
    Rzecz w tym, że wiem, o czym ma być "Wesele" - i uważam, że przesłanie tej książki jest mgliste, nie wynikające z jej treści. Prawda jest taka, że ten cały Wyspiański był zwykłym nawiedzonym pismakiem , który przy wódce na weselu kumpla, wymyślił sobie epopeję z jakimiś ukrytymi znaczeniami, nad którymi wszyscy będą łamać sobie głowy. Stanisław Lem miażdży go pod każdym względem.

    :arrow: jankolo
    Nic dodać, nic ująć. Im więcej ktoś czyta, tym lepiej pisze i to daje się zauważyć. Może problem tego powszechnego analfabetyzmu pośród młodych, a nawet nieustającego wtrącania anglojęzycznych wyrazów, jest powiązany. Nie czytają w szkołach niczego interesującego, to i nie uczą się języka...
  • #54
    Tommy82
    Poziom 39  
    Z serii wydarzyło się na prawdę.
    Rozmawiają sobie dwie koleżanki:

    1- Wiesz co ten Kasi mąż po ślubie to się całkowicie zmienił.
    2- 180 stopni (przytakująco)
    1- 360 !!! (przekonującym tonem).

    To tyle na temat matury z matematyki.
  • #55
    Użytkownik usunął konto
    Użytkownik usunął konto  
  • #56
    willy1986
    Poziom 12  
    Mimo wszystko czytanie uczy poprawnej polszczyzny, konstrukcji zdan nawet wielokrotnie zlozonych, a pokusze sie takze o stwierdzenie, ze ortografii takze. No bo szlak czlowieka trafia jak ktos ci pisze " ktury", "pujde" itd itd. Rocky Horror z tym wychowaniem fizycznym to sie absolutnie nie zgadzam. W dzisiejszych czasach wyglad fizyczny jest bardzo istotny, no i nie wiem jak reszta ale ja nie jestem zwolennikiem teorii - dobry ptaszek ma swoj daszek... :)
  • #57
    Leopard2
    Poziom 18  
    A mnie szlag trafia jak ktoś nie używa polskich znaków.
  • #58
    malpek
    Poziom 17  
    Moim zdaniem kolejna bezsensowna dyskusja. Co zmieni matura z matematyki? Nic, kto mam nie zdać to i tak nie zda. Przytoczę taki przykład z życia, w firmie w której pracowałem zatrudnili magistra inżyniera po jakieś tam politechnice państwowej z kilkoma kursami, uprawnieniami itp. Ale jak miał policzyć elementy ułożone na palecie to liczy to chyba cztery razy i za każdym razem miał inny wynik. Jak on skończył politechnikę?

    Matura tu nie jest problemem tylko jakość nauczania. W podstawówce uczyłem się o procentach, w gimnazjum była powtórka, w technikum też i na studiach było też o nich, jaka tu logika?
    Jak ktoś nie chce się uczyć polskiego czy matematyki to niech się nie uczy i tyle.
  • #59
    jankolo
    VIP Zasłużony dla elektroda
    Rocky Horror napisał:
    Nie czytają w szkołach niczego interesującego, to i nie uczą się języka

    A od kiedy to czyta się wyłącznie lektury szkolne? Koledzy i koleżanki nie mogą podpowiedzieć jakiejś interesującej książki? No, chyba że koledzy i koleżanki również bardzo prędko męczą się czytaniem i wolą Tibię przy piwku.
  • #60
    Rocky Horror
    Poziom 31  
    Chodzi o to, że szkoła nawet nie zachęca do sięgania po literaturę. Dzieciaki nie czytają, bo postrzegają czytanie samo w sobie przez pryzmat "Pana Tadeusza" i mozolnych zgadywanek na lekcjach, o co chodziło w danym utworze. Niektórzy szukają sami czegoś dla siebie, ale zwykle są to jednostki odstające od reszty. I zwykle nie dzielą się wrażeniami z innymi, bo w związku z wcześniejszym, inni i tak się nie interesują.