Witam wszystkich,
podczas sprzątania garażu znajomego (byłego wojskowego) znalazłem stare, aczkolwiek bardzo dobrze zachowane suche ogrzewanie nadmuchowe, pochodzące z popularnego transportera opancerzonego Skot. Jest to sprzęt czeskiej produkcji, firmowany taką oto tabliczką znamionową:
Z racji tego, że elektryk ze mnie żaden, a w powyższym sprzęcie jest kilka kabelków oznaczonych tym samym białym kolorem, które w kilku miejscach radośnie sobie dyndają, nie połączone w żadną logiczną a tym samym działającą całość, zapuściłem poszukiwania w necie. Znalazłem na tym forum Pana o nicku Zkepowicz, który nie tylko posiada spora wiedzę na temat tego typu sprzętu, ale co najważniejsze i z całą pewnością godne podziękowania, zgodził się pomóc mi w jego uruchomieniu
Z racji tego że zapewne jest w sieci więcej zainteresowanych, tworzymy ten wątek, aby przybliżyć temat tego urządzenia...
Na początek - po ustaleniu z Panem Zkepowicz, zająłem się przeglądem mechanicznym ogrzewania. Na pierwszy ogień poszła obudowa komory w której mieści się silnik z pompka paliwa i jakimś ciekawym urządzeniem elektrycznym:
- widok na komorę silnika z góry -
- widok na odkrytą już i umyta komorę silnika po częściowym demontażu obudowy -
- owe "zagadkowe" dla mnie urządzenie, mieszczące się po lewej stronie osi silnika -
- coś "ciekawego" na górze obudowy, w okolicy czegoś co mogłoby być małym kominem -
- pompka paliwa w całości z zewnątrz -
- i ta sama pompka od środka (zasada działania taka jak w samochodowych pompach oleju) -
Po odkręceniu zespołu silnika, pompki i rozrzutnika, ogrzewanie podzieliło się na dwie części - nazwałbym je napędowo-ogniową i przetwornik ciepła (komora spalania):
- napęd z rozrzutnikiem -
- wymiennik ciepła (komora spalania) -
Po zajrzeniu do wymiennika nie było widać zbyt wiele prócz sadzy...
Na szczęście kilka minut spędzonych w roli kominiarza i sytuacja wróciła do normy...
Chyba mam szczęście, bo zarówno zewnętrzny płaszcz wymiennika jak i środek komory spalania jest w doskonałym stanie - zero uszkodzeń, pęknięć bądź perforacji
Na dzisiaj to tyle - więcej nie zdążyłem zrobić. Jutro wracam do pracy - mam zamiar rozkręcić to co się da rozkręcić, umyć, wyczyścić a gdzie trzeba uszczelnić, wymienić przewody na nowe (tak aby każdy był w innym kolorze, co na pewno ułatwi ponowne podłączenie ogrzewania). Wtedy też na pewno zacznę pytać co, gdzie i z czym połączyć...
podczas sprzątania garażu znajomego (byłego wojskowego) znalazłem stare, aczkolwiek bardzo dobrze zachowane suche ogrzewanie nadmuchowe, pochodzące z popularnego transportera opancerzonego Skot. Jest to sprzęt czeskiej produkcji, firmowany taką oto tabliczką znamionową:
Z racji tego, że elektryk ze mnie żaden, a w powyższym sprzęcie jest kilka kabelków oznaczonych tym samym białym kolorem, które w kilku miejscach radośnie sobie dyndają, nie połączone w żadną logiczną a tym samym działającą całość, zapuściłem poszukiwania w necie. Znalazłem na tym forum Pana o nicku Zkepowicz, który nie tylko posiada spora wiedzę na temat tego typu sprzętu, ale co najważniejsze i z całą pewnością godne podziękowania, zgodził się pomóc mi w jego uruchomieniu
Na początek - po ustaleniu z Panem Zkepowicz, zająłem się przeglądem mechanicznym ogrzewania. Na pierwszy ogień poszła obudowa komory w której mieści się silnik z pompka paliwa i jakimś ciekawym urządzeniem elektrycznym:
- widok na komorę silnika z góry -
- widok na odkrytą już i umyta komorę silnika po częściowym demontażu obudowy -
- owe "zagadkowe" dla mnie urządzenie, mieszczące się po lewej stronie osi silnika -
- coś "ciekawego" na górze obudowy, w okolicy czegoś co mogłoby być małym kominem -
- pompka paliwa w całości z zewnątrz -
- i ta sama pompka od środka (zasada działania taka jak w samochodowych pompach oleju) -
Po odkręceniu zespołu silnika, pompki i rozrzutnika, ogrzewanie podzieliło się na dwie części - nazwałbym je napędowo-ogniową i przetwornik ciepła (komora spalania):
- napęd z rozrzutnikiem -
- wymiennik ciepła (komora spalania) -
Po zajrzeniu do wymiennika nie było widać zbyt wiele prócz sadzy...
Na szczęście kilka minut spędzonych w roli kominiarza i sytuacja wróciła do normy...
Chyba mam szczęście, bo zarówno zewnętrzny płaszcz wymiennika jak i środek komory spalania jest w doskonałym stanie - zero uszkodzeń, pęknięć bądź perforacji
Na dzisiaj to tyle - więcej nie zdążyłem zrobić. Jutro wracam do pracy - mam zamiar rozkręcić to co się da rozkręcić, umyć, wyczyścić a gdzie trzeba uszczelnić, wymienić przewody na nowe (tak aby każdy był w innym kolorze, co na pewno ułatwi ponowne podłączenie ogrzewania). Wtedy też na pewno zacznę pytać co, gdzie i z czym połączyć...