Witam.
Zacznę od początku - może tak będzie łatwiej zlokalizować problem...
Posiadam unidena 520 xl, z antena typu ml. Do momentu wystąpienia problemów byłem bardzo zadowolony - antena na środku dużego dachu - daleko byłem słyszany i z daleka słyszałem. Szumów było stosunkowo mało, a jeżeli były to np z trakcji tramwajowej. Generalnie naprawdę ok. W poprzednie wakacje pojechaliśmy na 3 samochody ze znajomymi na południe nad morze. Przez całą drogę rozmawialiśmy przez radia (samochody jechały stosunkowo blisko, ale rozmawialiśmy z normalną częstotliwością - tzn. nikt nie czytał pozostałym "Pana Tadeusza" przez radio). W trakcie powrotu do Polski zaczęły się problemy - moje nadawanie zaczęło być słyszane jakbym nadawał z sąsiedniego kanału (na zasadzie przebijania), natomiast odbiór zdecydowanie się pogorszył, ale nie w jakości - radio "przełamywały" tylko silne sygnały. Po powrocie do Polski radio w odbiorze w zasadzie umilkło - nic, czasem zakłócenia - nadawanie to nawet nie wiem, bo nie słyszałem jak mi odpowiadali... Pojechałem do człowieka - serwisu od CB. Powiedział, że popaliło kondensatory na wejściu, plus płytka ma zimne luty, bo jak ją dotknie, to zaczyna sprzęgać itp. Powiedział że czegoś tam nie ma (nie pamiętam o czym mówił) i wlutował jakieś kondensatory (przynajmniej na pierwszy rzut oka to widać w rozkręconym radiu). Powiedział jeszcze, że radio teraz nadawać będzie z większą mocą
... i zaczęło się...
Nadawanie: są dni, kiedy w trakcie nadawania słyszę swój głos w głośnikach normalnego radia samochodowego...oprócz tego część kierowców mówi że mnie słyszy, część żebym się zamknął, bo "piszczę" masakrycznie. Dzisiaj jechałem za kolegą i na autostradzie słabo mnie słyszał (mówił że jak ze studni), po ok 2 km. powiedział że w ogóle mnie nie rozumie,że ginę i piszczy,trzeszczy (w podobnych warunkach,przed usterką słyszeliśmy się z około 8km). Dodatkowo diody palą 3/4 z modulacją (czwarta lekko się zaświeci gdy naprawdę głośno nawrzeszczę do gruszki), kiedyś przy samej nośnej paliło 4/4.
Odbiór: słyszę (jakość) całkiem dobrze, ale tylko mocniejsze sygnały. Słabsze nie przełamują radia. A te mocniejsze to takie z odległości około 650 m. np z ciężarówki na trasie. Pali mi wtedy 2/4 góra 3/4. 4/4 tylko gdy mijam się z nadającym albo go wyprzedzam. Są momenty gdy kompletnie nic nie słychać przez dłuższą chwilę. Czasem w takim momencie naciśnięcie gruszki, powoduje jakby obudzenie radia... Dodatkowo zaczęło strasznie wyłapywać jakieś zakłócenia z ładowarki samochodowej do GSM, wycieraczek itp, choć wcześniej tego nie było.
To co? damy rade to jakoś naprawić?
Piszcie proszę jakie pomiary mam porobić, co poprzerabiać, jak do tego podejść.
Proszę o wszelką pomoc.
Pozdrawiam i dzięki.
Nie używaj w tytule zwrotu "problem" (regulamin punkt 11.1). Zmień, zanim post trafi do kosza. /c2h5oh/
Zacznę od początku - może tak będzie łatwiej zlokalizować problem...
Posiadam unidena 520 xl, z antena typu ml. Do momentu wystąpienia problemów byłem bardzo zadowolony - antena na środku dużego dachu - daleko byłem słyszany i z daleka słyszałem. Szumów było stosunkowo mało, a jeżeli były to np z trakcji tramwajowej. Generalnie naprawdę ok. W poprzednie wakacje pojechaliśmy na 3 samochody ze znajomymi na południe nad morze. Przez całą drogę rozmawialiśmy przez radia (samochody jechały stosunkowo blisko, ale rozmawialiśmy z normalną częstotliwością - tzn. nikt nie czytał pozostałym "Pana Tadeusza" przez radio). W trakcie powrotu do Polski zaczęły się problemy - moje nadawanie zaczęło być słyszane jakbym nadawał z sąsiedniego kanału (na zasadzie przebijania), natomiast odbiór zdecydowanie się pogorszył, ale nie w jakości - radio "przełamywały" tylko silne sygnały. Po powrocie do Polski radio w odbiorze w zasadzie umilkło - nic, czasem zakłócenia - nadawanie to nawet nie wiem, bo nie słyszałem jak mi odpowiadali... Pojechałem do człowieka - serwisu od CB. Powiedział, że popaliło kondensatory na wejściu, plus płytka ma zimne luty, bo jak ją dotknie, to zaczyna sprzęgać itp. Powiedział że czegoś tam nie ma (nie pamiętam o czym mówił) i wlutował jakieś kondensatory (przynajmniej na pierwszy rzut oka to widać w rozkręconym radiu). Powiedział jeszcze, że radio teraz nadawać będzie z większą mocą
Nadawanie: są dni, kiedy w trakcie nadawania słyszę swój głos w głośnikach normalnego radia samochodowego...oprócz tego część kierowców mówi że mnie słyszy, część żebym się zamknął, bo "piszczę" masakrycznie. Dzisiaj jechałem za kolegą i na autostradzie słabo mnie słyszał (mówił że jak ze studni), po ok 2 km. powiedział że w ogóle mnie nie rozumie,że ginę i piszczy,trzeszczy (w podobnych warunkach,przed usterką słyszeliśmy się z około 8km). Dodatkowo diody palą 3/4 z modulacją (czwarta lekko się zaświeci gdy naprawdę głośno nawrzeszczę do gruszki), kiedyś przy samej nośnej paliło 4/4.
Odbiór: słyszę (jakość) całkiem dobrze, ale tylko mocniejsze sygnały. Słabsze nie przełamują radia. A te mocniejsze to takie z odległości około 650 m. np z ciężarówki na trasie. Pali mi wtedy 2/4 góra 3/4. 4/4 tylko gdy mijam się z nadającym albo go wyprzedzam. Są momenty gdy kompletnie nic nie słychać przez dłuższą chwilę. Czasem w takim momencie naciśnięcie gruszki, powoduje jakby obudzenie radia... Dodatkowo zaczęło strasznie wyłapywać jakieś zakłócenia z ładowarki samochodowej do GSM, wycieraczek itp, choć wcześniej tego nie było.
To co? damy rade to jakoś naprawić?
Piszcie proszę jakie pomiary mam porobić, co poprzerabiać, jak do tego podejść.
Proszę o wszelką pomoc.
Pozdrawiam i dzięki.
Nie używaj w tytule zwrotu "problem" (regulamin punkt 11.1). Zmień, zanim post trafi do kosza. /c2h5oh/