Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

LPG w samochodzie lub moje życie w błogiej nieświadomości

zbyz 31 Mar 2010 11:00 3020 1
  • #1 31 Mar 2010 11:00
    zbyz
    Poziom 10  

    Spłodziłem ten artykuł ku przestrodze bo "FACHOWCY" lub jak kto woli CWANIAKI z zakładu montażu instalacji LPG podnieśli mi ciśnienie i mało mnie krew jasna nie zalała gdy pomyślałem jakim byłem (jestem ?) łatwowiernym naiwniakiem (jeleniem)javascript:emoticon(':cry:'). W sumie to nie spotkała mnie jakaś wielka krzywda, ale jakby tu powiedzieć?... Cholera jasna do tej pory czuję jakiś dziwny niesmak w gębie. Ale po kolei.
    Mam Fiestę 1.3 CAT (jednopunktowy wtrysk) z 1995r. Instalację gazową zakładałem w 2005 roku: parownik Tomasetto i komputer Mini Lambda firmy Lecho czyli układ II generacji z podłączeniem pod sondę lambda. Chciałem komp. Autronic AL700, ale monter LPG przekonał mnie (nabił w butelkę), że nie ma sensu przepłacać bo i tak nie odczuję żadnej różnicy. A ja, jak pierwszy naiwny uwierzyłem - w końcu on jest fachowcem i wie lepiej. W sumie byłem tam tylko 4 razy (1- montaż, 2- regulacja pod analizatorem spalin po 1000 km, 3- przegląd po 10.000 km podczas którego zrobili tylko regulację). Nie mogę powiedzieć - byłem (patrząc na całokształt) nawet teraz jestem zadowolony przynajmniej z samego faktu montażu instalacji gazowej(czytaj: oszczędności w jeździe). Czyszczenie parownika (spuszczanie syfu) i wymianę filtr(a)u gazu robiłem sam bo gdy pojechałem na przegląd po 20 tyś. km (PŁATNY, 4- pobyt u nich), to oczywiście od ręki czyli w ciągu np. 1-2 godzin (miałem wolny dzień) nie chciało im się nic zrobić, chcieli żebym przyjechał za tydzień, a jako że nie dałem rady pojawić się w umówionym terminie i mam kilkanaście kilometrów do nich to szczerze mówiąc odechciało mi się tam jeździć (nic się nie działo to po kiego diabła miałem im wozić kasę).
    Złego słowa bym na ten zakład nie powiedział bo jak już pisałem byłem (jestem ?) zadowolony. Rewelacji nie było, ale wszystko na przyzwoitym poziomie. Spalanie w mieście na poziomie 11,5-12 litrów gazu (od zawsze tyle było) - czyli wydawało mi się, że prawie dobrze zakładając, że na gazie spalanie jest do ok. 20% wyższe, niż na benzynie. Jakiś czas temu po lekturze (w sumie przypadkowej bo szukałem czegoś innego) artykułów o regulacji LPG postanowiłem, jako że przeleciałem już ponad 40kkm po ostatniej regulacji, że najwyższy czas podregulować coś w mojej Fieścinie. Zgodnie z treścią jednego z artykułów traktujących o regulacji LPG zmierzyć napięcie z sondy, a tu zonk - 0 Volt i ani drgnie (a powinno zmieniać się w granicach 0-1v). Myślę sobie: zesrała się sonda lambda, ale coś mnie tknęłojavascript:emoticon(':idea:') i zmierzyłem przejście między minusem(masą), a stykiem na złączu, który powinien być podpięty pod sondę i jak myślicie, ile pokazał omomierz ?... Nie zgadliście bo od 5 do chyba 80 Ω w zależności jak przesuwałem wiązkę z przewodami instalacji gazowej. Po rozpruciu zaizolowanych przewodów ukazała się twórczość "pana montera instalacji LPG" w całej okazałości. Ten debil nie dosyć że łączył przewody na skrętkę (stąd różne wyniki pomiaru rezystancji) to dla ułatwienia sobie życia połączył wejście, które powinno być podpięte pod sondę lambda, do masy. Tym sposobem z układu II generacji (sterowanie składem mieszanki przez silnik krokowy w zależności od ilości tlenu w spalinach) zrobił układ I generacji stosowany w samochodach z gaźnikiem - czyli układ czysto mechaniczny (sterowanie ilością gazu poprzez podciśnienie w kolektorze ssącym).
    Silnik krokowy był tylko na sztukę (nic nim nie sterowało). To jeszcze nie koniec. Przełączniki którymi wybiera się tryb i rodzaj emulacji samochodowego komputera były w skrajnych dolnych położeniach (których to ustawień nie przewidział chyba nawet producent Mini Lambda jako że, nie było opisanego takiego wariantu na jego stronie). Natomiast przewód który powinien powędrować do ślizgacza potencjometru czujnika położenia przepustnicy (powoduje chwilowe zwiększenie dawki LPG po naciśnięciu na pedał przyspieszenia) był ucięty przy wtyczce kompa od gazu i zaizolowany żeby czasem ktoś (ja?) nie zobaczył że nigdzie nie jest podłączony. Oczywiście podpiąłem (polutowałem) wszystko tak jak powinno być, ale że stało się to jakieś 50 km temu to nie mam jeszcze wyników, ale mogę powiedzieć jedno samochód lepiej się "zbiera", a silnik jest bardziej elastyczny. Poza tym muszę wymienić jeszcze membrany bo te są już starutkie (50.000 km). Reasumując nie znacie dnia ani godziny kiedy zostaniecie wpuszczeni w maliny!
    A tak na poważnie to szlag mnie trafia jak muszę osobiście pilnować każdego "fachowca" żeby czegoś nie spieprzył. Spodziewam się że przynajmniej kilku z was zwróci baczniejszą uwagę na swoje instalacje LPG.

    0 1
  • #2 31 Mar 2010 11:18
    Hucul
    Poziom 39  

    W każdej branży można mnożyć takie przykłady . Trudno jednak odróżnić historie oszukanych klientów od żalów zbyt impulsywnych czy lekko paranoidalnych osobników , czy też od brudnej propagandy konkurencji :|
    Nie da się zrobić obiektywnego rankingu fachowców lub oszustów .
    Niestety nikt z nas nie jest w stanie sprawdzić wszystkiego , więc musimy polegać na "poczcie pantoflowej" i opiniach znajomych .

    0