Witam, mam problem i proszę o radę. Ponad 1,5 roku użytkuję Samsunga U900. Kilka miesięcy temu padł wyświetlacz i serwis w ramach gwarancji wymienił taśmę. Teraz padł aparat fotograficzny. Serwis naprawy w ramach gwarancji nie dokonał bo stwierdził "ślady cieczy na płycie głównej". Obili mi pięknie gwarancję, że telefon uszkodzony trwale, brak możliwości naprawy w ramach gwarancji itd. Za to że telefonu nie zamoczyłem, nie zalałem ręczę w 100%. Skąd więc te ślady cieczy? Czy mogą się pojawić w wyniku normalnego używania telefonu (ręka się poci, telefon używany w dni desczowe - czyli wilgotne, sam nie wiem)? Czy płyta główna w ogóle jest wrażliwa na skroplone cząsteczki cieczy? I co najważniejsze - jakie mam szanse, że serwis przy mnie wymieni taśmę lub podepnie aparat fotograficzny do sprawnej płyty głównej, żeby stwierdzić jednoznacznie że to wina płyty głównej a tą z kolei uszkodziły "cząsteczki cieczy"? No a jak nie mam szans z serwisem to jakie mogą być koszty naprawy i jaka może być faktyczna przyczyna usterki?
P.S.
Do raportu usługi dołączono zdjęcia czarno - białe z których nic nie widać. To że nie widać "ślaladów cieczy" to mniejsza o to, ale w ogóle ze zdjęć nie wynika że to mój telefon. Ponadto na raporcie brak wskazania jakiejkolwiek osoby, która dokonała tego bezcennego odkrycia związanego z cieczą. Czy sa jakies zasady dokumentowania usterek?
Osobiscie mam wrazenie, ze dla serwisu to najlatwiejsza droga ucieczki od naprawy w ramach gwarancji.
P.S.
Do raportu usługi dołączono zdjęcia czarno - białe z których nic nie widać. To że nie widać "ślaladów cieczy" to mniejsza o to, ale w ogóle ze zdjęć nie wynika że to mój telefon. Ponadto na raporcie brak wskazania jakiejkolwiek osoby, która dokonała tego bezcennego odkrycia związanego z cieczą. Czy sa jakies zasady dokumentowania usterek?
Osobiscie mam wrazenie, ze dla serwisu to najlatwiejsza droga ucieczki od naprawy w ramach gwarancji.