Witam,
Chciałbym się spytać osoby znające się na silnikach.
Jak to jest, że firmy robiące chip-tuning mówią , że przy odpowiednich modyfikacjach map i przy zachowaniu oszczędnego stylu jazdy możliwe jest zmniejszenie zużycia paliwa, bez wpływu na trwałość silnika. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się to nielogiczne.
Pytaniem jakie najpierw mi się nasuwało przy chip-tuningu było "dlaczego producent tego nie robi?" Odpowiedzi są bo margines bezbieczeństwa dla silnika i turbiny, bo ekologia (dymienie), bo ekonomia spalania, również przepisy i "wyrównanie" mocy, itd. To zrozumiałe argumenty.
A co miałoby skłaniać producenta do rezygnowania z maksymalnie ekonomicznych ustawień sterownika? Ktoś powie - ekonomia spalania i dynamika silnika są sobie przeciwstawne i ustawienie fabryczne jest kompromisem, zawsze można poprawić jedno kosztem drugiego. I tu sedno sprawy. Pogodzenie jednego z drugim wymyślono dość dawno. W benzynowych np. zazwyczaj ustawienie jest takie: jak wciskasz gaz częściowo i jedziesz na średnich obrotach, to dawka paliwa i kąt zapłonu są ustawione pod kątem niskiego spalania, a jak wdepniesz do deski, albo wejdziesz np. powyżej 4000 to sterownik zaczyna podkręcać moc kosztem ekonomii. Współgra to z faktem, że najlepsza efektywność silnika jest przy umiarkowanych obrotach.
W dieslu regulacja balansu spalanie-moc przez zakres obrotów trochę nie ma sensu, bo w dieslu właśnie fajna i potrzebna jest dostępność dużego momentu w niskich obrotach. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać ze stopnia wciśnięcia pedału gazu. (tym bardziej, że np. coraz więcej wchodzi drive by wire) Jak wciskam umiarkowanie, to sterownik otwiera coraz bardziej przepustnicę i daje więcej paliwa (i może reguluje jeszcze inne parametry), ale przy nastawieniu na minimalne spalanie. Dopiero powyżej pewnego progu (kiedy nie da się bardziej zwiększyć momentu przy zachowaniu optimum spalania) ładuje więcej paliwa i nie patrzy na ekonomię. Jest to na tyle logiczne, że nie znając się kompletnie myślę, że tak właśnie robią producenci. Gdzie tu więc miejsce na poprawę ekonomii? W dolnym, "ekonomicznym" zakresie jest ona już pewnie dopracowana jak się da. Może można ten ekonomiczny zakres rozszerzyć, ale równie dobrze można podłożyć klocek pod pedał gazu, żeby go nie wciskać za mocno, efekt ten sam.
Przemawia do mnie argument, że np. to czy tamto już się z czasem przytkało i trzeba nową mapę, żeby to skorygować. Ale czy nie miałoby to sensu jedynie w odniesieniu do turbiny - czy może łopatki się wypalają? Bo zatkany EGR, czy brudną przepustnicę chyba lepiej wyczyścić niż korygować to mapą. Czy też może silniki się na tyle indywidualnie różnią, że można coś indywidualnie dostroić? Trochę nie wierzę, żeby różnice były tak duże, a gdyby były, to chyba warto by dostroić u producenta. Monitory LCD opłaca się stroić indywidualnie u producenta, a są przecież o wiele tańsze od nowego samochodu. (używany samochód opłacałoby się tunować, a nowego nie?)
Albo czegoś tu brakuje, albo eco-tuning to fotomontaż, może ma ktoś swoje zdanie?
(ale nie pytam o "może taki a taki efekt", który w rzeczywistości okaże się że ma 1% znaczenia)
Chciałbym się spytać osoby znające się na silnikach.
Jak to jest, że firmy robiące chip-tuning mówią , że przy odpowiednich modyfikacjach map i przy zachowaniu oszczędnego stylu jazdy możliwe jest zmniejszenie zużycia paliwa, bez wpływu na trwałość silnika. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się to nielogiczne.
Pytaniem jakie najpierw mi się nasuwało przy chip-tuningu było "dlaczego producent tego nie robi?" Odpowiedzi są bo margines bezbieczeństwa dla silnika i turbiny, bo ekologia (dymienie), bo ekonomia spalania, również przepisy i "wyrównanie" mocy, itd. To zrozumiałe argumenty.
A co miałoby skłaniać producenta do rezygnowania z maksymalnie ekonomicznych ustawień sterownika? Ktoś powie - ekonomia spalania i dynamika silnika są sobie przeciwstawne i ustawienie fabryczne jest kompromisem, zawsze można poprawić jedno kosztem drugiego. I tu sedno sprawy. Pogodzenie jednego z drugim wymyślono dość dawno. W benzynowych np. zazwyczaj ustawienie jest takie: jak wciskasz gaz częściowo i jedziesz na średnich obrotach, to dawka paliwa i kąt zapłonu są ustawione pod kątem niskiego spalania, a jak wdepniesz do deski, albo wejdziesz np. powyżej 4000 to sterownik zaczyna podkręcać moc kosztem ekonomii. Współgra to z faktem, że najlepsza efektywność silnika jest przy umiarkowanych obrotach.
W dieslu regulacja balansu spalanie-moc przez zakres obrotów trochę nie ma sensu, bo w dieslu właśnie fajna i potrzebna jest dostępność dużego momentu w niskich obrotach. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać ze stopnia wciśnięcia pedału gazu. (tym bardziej, że np. coraz więcej wchodzi drive by wire) Jak wciskam umiarkowanie, to sterownik otwiera coraz bardziej przepustnicę i daje więcej paliwa (i może reguluje jeszcze inne parametry), ale przy nastawieniu na minimalne spalanie. Dopiero powyżej pewnego progu (kiedy nie da się bardziej zwiększyć momentu przy zachowaniu optimum spalania) ładuje więcej paliwa i nie patrzy na ekonomię. Jest to na tyle logiczne, że nie znając się kompletnie myślę, że tak właśnie robią producenci. Gdzie tu więc miejsce na poprawę ekonomii? W dolnym, "ekonomicznym" zakresie jest ona już pewnie dopracowana jak się da. Może można ten ekonomiczny zakres rozszerzyć, ale równie dobrze można podłożyć klocek pod pedał gazu, żeby go nie wciskać za mocno, efekt ten sam.
Przemawia do mnie argument, że np. to czy tamto już się z czasem przytkało i trzeba nową mapę, żeby to skorygować. Ale czy nie miałoby to sensu jedynie w odniesieniu do turbiny - czy może łopatki się wypalają? Bo zatkany EGR, czy brudną przepustnicę chyba lepiej wyczyścić niż korygować to mapą. Czy też może silniki się na tyle indywidualnie różnią, że można coś indywidualnie dostroić? Trochę nie wierzę, żeby różnice były tak duże, a gdyby były, to chyba warto by dostroić u producenta. Monitory LCD opłaca się stroić indywidualnie u producenta, a są przecież o wiele tańsze od nowego samochodu. (używany samochód opłacałoby się tunować, a nowego nie?)
Albo czegoś tu brakuje, albo eco-tuning to fotomontaż, może ma ktoś swoje zdanie?
(ale nie pytam o "może taki a taki efekt", który w rzeczywistości okaże się że ma 1% znaczenia)