Witam. Kupiłem na allegro taki oto system alarmowy do fso poloneza, ale jak na razie leży "na warsztacie", bo samoczynnie się wzbudzał - okazało się, że w wiązce było coś grzebane, i powstało zwarcie sygnału czujki do masy - nic takiego, usunąłem i alarm działa... Natomiast zastanawia mnie jedna rzecz - z momentem uzbrojenia alarmu zapala się dioda led i świeci światłem nieprzerwanym bez względu na wszystko - nie reaguje na pojawienie się "bodźca", czyli np. zwarcie kabla czujnika do masy - zaczynają wtedy cykać przekaźniki, a dioda nadal świeci. Jest tak do momentu rozbrojenia alarmu - wtedy led gaśnie. Zapala się dopiero przy następnym załączeniu uzbrajania. Zastanawiam się, czemu tak, czy tak ma być w tym alarmie? Wiem, że to staroć kompletny, ale w tamtych czasach chyba możliwe było zrealizowanie diody migającej? Toteż nie wiem, czy może tam na końcu powinien być jakiś generator migania diody, np na ne555 ? W każdym alarmie, z jakim miałem doczynienia, sterownik sterował diodą... A tu dioda świeci... Myślałem, że tranzystor ma zwarcie, ale tam jest tylko ULN2003, a sygnał do niego dochodzący także jest "prosty" - znaczy sprawdzałem oscyloskopem, przy uzbrajaniu napięcie na wejściu uln2003 wzrasta, ale nie ma żadnego przebiegu... Co z tym zrobić? Mogę kupić diodę migającą i po sprawie, ale wtedy alarm nie powidomi mnie, że było włamanie...
Z góry dziękuje.
Z góry dziękuje.