Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Elektroda.pl
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Osobne zasilanie żarzenia lamp i elektroniki urządzenia

16 Sie 2010 02:10 3114 7
  • Poziom 28  
    Nie wiem, czy dobry dział, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Najpierw słowo wstępu, który zainspirował do zadania tego pytania.

    Byłem na szkoleniu wojskowym, tam poznałem pobieżnie budowę i działanie stacji radiolokacyjnej NUR-31. W tej stacji (pojazd wielkości małej ciężarówki), do generowania i wzmacniania fali wykorzystuje się lampy z falą bieżącą i amplitrony. Są to lampy elektronowe, w których jest żarnik (jak w każdej innej lampie).

    Rzecz w tym, że stację uruchamia się etapami poprzez wciskanie przycisków załączających kolejne obwody tej maszyny. Po załączeniu obwodu żarzenia lamp, przed załączeniem części wykorzystującej te lampy należy odczekać minimum 4 minuty, żeby lampy się rozgrzały. Mówili, że uruchomienie obwodu roboczego z tymi lampami przed ich rozgrzaniem powoduje skrócenie żywotności tych lamp. A czas 4 minuty jest dlatego, że te lampy są bardzo duże i ich nagrzanie trochę trwa.

    Pytanie dotyczy przeniesienia idei polegającej na załączeniu obwodu dopiero po rozgrzaniu lamp na sprzęt lampowy domowego użytku. Raz w życiu widziałem taki telewizor kineskopowy, w którym po włączeniu go nic się nie pokazuje, a po dłuższej chwili pokazuje się obraz. Domyślam się, że zastosowano rozwiązanie analogiczne do uruchamiania NUR-31, czyli telewizor włącza tylko żarnik kineskopu, a dopiero po pewnym czasie włącza wszystkie obwody kineskopu i pojawia się obraz, tylko, że ten czas to jest tylko kilka sekund (tyle, ile potrzeba na rozgrzanie kineskopu), a nie 4 minuty.

    We własnej konstrukcji lampowej, pytanie brzmi: Czy jest sens robienia dwóch obwodów (jeden do żarników, a drugi to ten właściwy) do urządzenia z lampami? Już nie istotne, czy załączanie będzie ręczne, czy automatyczne, ale chodzi o to, czy jest duże skrócenie żywotności lamy w przypadku pracy, zanim ona się nagrzeje, bo zasada jest taka, że lampa musi być nagrzana, żeby prawidłowo pracowała.
  • Poziom 13  
    Aż serce rośnie gdy się patrzy jak właśnie wynajdujesz proch! ;) Opóźnione załączanie napięcia anodowego jest powszechnie stosowane we współczesnych wzmacniaczach, zarówno audiofilskich jak i gitarowych, w postaci osobnych wyłączników "power" i "standby" (pierwszy załącza napięcie żarzenia, drugi - anodowe ) lub timerów np. na układzie 555, pojedynczym tranzystorze lub nawet mikrokontrolerze w zależności od fantazji.
    Warto zauważyć że starszych urządzeniach powszechnego użytku z epoki, takich jak radia i telewizory nie dbano o to. Wyłącznik był zawsze jeden, jak w lampce nocnej. Fakt iż obraz pojawiał się dopiero po jakimś czasie od włączenia wynika tylko i wyłącznie z powolnego rozgrzewania się lamp, żadnego opóźniacza tam nie było.
    Urządzenia profesjonalne i wojskowe z lampami dużej mocy, pracującymi z tysiącami woltów, które to tysiące są zdolne rwać zimne katody to inna sprawa, tam trzeba było dbać o takie szczegóły.

    Obrazek, lewy dolny róg. :)
    Osobne zasilanie żarzenia lamp i elektroniki urządzenia
  • Poziom 25  
    W telewizorach było nieco inaczej. Często lampy były żarzone szeregowo, bezpośrednio z sieci, przez termistor. Taki zestaw rozgrzewa i stabilizuje się jakiś czas, głównie przez obecność termistora. I niektórych lamp, np. PY88, która ma długi czas nagrzewania, z racji konieczności dobrego odizolowania żarnika od katody.

    Opóźnione załączanie anodowego... Różnice w żywotności wynikają już z konkretnego układu. W klasach AB/B, gdzie wymagany jest duży prąd szczytowy praca z zimną katodą jest szkodliwa. Ale i samo opóźnione załączanie jest kłopotliwe - zwykle w prostych układach wzrasta napięcie na kondensatorze filtru na "biegu jałowym", albo załączenie następuje gwałtownie.

    Obecnie lampy są znacznie droższe i dlatego próbuje się różnych sposobów zwiększenia żywotności. Choć taki np. Vox z epoki potrafi nieźle "zjadać" lampy.
  • Poziom 13  
    Bo ja wiem czy lampy dziś droższe? Czytałem w wątku o tranzystorach germanowych jak to hobbyści w latach peerelu od ust sobie odejmowali i na wakacje nie jeździli żeby kupić jedną sztukę TG70 czy jakiegoś innego cuda. Być może jeżeli chodzi o lampy mylę się ale w porównaniu do obecnej siły nabywczej to wtedy lampy były drogie.
    Jeśli starsi forumowicze mają ochotę to niech przypomną ile wtedy kosztowała EL34 a ile bochenek chleba, flaszka wódki, doładowanie Hey.... o, pardon. :P
    Inna rzecz że nie istniały wtedy wynalazki w rodzaju audiofilskich triod 300B (w odróżnieniu od zwyczajnych 300B) z jakimiś überanodami składanych przez dziewice na południowych stokach wzgórz porosłych lawendą, za które owe dziewice żądają w sklepie po kilka tyś. zł. Strach toto nawet brać do drżącej ręki żeby nie upuścić.
  • Poziom 25  
    Może niekoniecznie w Polsce, ale np. w USA swego czasu, można było mieć dobrej jakości 6L6GC za 3$. Owszem, wartość dolara może i spadła, ale bez przesady - głównie mamy do czynienia z pompowaniem ceny (zwłaszcza przy audio). No i jednak jest mniejszy popyt, a utrzymanie fabryki kosztuje.
    Najważniejsze, że lampy mają już stabilną pozycję co powoduje powolny, ale jednak, wzrost jakości.

    Za to w tych samych czasach istniały też super-lampy, np. z anodami napylanymi specjalną mieszanką za pomocą materiałów wybuchowych :). W końcu głowice nuklearne też musiały mieć jakąś elektronikę...
  • Poziom 27  
    Pogrzebałem w mojej bardzo zawodnej pamięci sięgając do roku 69/70.
    Pensja robotnika,urzędnika ok2000zł (były i wyższe)
    Lampy radiowe i TV - średnio ok.25zł PL36/EL34-do 40tu zł.
    Chleb,bułka paryska-4zł
    Masło 250g- 16.75zł (można było kupić tzw.szesnastkę-ćwiartkę ćwiartki.
    Szynka70zł ,zwyczajna 24zł(?) Cukier -12zł. Później staniał na 10.50zł
    Benzyna czerwona(gorsza) 4.80zł. Niebieska(lepsza) 6zł. Ropa (długo) 2.20zł
    Rozmowa z budki telefonicznej bez ograniczenia czasu 0.50zł -później 1zł
    Podobnie prasa,w latach 60tych Życie Warszawy-0.50zł a wydanie niedzielne 0.70zł
    Z "czerwoną kartką" 48-51zł. Pełne warszawskie 0.33 l -2.40zł. Oranżada 1.60zł.
    Ale się rozpisałem,czy było drogo? Wam zostawiam ocenę i pozdrawiam.
  • Poziom 25  
    W sumie to ciężko ocenić - zwłaszcza przy uwzględnieniu gałęzi gospodarki "planowo deficytowych" :).

    Obecnie sytuacja jest taka, że często stosuje się wyselekcjonowane lampy - czyli wymaga to czasu i pomierzenia dużej partii - dużo dokładniej dobierane w pary/kwartety (i to pod wieloma względami, nie tylko wartości prądu spoczynkowego, ale i nachylenia charakterystyki...). A niektóre lampy mają rozdmuchaną "sławę", co jest wykorzystywane - po co ma być taniej jak i tak pójdą drożej?

    Akurat np. 300B była stosowana bo... w USA była dostępną, dużą triodą. W czasach gdy jeszcze była stała pogoń za zwiększeniem mocy, by żona nie zagłuszała skrzypiec :). I jeszcze nie było np. tetrod strumieniowych.
    A więc, ta 300B to takie "retro retro", powrót do starych dobrych czasów...

    Co nie zmienia faktu, że np. w moim wzmacniaczu do gitary (2xEL34 PP) mam możliwość podłączenia S2 przez rezystory do anod, co daje taką "pseudo triodę". I bardzo lubię to ustawienie :).

    Także - układ opóźnionego załączania jest tani, i to dodatkowa zabawka :D, pozwalająca przedłużyć nieco żywot lamp.
  • Poziom 21  
    Ten dodatkowy włącznik napięcia zasilania w układach lampowych miał jeszcze jedno, ważne znaczenie. Przy zastosowaniu w układach zasilania diod półprzewodnikowych , napięcie na "elektrolitach" pojawiało by się natychmiast po włączeniu zasilacza do sieci i bez obciążenia przekraczało by znacznie tzw. napięcie pracy (anodowe lamp), w przybliżeniu można zastosować mnożnik 1,4. Miało więc sens zastosowanie włącznika zasilania napięcia anodowego po ok 2-3 minutach od włączenia napięcia żarzenia lamp. Stosowano to w wielu wzmacniaczach nie tylko "peerelowskich" , jak ktoś napisał i w ten sposób "oszczędzano": elektrolity.
    A kineskopy w telewizorach tzw średniej klasy miały w większości układ ograniczający emisję do momentu rozgrzania się katody. Najczęściej było to realizowane w zasilaniu siatki drugiej kineskopu- dopiero po nagrzaniu katody napięcie to wzrastało do znamionowego dla danego typu kineskopu. Tu należy dodać, że nie było czujnika temperatury katody. Fabryka po prostu ustawiała czas opóźnienia na np. 1,5 minuty od włączenia zasilania. Ba, były telewizory które po wyłączeniu TV, w czasie czuwania miały podżarzany kineskop napięciem niższym od znamionowego i te po przejściu ze stanu czuwania czyli po włączeniu bardzo szybko zaczynały "świecić".