Witam. Pomóżcie mi prosze. Kupilem Mazdzinke, zawsze chcialem i cieszylem sie do wczoraj.. W piatek pojechalem z dziewczyna do jej rodziny, przez 320 dokladnie km trasy było wszystko ok. Tam na miejscu tak samo. W trakcie powrotu zatankowalem autko, wiec benzyna byla ( przy granicy z Ukrainą
), po przejechaniu jakis 200km samochód zaczął tracic moc i gasnąc na niskich obrotach, co zaskutkowalo calkowitym padnieciem. Przy odpalaniu auta mialem wrazenie, za zaraz załapie ale jednak nie .. Udało sie auto odpalic z popychu, ale po któryms razie. Podczas jazdy z normalna predkosci tak od 50 do 160 wszytko Ok zero szarpania zero oznak usterki.. Dojazd do swiatel i musialem dobrze pracowac pedalem geazu zeby nie padł.. Dojechalem jakos do celu, zgasilem auto i odpalilo ale po 5 min rozmowy, jak juz chcialem odjechac odpalam jeszcze raz i lipa. Co to może być, bo jestem podłamany a nie chce dac gdzies go do naprawy, gdzie naklada mi do glowy bzdur i zaplace tyle, co za same auto.
Autko MAzda 323F 1991 rok
1.6 16V
Autko MAzda 323F 1991 rok
1.6 16V