Witam. Mam problem z fordem escortem 1.6/16V. Wygląda tak, jak naładuję akumulator to odpala ładnie ale następnego dnia po lekkim przymrozku już ledwo kręci rozrusznik albo automat się załącza i tyle. Zawsze jak jest ciepło (ponad +20*C) lub stale nie więcej jak -10*C to akumulator ładnie trzyma a jak pojawia się przymrozek z +5*C i niżej to szybko traci pojemność. Najgorsze są wahania w okolicy +10*C a -10*C bo akumulator wcale nie kręci po nocy albo się uda z cudem. Wystarczy podładować przez z 2 do 5 minut prostownikiem o prądzie max 10A i zapali. Dodam że wyłączonym aucie z akumulatora pobiera 50mA na zegarek i elektronikę w stanie czuwania. Po odpaleniu mam ładowanie o wartości 13.6-13.8V a po przygazówce wzrasta do 14.2-14.5V. Akumulator ma 2 lata i poziom elektrolitów jest ok.
Czy to jest związane z jakimś zjawiskiem chemicznym czy czymś podobnym?
Już nie mam głowy, alternator ok, rozrusznik ok, ten sam akumulator w innym samochodzie na podmianę kręci ok.
Być może bateria jest wadliwa a szczególnie mała SEM?
Czy to jest związane z jakimś zjawiskiem chemicznym czy czymś podobnym?
Już nie mam głowy, alternator ok, rozrusznik ok, ten sam akumulator w innym samochodzie na podmianę kręci ok.
Być może bateria jest wadliwa a szczególnie mała SEM?