Dzwoni córka dobrego klienta. Dysk USB przestał nagle działać. Jej komputer i komputer znajomego po prostu go nie widzi. Nie spadł, nie dymił, nie wydawał dziwnych odgłosów. I żeby było ciekawiej, całe materiały ze studiów (Bacholer i MASTER) są na tym dysku. JAKO JEDYNA KOPIA. Po skopiowaniu na dysk zewnętrzny usunęła oryginały z Laptopa. Kazałem przywieźć.
To podejrzany:
Po podłączeniu, faktycznie zimny. Mimo, że na gwarancji, rozebrałem obudowę (dane ważniejsze). Klejone bydle i zatrzaski do tego tak zrobione, że muszą się ułamać. No ale podłączyłem do mojego adaptera i nic. Dalej nawet nie zakręca silnikiem. Płytka elektroniki zdejmuje się z tego modelu bez żadnych problemów, więc odkręciłem, założyłem swoje super ruskie powiększające bryle... I nic. Nic nie jest sfajczone, nic co by wskazywało na jakieś zimne luty itd. No to dawaj doedukować się na ELEKTRODA.PL. Po intensywnej lekturze miernik w dłoń i szukamy po kolei od +5V. O i jest drań co przerywa linię zasilania. Dioda to nie jest bo przerwa w obie strony. Na spalony nie wygląda, gówno do tego takie małe, że nawet moje lupo-bryle nie dają rady. Ale mikroskop stwierdził, że na grzbiecie ma "2". No i zamiast być gładki i matowy, lakier ma na grzbiecie w formie jakby soczewki. Stwiedziłem, że pewnie się wypuczył od gorąca i po hamsku nalutowałem mu na grzbieta kawałek druta. Nie była to co prawda pistoletówka, ale mój grot i tak był grubszy niż elementy, co widać na zdjęciu.
No ale po tej "operacji" dysk odpalił i szybciutko skopiowałem dane. Co było celem tego "ćwiczenia". A może i komuś się przyda, jak mu takowy dysk też pożegna się ze światem danych.
/Proszę używać strony obrazki.elektroda.pl do wstawiania obrazków na forum/
To podejrzany:
Po podłączeniu, faktycznie zimny. Mimo, że na gwarancji, rozebrałem obudowę (dane ważniejsze). Klejone bydle i zatrzaski do tego tak zrobione, że muszą się ułamać. No ale podłączyłem do mojego adaptera i nic. Dalej nawet nie zakręca silnikiem. Płytka elektroniki zdejmuje się z tego modelu bez żadnych problemów, więc odkręciłem, założyłem swoje super ruskie powiększające bryle... I nic. Nic nie jest sfajczone, nic co by wskazywało na jakieś zimne luty itd. No to dawaj doedukować się na ELEKTRODA.PL. Po intensywnej lekturze miernik w dłoń i szukamy po kolei od +5V. O i jest drań co przerywa linię zasilania. Dioda to nie jest bo przerwa w obie strony. Na spalony nie wygląda, gówno do tego takie małe, że nawet moje lupo-bryle nie dają rady. Ale mikroskop stwierdził, że na grzbiecie ma "2". No i zamiast być gładki i matowy, lakier ma na grzbiecie w formie jakby soczewki. Stwiedziłem, że pewnie się wypuczył od gorąca i po hamsku nalutowałem mu na grzbieta kawałek druta. Nie była to co prawda pistoletówka, ale mój grot i tak był grubszy niż elementy, co widać na zdjęciu.
No ale po tej "operacji" dysk odpalił i szybciutko skopiowałem dane. Co było celem tego "ćwiczenia". A może i komuś się przyda, jak mu takowy dysk też pożegna się ze światem danych.
/Proszę używać strony obrazki.elektroda.pl do wstawiania obrazków na forum/