Witam.
Widzę, że wątek stary, ale może się komuś przyda.
Są modele aut, gdzie jest mnówstwo przekaźników. W takich układach sterowanie można zrobić masą i przeącznik jest prawie wieczny, może się uszkodzić jedynie mechanicznie.
W tym modelu przez przełącznik i blaszki ze stykami płynie prąd na światła pozycyjne i mijania, i poprostu styki sie wypalają.
Przełącznik fabryczny wytrzymuje kilka lat, nowy zamiennik około roku.
Można próbować naprawiać, tzn. oczyścić styki, ale o ile od spodu da się to łatwo zrobić, to styki na blaszkach ciężko oczyścić, bo blaszki trzeba odgiąć ale tak, aby ich zbytnio nie odkształcić. Jeśli styki są wypukłe, to ok, ale jeśli mają wżery, to nawet czyszczenie niewiele da.
Te blaszki i styki są rzeczywiście w tylnej części przełącznika zespolonego, którą trzeba odlutować.
Ale! Wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem jest dolutowanie przewodów od tyłu przełącznika (są tam widoczne mosiężne kółka w plastiku obudowy) i zamontowanie dodatkowego włącznika do świateł, najlepiej 3-pozycyjnego: zero, pierwszy klik pozycje, drugi pozycje plus mijania.
Taki przełącznik nawet jak się uszkodzi, to łatwo go wymienić i koszt kilkunastu złotych.
Czyszczenie styków może pomóc na rok, ale może też na tydzień. Dodatkowy włącznik, to pewne rozwiązanie.
Patrząc od tyłu na tę dolutowaną nadbudówkę, widac 4 mosiężne punkty u góry i 4 pary na dole. Te na dole to nity, którymi są przymocowane blaszki.
Wystarczy zewrzeć górny z dolnym i zobaczyc co zaświeci, czyli co z czym połączyć dodatkowym włącznikiem.
Na obrazku w czerwonym kółku górne styki, w zielonym dolne od blaszek.
Najbardziej wypala się pierwszy od prawej patrząc na te fotkę, troczę mniej pierwszy od lewej, środkowe sa raczej ok.
Dobrej zabawy.