Może faktycznie trochę chaotycznie napisałem. Zacznę od początku. Samochód jeździł bez zastrzeżeń, postał tydzień na placu, wsiadłem i nie zapalił, zauważyłem, że nie pali się kontrolka od świec żarowych, wiem że powinien zapalić, ale nie chciałem mordować akumulatora na mrozie i zacząłem szukać. Znalazłem mysie gniazdo w puszcze z przekaźnikami i poszatkowane przewody. Połatałem, ale nie pomogło. Niestety okazało się, że mimo kręcenia silnik jednak ani nie zakaszle. Sprawdziłem paliwo na przelewie na wtrysku - pociekło przy zakręceniu rozrusznikiem, więc raczej jest, choć nie wiem czy wystarczająco dużo - nigdy wcześniej tam nie zaglądałem. Przypuszczam, że są jeszcze gdzieś pogryzione kable. Niestety wzrokowo nic więcej nie znalazłem. Jedyne miejsce gdzie jeszcze nie dałem rady zajrzeć jest wiązka nad rurą wydechową za silnikiem, przysłonięta ekranem termicznym. Podczas kręcenia rozrusznikiem zapala się lampka serwis, więc przyszło mi do głowy, że może nie dostawać impulsów z czujnika położenia wału. Chciałem po prostu sprawdzić przewody omomierzem, zanim zacznę rozkręcać auto, żeby dostać się do zasłoniętych kabli.
Diagnostykę chętnie bym przeprowadził, ale sam nie mam czym, a nie znam nikogo, kto by do mnie podjechał z clipem. Samochód stoi w takim miejscu, że trudno by było nawet podjechać z lawetą, o kosztach transportu nie wspomnę.
Męczę się z tym już parę dni i dojrzewam do tego , żeby zakupić jakiś interface, ale nie wiem, czy jakiś ersatz za "stówkę" się sprawdzi, a 1500,- w górę za coś co sprzedawca określa jako clipa to chyba trochę za dużo, żeby od czasu do czasu podłączyć do auta.
Jeśli ktoś z Pszczyny lub okolic mógłby mi SENSOWNIE w kwestii diagnostyki pomóc - proszę o kontakt.