U mnie dziki paradują bezczelnie po parku, zajęcy trochę mniej ale sarna tez się trafi. I "podejść dzika" to dla mnie abstrakcja. Ja muszę uważać żeby na nie nie wejść. Niedaleko mnie jest dąb i wpadają dziki poszamać wieczorkiem, biegają miedzy domami.
Kiedyś szedłem w parku z moim psem mgła była taka ze psa nie widziałem na końcu smyczy i nagle pies zaczął szczekać, zdałem sobie sprawę ze coś chrumka z każdej strony a ja jestem w środku stada. Tylko zobaczyłem wielki ryj biegnący w moją stronę skubaniec miał chyba z metr w kłębie. Zacząłem spieprzać ma się rozumieć

Problem ze pies nie za bardzo chciał bo raczej do strachliwych nie należy dobrze ze się zreflektował i zechciał mi towarzyszyć w nieco pośpiesznym strategicznym odwrocie.