No prawda jest taka, że rzyczywiście jeżeli przy oględzinach auta i jego papierów sprzedający w nich nie widnieje - pierwsza rzecz, która bezdyskusynie gościa przekreśla. Dwa - mam uczulenie na dwie rzeczy:
jak widze wypucowanye auto to jeszcze looz (bo w koncu chyba każdy dba o auto i wypucuje do sprzedaży), ale jak widzę wypucowany silnik, który wygląda jakby co dopiero wyjechał z fabryki to jak dla mnie w 9 przypadkach na 10 oznacza przekręt. No i strasznie mnie drażni jak wiara przy sprzedaży pisze/mówi: "ostatnio zmieniałem olej, rozrząd, wszystkie filtry..." No kto taką ściemę kupi? Albo gdy ktoś miesiąc wcześniej założy instalacje gazową... wyda na nią 2-3 tys i teraz sprzedaje auto za 6 tys? Czyste żarty.
Dlatego uważam, że jeżeli sprzedający dobrze zakamufluje poważną usterkę lub kieoski stan pojazdu to nie ma szans abysmy odkryli to przy oględzinach auta. Dlatego uważam, że wysnacznikami stanu auta i prawdziwych zamiarów sprzedającego jest właśnie wyszukanie staranne takich detali. I właśnie dlatego zgodzę się z kolegą, który napisał, że należy oceniac auto bardzo surowo. Że o podchodzeniu z emocjami i nastawieniem, że jedzie się właśnie po te auto nie wspomnę.
Wczoraj oglądaliśmy z kumplem auto innego kumpla, który chce go sprzedać. Auto marki BMW, modelu nie pamiętam, ale to chyba E46.
Piersze rzucenie okiem - naprawdę piękne autko. Ale gdy zaczeliśmy sie przyglądać zauważyliśmy no, ze coś z drzwiami jest nie hallo (wyglądają jakby do końca nie były zamknięte), zderzak jest krzykręcony i był malowany (w niektórych zakamarkach lakier schodził i było widać, że pod spodem jest czarny gdy całość auta była srebrna), ten element koło grila bezpośrednio pod lampą był albo zmieniany albo źle ustawiony...
To tylko kilka rzeczy, ale przekonalismy się, że auto raczej napewno było bite...