Witam. Zakładam ten post bo już zgłupiałem. Opisze najdokładniej jak się da. Parenaście dni temu po odpaleniu zimnego samochodu nie zgasła kontrolka ładowania akumulatora. Jedna przygazówka silnikiem sprawę rozwiązała i od tego czasu był spokój...do wczoraj. Odpalił bez problemu, ale kontrolka znowu nie zgasła, a w kabinie poczułem swąd palonej gumy i z miejsca gdzie są bezpieczniki zaczął się wydobywać dym. Po ponownym odpaleniu kontrolka zgasła jak gdyby nigdy nic i przez parę kilometrów drogi do domu nie działo się nic niepokojącego. Kontrolka mignęła podczas przejazdu przez tory. Dzisiaj rozkręciłem plastiki przy bezpiecznikach, ale nie widziałem śladów spalenizny - kable wyglądają jak nowe, konektorki też w dobrym stanie - nie mam pojęcia co się tam mogło palić. Odpaliłem i kontrolka oczywiście się świeci. Wyciągnąłem alternator, wymieniłem od razu regulator napięcia - pan w sklepie stwierdził, że to odpowiednik, no i wyglądał identycznie. Uzwojenie wirnika nie miało przerwy a pierścienie nie były w najgorszym stanie. Po odpaleniu kontrolka zgasła, pochodził parę minut i po ponownym odpaleniu brak ładowania, ale już bez smrodu i dymu. Parę prób później pojawiło się ładowanie i tak jest do teraz.
Patrzyłem na schemat i tu nie ma się kurde za psuć. Obwód z regulatora napięcia - cienki niebieski kabel zasuwa bezpośrednio na kontrolkę ładowania zbocznikowaną rezystorem - czy jest możliwość sprawdzenia tego obwodu bez ściągania deski? - i dalej do plusa. Wyjście prądowe bezpośrednio na akumulator.
Patrzyłem na schemat i tu nie ma się kurde za psuć. Obwód z regulatora napięcia - cienki niebieski kabel zasuwa bezpośrednio na kontrolkę ładowania zbocznikowaną rezystorem - czy jest możliwość sprawdzenia tego obwodu bez ściągania deski? - i dalej do plusa. Wyjście prądowe bezpośrednio na akumulator.