Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Sklep HeluKabel
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Nasze najwieksze wpadki z kupnem samochodu

blackpower 01 Lut 2005 23:58 57898 91
  • #31 01 Lut 2005 23:58
    damianlg
    Poziom 12  

    ja kupilem obecnie BMW 525tds e34 automat i skrzynai nie dziala prawidlowo i dochodze od miesiaca juz co to mzoe byc, i krokami malymi chyba zmierzam do celu

  • Sklep HeluKabel
  • #32 02 Lut 2005 00:43
    qryszard
    Poziom 20  

    Znajomy już kilka lat wstecz sprowadził samochód z Niemiec.Następnego dnia cała rodzina i znajomi oglądają samochód. Syn stwierdza że nawet jest skrzynia 5-cio biegowa.Zarobił od razu od ojca za podśmiechywanie.Jak się okazało przyjechał 2tys km na 4-tym biegu . Znajomy mechanik opowiadał mi o przypadku odwrotnym , gdy klient odebrał samochod sprowadzony na lawecie ,po naprawie .Wrócił po wyjezdzie z reklamacją że 5 bieg nie wchodzi

  • #33 02 Lut 2005 02:31
    Randal
    Poziom 16  

    Jeśli już wymieniłes większość części w autku to po co sprzedawać, przecież masz prawie nowy wóz! ;) U mnie w rodzinie używane autka przeważnie pochodziły od znajomych, wtedy było wiadomo kto nim jeździł, jak i znając osobnika- jak o samochód dbał. Co do sprowadzania- chyba już wszystko przywieziono, teraz tylko mieć znajomego w niemczech który będzie "polował" na świerzynkę od niemca.

  • #34 24 Lut 2005 12:06
    bennus
    Poziom 10  

    Znajomy jeszcze w "dobrych" czasach pojechał na giełdę kupić auto.kupił ekstra dużą i wygodną furę.Był to wartburg.Nawet nim do domu nie dojechał bo sie oczywiście zepsuł.Jka sie okazało był z taksówki.licznik przekręcony ale z wiezchu był wygłaskany.ALe długo nim później jeszce jeżdził.

  • #35 24 Lut 2005 21:57
    kordel
    Poziom 25  

    Sprowadzilem prawie 5 lat temu Mondeo 2.5 V6 z 95roku. Nagle jakies 2 lata temu siadla mi pompa wodna. Koszt z wymiana - 200zl, bo pompe znalazlem u kumpla w garazu i to do tego nowka :-)
    A teraz za 10tys to szkoda go sprzedawac. Co mi zostaje? Bede jezdzil i jezdzil, az go w koncu sprzedam za pare groszy jak sie dorobie tytulu krola naftowego w iraku :lol:

    Pozdrawiam.

  • #36 25 Lut 2005 00:51
    tcn
    Poziom 11  

    Największą wpadke zaliczył chyba przyjaciel kupił Golfa IV za 41k i po roku okazalo sie ze auto jest kradzione, stan auta był idealny i co najlepsze dostał na nie kredyt.

  • #37 25 Lut 2005 07:07
    mkos1
    Poziom 29  

    Kolega miał inny problem - kupił sobie Golfa IV
    Na jednym z przeglądów okazało się, że jest nieco inny nr silnika niż wpisany w dokumentach - pomyłka dotyczyła 3 cyfr dosyć podobnych do siebie w stylu "9" zamiast "8" czy "3".
    Oczywiście po sprawdzeniu u dealera okazało się na podstawie nr VIN autka, że silnik, który w nim jest faktycznie jest oryginalnym silnikiem :!:
    Okazało się, że osoby sprowadzające i celnicy na szybko to spisywali bez większej kontroli.
    Kumpel musiał za to powłóczyć się nieco po sądach i ponieść niestety dodatkowe koszty.
    Wniosek - nieważne gdzie te nr się znajdują to trzeba dokładnie się temu przyjżeć przy zakupie.

  • Sklep HeluKabel
  • #38 25 Lut 2005 08:08
    m_wojcik
    Poziom 25  

    Ja mialem coś podobnego - na dowodzie rejestracyjnym było wpisane "O" zamiast "0" albo odwrotnie... ale spisałem poprawne dane przy rejestracji i mam spokój.
    Co do samochodu i dyskusji która się tu wywiazała to muszę przyznać że z moim sprowadzanym jako składak jeszcze a później jeżdżonym tylko w Polsce autkiem nie miałem dużych problemów, robiłem trochę dłuższe trasy i poza typowymi usterkami (akumulator, klocki, zawieszenie itp.) nie mogę narzekać.
    1. Autko trzeba kupić od zaufanej osoby - w moim wypadku była to siostra ;)
    2. Nie można sepic na naprawę i mieć znajomego dobrego mechanika, który nie zdziera a robi dobrze - i to jest duży problem u nas.
    Moze oprócz opisu usterek napiszecie coś o mechanikach?

  • #39 26 Lut 2005 14:38
    Stefanek1
    Poziom 26  

    O mechanikach, proszę bardzo.
    Mojemu znajomemu w mercu z silnikiem 2.4 D po kapitalnym remoncie, silnik po jakimś czasie, bo nie od razu, zrobił się bardzo głośny, stuki.
    Trzeba było 'rwać' głowicę i okazało się że mechanior wpakował uszczelkę pod głowicę od innego mniejszego silnika 2,2 D i tłoki spłaszczały okucie uszczelki.
    Pozdr.

  • #40 26 Lut 2005 15:08
    am2310
    Poziom 17  

    Byłem kiedyś świadkiem jak koleś sobie kupił skorpio w nowej budzie i był podpalony filter powietrza jak sie potem okazało dla zmylenia i odciągniecia uwagi od innych elementów.Auto było ściągnięte z niemiec wiec koleś chcąc szybko zarobiuć pojechał do poznania po soplone części .Po rozkręceniu paru części okazało sie że tłok z korbowodem wyszedł bokiem przez blok.jak wszystko bylo poskręcane nie było nic widać w niemczech auta też nie odpalał bo myślał że coś spalone jest i niechciał nawet kluczyka przekręcać aż mi sie go sdzkoda zrobiło jak zobaczyłem jego mine gdy sie dowiedział co jest przyczyna niskiej ceny auta.

  • #41 26 Lut 2005 16:59
    kordel
    Poziom 25  

    Kumpel kiedys kupil Escorta 89r. cabrio z zajezdzonym silnikiem (za 50 albo 60 euro). Silnik kupil wczesniej za 50euro, wiec zadowolony, ze zarobi ze 2tys :-) Po zmianie silnika zaczely sie dziac po rozne dziwne rzeczy :-) Skrzynia, amortyzatory, lozyska, most, cala elektryka popieprzona. Ogolem wymienil wszystkie prawie wszystkie elementy w aucie oprocz blachy, ale podczas remontow okazalo sie, ze blacha tez jest cala przerdzewiala tylko bylo wszystko zamalowane tak aby sprzedac. Zakonczyl remont w styczniu 2005. Calkowity koszt - 11500zl. Cena rynkowa w sierpniu 2004 nie przekroczyla 5000zl. Zal mu bylo "skarbonki", ale z nienawisci sprzedal go za 3000zl.

    Interes zycia??

  • #42 27 Lut 2005 02:55
    witek17
    Poziom 17  

    1. Najlepszy samochód jaki w życiu miałem, Toyota Corolla 1,3 l, 83 r. kupiłem za 1/4 ceny giełdowej, świeżo po prawku byłem, sądziłem że kupuje grata do nauki jazdy. Okazało się że machanik robił znajomego w ... Sam chciał kupić. Auto paliło 16/100, było przymulaste i brało 1 l oleju na 100. Znajomy powiedział co jest do wymiany - zrobiłem to: nowy akumulator, nowa pompa wody, nowy aparat zapłonowy (przerobiony z Fiata!!). I co? Nadal muł. Ale z wymianą pompy pojechałem do autoryzowanego serwisu. Podszedł jakiś Pan i zapytał: regulacja zapłonu i zaworów? Nawet nie wiedziałem o co chodzi. Poważnie. Wyjechałem maszyną z kopytem (jak na 1.3 to miała zryw!). Do silnika dolewałem 2 puszki Motodoktora i przejechałem 220 tys. km, podczas kupna miał 110 tys. Palił średnio 6.9/100, na trasie 4.9!! Hamulce takie że stawał dęba. Jedne tarcze na 330 tys. i nadal były dobre (fakt że mam lekką nogę). Blachy miał słabe, jak kupowałem to już był trochę zgryziony, sam też zaniedbałem konserwację. Potem trzy razy mnie stuknęli, żle zrobione i to znacznie pogorszyło stan jego blacharki. Sam silnik tak wyregulowałem, że na przeglądzie diagnosta myślał, że aparat do pomiaru CO zepsuł się - wskazówka ledwo dygnęła. Sprzedałem po namowach rodziny, do dziś żałuję!

    2. NAJWIĘKSZA POMYŁKA! Sprzedałem Toyotę bo rodzinie zachciało się nowego auta. Padło na Opla Astrę Classic. To że muł i palił średnio 8/100 to jeszcze nic. Za przednie chlapacze chcieli coś koło 200 zł. Nie zamówiłem. Piasek wylatujący spod opon wbijał się w lakier na progach, wyglądał jakby miał ospę. Hamulce tragiczne, nierówno łapały. Zimą bałem się jeździć. Po pól roku uszczelki w drzwiach zaczęły skrzypieć!!!!!!!!!!!!!! Szału dostawałem!!!! Mucha wypróżniła się na ulicy, jak wjechałem w tą kupę to hałas w środku jak diabli. Praktycznie żadnej izolacji akustycznej. Plastiki takie denne, że miałem wewnętrzną powierzchnię drzwi porysowaną przez buty. Koszty przeglądów serwisowych tak wysokie w porównaniu z ich zakresem, że zrezygnowałem z nich (i ich gwarancji). Kosztował mnie 25 razy więcej (z odsetkami) niż dostałem za Toyotę, był za to 25 razy gorszy!!!

    3. Honda Prelude, opiszę osobno w innym poście. Ten samochód miał pecha, nie było mądrego mechanika na niego. Błedy jakie przy nim robili są niewiarygodne!!! Straciłem kupę kasy na imbecyli, w końcu sam zacząłem robić!!!! I zrobiłem!!!! Znajomy miał identyczną, w historię jego zmagań z mechanikami-imbecylami to nawet ja ledwo wierzyłem!!!!!

  • #43 27 Lut 2005 11:58
    Masteq
    Poziom 17  

    2 i pol roku temu kupilem mercedesa w 124 260E od Polaka mieszkajacego na stale w niemczech. Auto bylo po 4tym wlascielu. Przy kupnie mialo 220tys - teraz ma 272tys - od tej pory wymienilem: sworzen wachacza 70 zl. That' all:). Oczywiscie oleje tez zmieniam.
    Moj znajmoy teraz kupil aste 1,7D MIesiac po sprowadzeniu. Wszystko ok, autko zadbane itp. Po 2ch godzinach silnik zrobil sie slabszy niz w kosiarce. Zaciagnelismy do warsztatu. Okazalo sie posypal sie rozzrzad. Dobrze ze sie cofnal i zawory ocalaly. Po elspertyzie w serwisie zawolal on sprzedajacego do serwisu i pokazal co sie z silnikiem stalo. (poprzedni wlasciclel wymienial pasek rozrzadu u jakiegos henia na wsi w garazu a on nie dokrecil srub). Cale szczescie ze jest cos takiego jak rekojmia za wady ukryte(tyle ze niewiele ludzi z tego zdaje sobie sprawe). Poprzedni wlasciciel padl na 600zl.

    Ktos wspomnial wczesniej ze niemcy nie kreca licznikow - juz sie nauczyli. Widzialem swiezo sprowadzona S-klase, ktora na liczniku miala 120tys km, a pod maska naklejke z wmiany oleju przy 200tys.

    Co do przegladow technicznych - to tez wszystkiego nie zalatwi. Sam zetkanlem sie z przypadkiem, w ktorym opinia po przegladzie w autoryzowanym serwisie VW w koszalinie mowila - autko cacy(koszt 390zl). Po 2 m-caach trezeba bylo wlozyc 900zl w zawieszenie - a na dachu zaczely wylasic bable. Wygladalo na to ze sprzedajacy mial znajomosci w serwisie.
    Przy zawieraniu umowy najlepiej jest zapisac w niej aktualny przebieg licznika, ilosc kluczykow dolaczonych do samochodu(wazne przy ubezpieczeniu) i fraze ktora mowi , ze pozostale niezawarte w umowie aspekty reguluje kodeks cywilny. Tyle sie nauczylem do tej pory o sprzedazy samochodów.

  • #44 28 Lut 2005 11:16
    raci
    Poziom 12  

    Witam
    Byłem na wakacje w niemczech po samochód (wczesniej mialem toyote tercel 83, to cos jak ta corolla pare postow wyzej, gdyby nie klopoty z dostepnoscia czesci to samochod naprawde fajny, 316 tys km, silnik zero usterek, tylko zawieszenie i blachy, ale mama nia troche pofruwala i autko poszlo na zlom). Moge akurat mam takie szczescie ze mieszka tam moj wujek. Kolo Kolonii. Moge cos powiedziec o turkach. Jesli juz maja auto komis to mozna sie spodziewac ze autko moze byc OK, ale nawet jesli to cena jest kosmiczna (Astra 1.4, 91r. bez zadnych bajerow typu wspomaganie itd. 1400 euro, albo inna astra 94, cena: 2500, mowil ze dal za nia 2000, w koncu spuscil do 1800 i tak za drogo) A co do turkow ktorzy handluja od tak to takie trupy wciskaja ze glowa boli. W koncu nie kupilem nic (szukalem 2 tyg.). Po miesiacu zadzwonil wujek za ma toledo od znajomego 93r. 100000 niecale zrobione, cena 1000 euro. Pojechalem, kupilem. Jak na razie wymienilem tylko wycieraczki bo strasznie szkrzypialy, no i akumlator padl, okazalo sie ze brakowalo 2 litrow elektrolitu, wlasnie sie laduje. Takze jak kupowac w niemczech to albo od znajomego, albo od osoby prywatnej (najlepiej niemca).

    Co do polskich mechanikow to raz jeden typ zalozyl mi odrotnie drazki kierownicze, a mialo to duze znaczenie.

  • #45 28 Lut 2005 12:59
    Stefanek1
    Poziom 26  

    Mój koleś lekarz, chciał zaoszczędzić, a że jest trochę chytrusek, powiezrzył woznemu w pewnej szkole, wymianę paska rozrządu w Oplu Ascona. Cieć nie zablokował silnika, pompy wtrysk i rozrządu, poznaczył tytlko coś na starym pasku, jak twierdził poszkodowany i po włozeniu nowego, tragedia.
    Wycięło w głowicy dzwignie zaworów, pokrzywiło zawory i koszty były dość spore, ale to mu nie dało do myślenia, dalej szuka wszystkiego gdzie taniej.
    pozdr.

  • #46 28 Lut 2005 15:15
    witek17
    Poziom 17  

    trochę moich przygód z mechanikami

    1. jakiś brud wpadł do gażnika, na biegu jałowym świrował, w czasie jazdy normalnie, mechanik co prawda połapał się, że zapchane dysze biegu jałowego (silnik zaczął pracować nierówno momentalnie, przedtem pracował normalnie) ale jak zaczął czyścić!!! raz "wyczyścił" i skasował, bez zmian, przyjeżdzam z reklamacją, zostawiłem samochód - przychodzę na drugi dzień - w ogóle nie chce odpalić!!! dawaj znowu kombinować, wyjechałem czołgiem (czyli Preludą po naprawie u polskiego mechanika), rura wydechowa zaczęła koksem obrastać!!! co zrobiłem - WKU...ŁEM się i powiedziałem: żaden mechanik nie dotknie już tego samochodu, rozebrałem gaźnik do ostatniej śrubki, wymyłem wszystko, złożyłem i teraz Preluda 1.8 pali mi 5.25/100 na trasie (wielokrotne pomiary z trasy Szczecin-Bydgoszcz), miałem co prawda problemy z uszczelkami, ciekło paliwo, ale zdołałem uszczelnić

    2. przyjeżdzam do mechanika, samochód mocno trzęsie na drodze (to było niedługo po kupnie, nie miałem odniesienia), jazdy testowe i diagnoza: ten typ tak ma, wymieniłem amortyzatory i jeżdzi jak przyklejony do jezdni, co ciekawe amortyzatory były za twarde, tak jakby się "zapiekły"

    3. sprzęgło, albo cały czas trzymało i nie dało się zmienić biegu w czasie jazdy, albo ślizgało się, 12 godzin u mechanika !!!!!!!!!! cztery razy zakładana i zdejmowana skrzynia, cieć prawie płakał!! w końcu głęboką nocą złożył i powiedział mi żebym więcej do niego nie przyjeżdzał, on nie ma pojęcia o co chodzi, sam rozebrałem w garażu, przemyślałem sprawę, raz: zmieniłem simmeringi na skrzyni (olej leciał na sprzęgło), dwa: dodałem nakładkę na wycisk (elementy były kupione nowe, w sklepie do "japończyków", kilkaset złotych, tylko któryś nie od tego modelu, nie sprawdzałem i nie zamawiałem innego, byłoby kolejne 200)

    4. to był skrawek przygód Predulowo-mechanikowych, teraz urywek historii Toyoty, samochód zaczął buczeć, myśle pewnie tłumik, jadę do warsztatu, naklejki walker, bosal!!! sprzętu pełno, wjeżdzam na kanał, gość mówi dodać gazu, puścić itp., diagnoza: ten typ tak ma, mówię mu że było inaczej, on - nic nie wiedzę uszkodzonego! tak się złożyło, że 300 m dalej pracował mój znajomy, chciałem go odwiedzić, podjeżdzam przed bramę, dzwonię (samochód miał cały czas włączony silnik!!), podchodzi do mnie kolega i o nic nie pytany mówi: masz dziurę przy przednim tłumiku, i co? miałem dziurę przy przednim tłumiku!!!!!!!!!!!!!! a znajomy nawet mechanikiem nie jest!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


    są chętni na dalsze opowieści, zaznaczam - mrożą krew w żyłach!!!

  • #47 28 Lut 2005 15:22
    Indigo
    Poziom 2  

    Jesli chodzi o nr silnika rowniez ja mialem maly problem podczas pierwszego przegladu w Polsce. Nieczytelne byly 4 ostetnie pozycje z numeru silnika. Czyscilem wybity numer na wszelkie sposoby tylko by mozna bylo odczytac numer podczas przegladu. Na szczescie technik na stacji diagnostycznej posiadal dobre okularki i numer zostal odczytany. Niestety zdarzaly sie przypadki ze konieczne bylo wtorne nabijanie numerow silnika co oczywiscie wieze sie z dodatkowym kosztem. Tak wiec kumple teraz dokladnie zaczeli przegladac sie oznaczeniom silnika. Osobiscie rowniez polecam przy zakupie samochodu przywiazywanie uwagi nawet do niby blachych szczegolow.

  • #48 28 Lut 2005 16:04
    mkos1
    Poziom 29  

    Co do przygód z mechaniorami to ja przytoczę swoją:
    Miałem kiedyś audi'ka z 1984r. i ...zdażył mi sie mały "dzwonek" tak, że pas przedni z prawym błotnikiem poszedł do wymiany.
    Remont robił mój znajomy mechanik i doszedłem do wniosku, że skoro już pojazd jest u niego to przy okazji wymieniłby mi pierścienie w silniku bo już motorek miał sporawe przedmuchy.
    Robota trochę się u niego ślimaczyła bo przy okazji jeszcze inne fuchy robił ale .... jakoś się skączyła.
    Skasował mnie przy tym tak "po znajomości" :!: że już więcej nie miałem zamiaru do niego jechać.
    Niestety ... po ok 2 tys. km coś zaczęło stukać w silniku a szczególnie jak pracował niezbyt obciążony. Z powodu braku innych punktów zaczepienia pojechałem znów do niego. Po osłuchaniu i zdjęciu pokrywy rozrządu niestety nic nie zaobserwowaliśmy. Toteż zdjęliśmy głowicę, gdyż znajomy uważał, że mogła się uszkodzić prowadnica zaworu.
    Okazało się jednak, że w głowicy było wszystko OK a za to ... pękł tłok.
    Pajac (bo innaczej tego nazwać chyba nie można) nie założył zabezpieczenia na sworzniu tłokowym i sworzeń się wysunął. Siły działające na tłok spowodowały jego węknięcie na wewnętrznej części przy otworze sworznia.
    Skączyło sie to zakupem na szrocie drugiego silnika i poskładaniem "jednego z dwóch". Na szczęście tuleja miała tylko jedną niezbyt głęboką rysę wzdłuż gładzi zrobioną przez ten sworzeń.
    Najciekawsze w tyum wszystkim jest fakt, że ten znajomy twierdził, że znalazł zabezpieczenie w nisce olejowej bo musiało wypaść. ;)
    Uważam, że jakby ono wypadło to na gładzi cylindra nie byłaby tylko jedna rysa - byłaby wieksza "masakra".
    Podsumowując - możemy mieć znajomych mechaników ale niestety nie zawsze można na nich polegać.
    Obecnie jak miałbym prowadzić gdzieś autko do kogos do naprawy to .... byłbym chory przez miesiąc.

    Pozdrawiam !

  • #49 28 Lut 2005 16:56
    Slawek J
    Poziom 30  

    Dlatego nie warto kupowac aut o podejrzanie niskiej cenie poniewaz nikt przy zdrowych zmyslach nie oddaje dobrego samochodu za darmo.
    A sam sprowadzalem auto tyle ze nie z niemiec a austrii. Mam tam ojca to znajdzie bo jechac po to zeby przesiedziec 2 tyg na zachodzie to wcale nas to auto taniej nie wyjdzie.
    Ojciec dzwoni do goscia o passata bodajze 93r 2.8VR6, cena okazyjna przebieg 147 tys km udokumentowany. No to pojechal i co widzi siedzi turek wygodnie na placu w fotelu passat jest i nawet ksiazke ma. Przebieg 153 tys. a ten co byl robiny przy 147 tys sie zgadzal tylko ze w 2000 roku.
    Nikt mi nie powie ze ktos przejezdzil autem przez 4 lata 6 tys km.
    Normalni ludzie na zachodzie nie cofaja licznikow tylko robia to handlarze, wiadomo inaczej wyglada auto z przebiegiem 100 000 km niz 300 tys km.

  • #50 28 Lut 2005 23:53
    sewik
    Poziom 14  

    Wracając do tematu przewodniego krótka historia mojego kumpla z pracy. Rzecz działa sie jakieś 2,5 roku temu. Facet kompletnie niezna sie na autach ale z żoną odłożoli trochę grosiwa i postanowili coś zakupic. W kupnie pomagał im wójek małżonki bo w temacie obeznany sprowadza, skupuje, sprzedaje i takie tam (handlarz). Upatrzył im Escorta 93r. 132tys. przebieg jedyne 13tys. zł. Radość była wielka ale krótka, niebawem okazało się że należy robić tylne zawieszenie, wkrótce potym naprawiał kolumne kierownicy jakby tego było mało okazalo sie że auto zamiast 132tys ma najechane chyba ze 332tys bo mocy prawie zero a mechanik kiedy wyciągnoł wałek rozrządu to niemal wszystkie krzywki były oprawie okrągłe oczywiście do tego panewki i pierscienie.
    Wujek za fatyge oczywiście wzioł swoją dole a kleś dokadał i dokładał do poleconego sprzeta. Na domiar tego wszystkiego założył sobie gaz i terz nie trafił najlepiej. Do auta z wtryskiem gaziarz założył mu instalkę od gaźnikowca i żeby bylo śmiesznie bo pewnie niemógł dać sobie rady odpioł mu sonde co oczywiście okazało sie dopiero na przeglądzie. Teraz tłucze tego polikowanego klamota któremu zaczyna sypać sie podłoga i progi bo przecierz zainwestował w niego kupe kasy i dalej przeklina bo auto spala mu jakieś 15l. gazu przy jeździe po mieście.

  • #51 01 Mar 2005 00:04
    kordel
    Poziom 25  

    mkos1 napisał:
    Podsumowując - możemy mieć znajomych mechaników ale niestety nie zawsze można na nich polegać.


    Jak chcesz zeby cos bylo zrobione dobrze to zrob to sam. Tato mnie tego nauczyl, a zycie mnie w tym utwierdzilo.

    A co do mechanikow: Kumpel kiedys zaprowadzil samochod do blacharza po malej stluczce (ktos mu wjechal w tyl). Koszt naprawy 3500zl bo kupowal wszystkie czesci nowe (taki sobie maniak ale na to nie mam wplywu - mozna powiedziec, ze wspiera przemysl samochodowy :-) ja nie mam nic przeciwko, ale, np. lewa lampa byla zbita wiec wymienil i prawa zeby obie byly nowe :-) - prawa byla nienaruszona). Mina tydzien auto wyjechalo od blacharza. Bylo zrobione swietnie, za to go musze pochwalic. Ale jezdzilo gorzej niz zastawa z 1970 roku bez silnika. Co sie okazalo? Blacharz przy okazji wymienil z pol silnika, jak nie caly. Kumpel zrobil mu taki raban, ze koles kupil mu w sklepie wszystkie czesci, ktore podmienil i jeszcze oddal kase, ktora wzia za naprawe tylu zeby tylko kumpel nie rozpowiedzial tego. Suma sumarum kumpel mial swietne auto z prawie calym nowym silnikiem :-)

  • #52 01 Mar 2005 13:28
    niwe
    Poziom 15  

    Pfemek napisał:
    Co do tego golfa, moze po prostu w końcu trzeba obalić mit ze te auta sa super i bezawaryjne??? Co przegladam forum to widze posty typu : golf III problem..., golf II uszkodzone... itp a do tego cena takiego uzywanego golfa II w stosunku do rocznika po prostu zwala z nóg. To chyba juz taka nasza mentalność polska ze niemieckie to musi być super. Przytocze jeszcze coś co powiedział kiedyś moj znajomy (wlasciel golfa III) "...to sa niemieckie konie, lepsze..." (chodzi o moc) zostawiam bez komentarza... :)


    Wszyscy, jak chodzi o auta używane, najeżdzają tylko i wyłącznie na auta niemieckie. Ja widzę, że pojazdy made in francja, japonia też sie sypią i wcale nie rzadziej niż niemieckie. W przeswiadczeniu o niezawodności samochodów większość właścicieli o nie nie dba, bo przecież jak dobre to sie nie psuje - a później niemieckie złe, niemieckie awaryjne... Jak siedba o samochód to będzie dobry. Każdy potrafi jeździć, ale chodzić koło auta też trzeba umieć.

    Mam audi i jestem z niej zadowolony. Dalej uważam, że auta produkują tylko i wyłącznie niemcy. Reszta to samochody...
    Mentalność...ha, ha, ha, dobre sobie.

  • #53 01 Mar 2005 17:52
    neo2k
    Poziom 18  

    jakis czas temu, bym wielki "boom" na diesle, i rzecz sie miala na olsztynskiej gieldzie, jacys ludzie przyjechali kupic forda diesla
    i kupili fieste wlasnie w dieselku
    jakiez bylo rozczarowanie gdy za chwile po kupnie chcieli zatankowac i okazalo sie, ze pistlet to tankowania nie chcial wejsc do baku, poprostu okazalo sie ze to nie zaden diesel tylko benzyniak
    i to sie nazywa wtopa:)
    pozdro

  • #54 01 Mar 2005 18:03
    Stefanek1
    Poziom 26  

    Miałem to zostawić bez komentarza,.........ale Fordy, czy benzyniak, czy diesel mają taka sama budę, takie same zbiorniki i takie same wlewy paliwa.
    8O 8O 8O
    Pozdr.

  • #55 01 Mar 2005 18:26
    mkos1
    Poziom 29  

    Mój sąsiad miał kiedyś Golfa '79r - też osoba postronna mogła stwierdzić, że to diesel słuchając pracy silnika :-)

  • #56 01 Mar 2005 23:05
    cypherius
    Poziom 14  

    moze probowali zalac ON dla tirow ? :>

  • #57 02 Mar 2005 01:04
    inglis
    Poziom 12  

    tez kupilem opla byl dobry jak zatankowallem orlen jakies paskuctwo silnik do remontu

  • #58 02 Mar 2005 18:37
    neo2k
    Poziom 18  

    w sumie to nieladnie smiac sie z cudzego nieszczescia, ale o tej fiescie dosc glosno bylo w lokalnych gazetach, takze jak ktos chce mozna sprawdzic

  • #59 02 Mar 2005 19:12
    Stefanek1
    Poziom 26  

    Końcówka do tankowania diesla, jest taka sama jak pozostałe i wchodzi do benzynowego wlewu........ i odwrotnie.
    I w dalsdzym ciągu twierdzę, ze to bzdura, co pisze neo2k , a dlaczego to wyjaśniłem juz wcześniej.

    Zresztą przypomnę:

    Stefanek1 napisał:
    Miałem to zostawić bez komentarza,.........ale Fordy, czy benzyniak, czy diesel mają taka sama budę, takie same zbiorniki i takie same wlewy paliwa.
    8O 8O 8O
    Pozdr.

  • #60 02 Mar 2005 23:23
    cypherius
    Poziom 14  

    neo2k - wierzyc gazetom to tak jak Rydzykowi prawie ;)

  Szukaj w 5mln produktów