ŚWIĘTE SŁOWA!!
OK, opowiem całą prawdę.
W VW T4 Multivan są 2 akumulatory po min. 80Ah każdy, u mnie ten od silnika był BOSCH samoobsługowy a tylny (pod siedzeniem kierowcy dla potrzeb części pasażerskiej) jakiś niemarkowy tradycyjnej konstrukcji. Po przekręceniu stacyjki specjalny przekaźnik zwiera plusy obu akumulatorów, na czas ładowania podczas jazdy. Kiedy wyłączysz stacyjkę aku się rozłączają i można ich używać rozdzielnie dla silnika oraz dla oświetlania, lodówki i innych urządzeń w środku auta. W nowszych modelach jest ponoć układ elektroniczny, który je rozłącza automatycznie gdy nap. instalacji spadnie poniżej nap. ładowania. U mnie prosty przekaźnik reagujący na kluczyk w stacyjce.
Tak więc pozostawiając przekręconą stacyjkę wentylatorki, których w tym aucie jest 3 (nawiew przód, nawiew górny części pasażerskiej, nawiew dolny z nagrzewnicy części pasażerskiej - nie pamiętam które kręciły) i radio wyssały oba akumulatory do "0". Przedni miał 7 V, tylny rozładowywał się aż cewka przekaźnika "odpadła" czyli pewno do jakichś 8V. Po odpaleniu auta na pych z załączonym zapłonem i zwartymi rozładowanymi akumulatorami
alternator dostał takie uderzenie, że się po prostu rozpadł. Udało mi się znaleźć życzliwą duszę, podładowałem 1 akum, 2-gi odpiąłem i przejechałem autostradą bez ładowania, z wyłączonymi światłami, radiem i bez kerunkowskazów unikając naciskania stopu ze 300km.
Auto jechało i silnik pracował przy 6,8V!!
Od tego czasu żaden z 2-ch akumulatorów nie trzyma prądu. w Boschu zielona lampka zgasła i mimo ładowania nie chce się zapalić. W tym drugim uzupełniłem elektrolit wodą do właściwego poziomu, ładuję i ładuję, napięcie przy ładowaniu jest OK, prąd nie spada poniżej 2A, elektrolit gazuje, areometr pokazuje że gęstość elektrolitu nie chce opuścić czerwonego pola a sam elektrolit ma barwę burą.
Piszę to ku przestrodze, bo ja mam już "po ptokach". Naprawa alternatora 250zł + 2 akumulatory po 80Ah, przez nieuwagę
