Z powodu rozmaitych perypetii rodzinnych skoda stała w garażu 2 lata. Aku był wyjęty. Ostani raz kontrolnie odpalania rok temu. Sprawy się nieco rozwiązały, więc dziś chciałem ją ruszyć i pojechać na przegląd, podłączam naładowany aku, kluczyk na START a tu d... w krzakach. Jedynie coś walnie w rozruszniku i kontrolki gasną. Podłączam kontrolnie inny aku - to samo. Miernik pokazuje 1V kiedy próbuję odpalić. Słychać tylko stuk, jakby był zblokowany silnik. Ale na popych pali aż miło. Jak zgaszę to już nie odpali, ale raz rozrusznik odpalil, potem znów nic.
Czy od długiego stania mógł się zwalić rozrusznik? Czy jak jest zawieszony to może robić zwarcie? (1V na mierniku) Słyszałem że można walnąć w rozrusznik gumowym młotkiem, czy można tak spróbować na początek?
Poza tym sprawdziłem kable, plus rozrusznika, masę silnika i wszystko jest ok. Nic nie jest zaśniedziałe.
Czy od długiego stania mógł się zwalić rozrusznik? Czy jak jest zawieszony to może robić zwarcie? (1V na mierniku) Słyszałem że można walnąć w rozrusznik gumowym młotkiem, czy można tak spróbować na początek?
Poza tym sprawdziłem kable, plus rozrusznika, masę silnika i wszystko jest ok. Nic nie jest zaśniedziałe.