Po ujechaniu ok 2km zapalił mi się wskaźnik STOP (kontrolki nie wskazywały żadnego błędu). Zatrzymałem się. Pomimo niewielkiego wycieku z chłodnicy o którym wcześniej nie wiedziałem (temperatura silnika w normie), na oko nie stało się nic. Niestety samochód już nie odpalił. Kolega z forum 206 club net naprowadził mnie, że może być to akumulator. Ja myślałem raczej o uszczelce pod głowicą lub jeszcze gorzej, no bo auto odpaliło feralnego dnia za pierwszym razem na dotyk!
Ale... sprawdziłem miernikiem napięcie między zaciskami akumulatora i okazało się być bardzo niskie (10,5V). Akumulator, to Tudor 12V L0 250/390 A EN (bezobsługowy). Prawdopodobnie jego pojemność wynosi 42Ah i chyba jest od nowości w aucie. Jeżdżę niedużo w cyklu głównie weekendowym ale nie po mieście (220 km rozłożone na dwie trasy po 50 i dwie po 60 km) - jednak zawsze z klimą i z załączonym radyjkiem. W tygodniu samochód stoi i się nudzi. Jeżdżę tak od dawna i nigdy nie miałem kłopotów tego typu.
Ładowałem akumulator przez około 7h prostownikiem "feu-vertowym" o max prądzie 4A (prąd ładowania ponad 2A). Wg skali na tym prostowniku akumulator naładował się do ok 70% po czym więcej już nie chciał - tzn. wskaźnik ładowania nie zmieniał się od 2h. Nie bardzo rozumiem, czy prostownik jest za słaby, czy to max dostępna pojemność zużytego akumulatora? W momencie odłączania, napięcie ładowania wynosiło jak dobrze pamiętam ok 15.5V.
Po załadowaniu do samochodu, auto odpaliło. Pomierzyłem to co umiałem:
- napięcie na zaciskach w spoczynku - 12,7V
- bieg jałowy - 14,4V
- włączone światła, klimatyzacja na max, bieg jałowy - 14,1V
- to samo co wyżej przy 3000 obr. - 14,3V
- prąd podczas postoju (samochód zamknięty, wszystkie odbiorniki wyłączone, auto bez alarmu) - 0,02A
Z pomiarów wynika, że alternator chyba działa prawidłowo. Prąd "postojowy" chyba też ok?
Czy to ewidentny koniec akumulatora?
Dlaczego migała kontrolka STOPu? Przecież podczas jazdy prąd chyba nie jest pobierany z akumulatora?
Dlaczego odpalał zawsze za pierwszym razem? Czy kończący się akumulator to nie coraz większe kłopoty za zapłonem?
Zostawiłem go podłączonego do auta i wieczorem po pracy sprawdzę znowu jakie jest napięcie i czy odpala.
Ale... sprawdziłem miernikiem napięcie między zaciskami akumulatora i okazało się być bardzo niskie (10,5V). Akumulator, to Tudor 12V L0 250/390 A EN (bezobsługowy). Prawdopodobnie jego pojemność wynosi 42Ah i chyba jest od nowości w aucie. Jeżdżę niedużo w cyklu głównie weekendowym ale nie po mieście (220 km rozłożone na dwie trasy po 50 i dwie po 60 km) - jednak zawsze z klimą i z załączonym radyjkiem. W tygodniu samochód stoi i się nudzi. Jeżdżę tak od dawna i nigdy nie miałem kłopotów tego typu.
Ładowałem akumulator przez około 7h prostownikiem "feu-vertowym" o max prądzie 4A (prąd ładowania ponad 2A). Wg skali na tym prostowniku akumulator naładował się do ok 70% po czym więcej już nie chciał - tzn. wskaźnik ładowania nie zmieniał się od 2h. Nie bardzo rozumiem, czy prostownik jest za słaby, czy to max dostępna pojemność zużytego akumulatora? W momencie odłączania, napięcie ładowania wynosiło jak dobrze pamiętam ok 15.5V.
Po załadowaniu do samochodu, auto odpaliło. Pomierzyłem to co umiałem:
- napięcie na zaciskach w spoczynku - 12,7V
- bieg jałowy - 14,4V
- włączone światła, klimatyzacja na max, bieg jałowy - 14,1V
- to samo co wyżej przy 3000 obr. - 14,3V
- prąd podczas postoju (samochód zamknięty, wszystkie odbiorniki wyłączone, auto bez alarmu) - 0,02A
Z pomiarów wynika, że alternator chyba działa prawidłowo. Prąd "postojowy" chyba też ok?
Czy to ewidentny koniec akumulatora?
Dlaczego migała kontrolka STOPu? Przecież podczas jazdy prąd chyba nie jest pobierany z akumulatora?
Dlaczego odpalał zawsze za pierwszym razem? Czy kończący się akumulator to nie coraz większe kłopoty za zapłonem?
Zostawiłem go podłączonego do auta i wieczorem po pracy sprawdzę znowu jakie jest napięcie i czy odpala.