No tak, nawet w C (a nawet tym bardziej w C) kod można tak spieprzyć, że dobrze napisany kod w bascomie będzie przy nim demonem prędkości...;]
No ale zakładam jednak skończoną głupotę programisty, i fakt, że potrafi on chociaż troszeczkę... Czyli inaczej: w pewnych ściśle określonych okolicznościach, bubel w C będzie i tak lepszy niż ten sam bubel w bascomie...;] OK improwizuję
No cóż, za mało nas w tym wątku na konstruktywną wojnę ;]
Ale ja i tak obstawiam przy swoim, i twierdzę jasno, że bascom jest zły. Aczkolwiek
nie twierdzę że
programista bascoma jest zły. Chodzi mi o samo narzędzie jakim jest bascom - zamiast przybliżyć tajniki zaawansowanego kodzenia na mikrokontrolery, powstała makieta przyjmująca polecenia w dziwnym dialekcie (ani to BASIC, ani to fortran, ani to C, ani python...), i jednocześnie ograniczonym, i obecnie cała rzesza potencjalnych dobrych programistów, rzuca się na to badziewie, nie mając świadomości o następstwach i ograniczeniach narzucanych przez ten język programowania.
Więc niech jasne będzie, że do
programistów bascoma NIC nie mam, ale do samego bascoma, już tak. Sądzę, że Mark Alberts się zagalopował, tworząc interfejs programowania aż tak prosty, wręcz zwalniający z myślenia, i zamiast stworzyć narzędzie wprowadzające w świat mikrokontrolerów, stworzył narzędzie potencjalnie ogłupiające masy potencjalnych kreatywnych twórców, którzy zaczynając od bascoma, już na zawsze się do niego ograniczą, i świata poza nim i AVRami nie będą widzieć...