Witam. Postaram się przybliżyć jak najlepiej potrafię swój problem.
Co jakiś okres czasu(szczególnie kiedy nie jeżdżę nim około tygodnia) rozładowuje mi się akumulator. Z początku pomyślałem, że to wina tuby, odłączyłem podładowałem akumulator i zima jakoś minęła. Potem znowu ten sam problem-w tym wypadku wymieniłem akumulator. Pojeździłem znowu paru miesięcy, akumulator rozładowany-myślę sobie ok załaduję i zawiozę do elektryka. Elektryk powiedział, że wszystko wygląda w porządku...mija jakiś okres czasu, akumulator znowu rozładowany. Tym razem po podłączeniu prostownika nic nie wskazuje na to aby się ładował(strzałka zostaje w połowie licznika). Nic podładowałem znowu pare miesięcy spokoju. I nie tak dalej jak przedwczoraj znowu rozładowany aku, przyczyna pare dni auto sobie stało. Podładowałem, mimo że strzałka stała blisko zera. Po dwóch dniach ładowania ponownie wrzuciłem akumulator do auta i...odpalił ale od razu wyczułem, że coś słabo kręci tak jakby się ledwo przyładował. Być może problem tkwi w tym, że tuba nadal jest podłączona do masy, ale przewody idące do aku odłączyłem. Jednak jeśli tak to dlaczego elektryk stwierdził, że pobór czy jest tuba podłączona czy nie mieści się w normie?
Nie mam autoalarmu więc on na pewno mi nie szkodzi.
Rozpisałem się trochę, żeby przedstawić problem jak najlepiej potrafię.
ps. elektryk coś wspomniał, że przy moim jeżdżeniu 6km w jedną stronę i z powrotem do pracy akumulator się po prostu nie doładowuje i to może być problem...tylko że znam osoby jeżdżące jeszcze mniej i nie mające takiego problemu
Co jakiś okres czasu(szczególnie kiedy nie jeżdżę nim około tygodnia) rozładowuje mi się akumulator. Z początku pomyślałem, że to wina tuby, odłączyłem podładowałem akumulator i zima jakoś minęła. Potem znowu ten sam problem-w tym wypadku wymieniłem akumulator. Pojeździłem znowu paru miesięcy, akumulator rozładowany-myślę sobie ok załaduję i zawiozę do elektryka. Elektryk powiedział, że wszystko wygląda w porządku...mija jakiś okres czasu, akumulator znowu rozładowany. Tym razem po podłączeniu prostownika nic nie wskazuje na to aby się ładował(strzałka zostaje w połowie licznika). Nic podładowałem znowu pare miesięcy spokoju. I nie tak dalej jak przedwczoraj znowu rozładowany aku, przyczyna pare dni auto sobie stało. Podładowałem, mimo że strzałka stała blisko zera. Po dwóch dniach ładowania ponownie wrzuciłem akumulator do auta i...odpalił ale od razu wyczułem, że coś słabo kręci tak jakby się ledwo przyładował. Być może problem tkwi w tym, że tuba nadal jest podłączona do masy, ale przewody idące do aku odłączyłem. Jednak jeśli tak to dlaczego elektryk stwierdził, że pobór czy jest tuba podłączona czy nie mieści się w normie?
Nie mam autoalarmu więc on na pewno mi nie szkodzi.
Rozpisałem się trochę, żeby przedstawić problem jak najlepiej potrafię.
ps. elektryk coś wspomniał, że przy moim jeżdżeniu 6km w jedną stronę i z powrotem do pracy akumulator się po prostu nie doładowuje i to może być problem...tylko że znam osoby jeżdżące jeszcze mniej i nie mające takiego problemu