Witam.
Po zaprowadzeniu do mechanika mojego Opla, elektromechanik stwierdził (to co przypuszczałem) uszkodziły się diody w alternatorze. Podobno jeszcze coś tam wymienił...
No dobra, wziął te 380 zł i ładnie mu podziękowałem. Dał gwarancje na 6 miesięcy. Pojeździłem miesiąc.
Tydzień temu ponownie to samo się stało, więc zawiozłem samochód.
Dziś dzwoni do mnie i mówi, że ok jakoś na gwarancja przejdzie ale już drugi raz nie da rady tego na gwarancję dać bo ma zastrzeżenia do kostki z przodu maski, kabelki podłączone są bezpośrednio do siebie, bardzo dobrze zabezpieczone, kostka została wyrzucona...
Cały ten szef mówi, że gdy zawiozłem pierwszy raz samochód spaliły się tylko 2 diody, teraz (jak to szefa na gwarancji), że wszystkie 9, regulator napięcia i jest to niemożliwe, że wszystko padło na raz, i jest to przyczyna tych kabelków z przodu maski. No dobra tylko czemu ja mam mu wierzyć, że on sobie tak gada, w końcu chroni swoją d...ę i renomę swojej firmy.
Wcale nie chcę dotykać się do tych kabelków...
Mówi, że to co należało zostało wymienione w alternatorze i niby regulator napięcia.
Sądzicie, że sobie leci sobie ze mną?
Po odebraniu auta proponujecie zaprowadzenie samochodu do innego elektromechanika?
Bo nie płaciłem 380 zł żeby pojeździć sobie miesiąc.
Mówi, że te właśnie kabelki mogą być, źle ze sobą podłączone i to jest tego wina, ale gdyby był chociaż 1 źle podłączony to od razy by się spaliło coś.
Proszę o rady.
Po zaprowadzeniu do mechanika mojego Opla, elektromechanik stwierdził (to co przypuszczałem) uszkodziły się diody w alternatorze. Podobno jeszcze coś tam wymienił...
No dobra, wziął te 380 zł i ładnie mu podziękowałem. Dał gwarancje na 6 miesięcy. Pojeździłem miesiąc.
Tydzień temu ponownie to samo się stało, więc zawiozłem samochód.
Dziś dzwoni do mnie i mówi, że ok jakoś na gwarancja przejdzie ale już drugi raz nie da rady tego na gwarancję dać bo ma zastrzeżenia do kostki z przodu maski, kabelki podłączone są bezpośrednio do siebie, bardzo dobrze zabezpieczone, kostka została wyrzucona...
Cały ten szef mówi, że gdy zawiozłem pierwszy raz samochód spaliły się tylko 2 diody, teraz (jak to szefa na gwarancji), że wszystkie 9, regulator napięcia i jest to niemożliwe, że wszystko padło na raz, i jest to przyczyna tych kabelków z przodu maski. No dobra tylko czemu ja mam mu wierzyć, że on sobie tak gada, w końcu chroni swoją d...ę i renomę swojej firmy.
Wcale nie chcę dotykać się do tych kabelków...
Mówi, że to co należało zostało wymienione w alternatorze i niby regulator napięcia.
Sądzicie, że sobie leci sobie ze mną?
Po odebraniu auta proponujecie zaprowadzenie samochodu do innego elektromechanika?
Bo nie płaciłem 380 zł żeby pojeździć sobie miesiąc.
Mówi, że te właśnie kabelki mogą być, źle ze sobą podłączone i to jest tego wina, ale gdyby był chociaż 1 źle podłączony to od razy by się spaliło coś.
Proszę o rady.