Witam.
Pojawił się u mnie problem z sondą lambda przed katalizatorem.
Okazało się, że znienacka padła sonda, bez żadnego ostrzeżenia.
Zamiast panikować i od razu wymieniać, nauczony poprzednim problemem z przepływką a raczej z jej spinką, która się odpinała, postanowiłem sprawdzić wtyczkę i przewody.
Pod pancerzem, w którym są kable od wtyczki sondy po stronie silnika odkryłem, że biały przewód był przerwany i się rozłączył.
Skręciłem na razie na krótko, ale mam pytanie czy to wystarczy?
Czy montować taki styk na kabel?
I czy kontrolka awarii sama zgaśnie?
Czy zrobić to komputerowo i przy okazji sprawdzić, czy błąd się powtarza?
Puki co zaoszczędziłem 300zł
, badanie komputerowe za 30zł mnie nie zbawi.
Ale co myślicie?
Pojawił się u mnie problem z sondą lambda przed katalizatorem.
Okazało się, że znienacka padła sonda, bez żadnego ostrzeżenia.
Zamiast panikować i od razu wymieniać, nauczony poprzednim problemem z przepływką a raczej z jej spinką, która się odpinała, postanowiłem sprawdzić wtyczkę i przewody.
Pod pancerzem, w którym są kable od wtyczki sondy po stronie silnika odkryłem, że biały przewód był przerwany i się rozłączył.
Skręciłem na razie na krótko, ale mam pytanie czy to wystarczy?
Czy montować taki styk na kabel?
I czy kontrolka awarii sama zgaśnie?
Czy zrobić to komputerowo i przy okazji sprawdzić, czy błąd się powtarza?
Puki co zaoszczędziłem 300zł
Ale co myślicie?