Rozrusznik:
Zaczęło się od problemów z odpalaniem - zdarzało się, że rozrusznik ledwo obrócił, a za kolejnym razem stał w miejscu. Pierwszym wyjaśnieniem było to, że tryby rozrusznika i koła zamachowego nie zazębiają się prawidłowo tylko klinują. Przemawiało za tym to, że sytuacja taka zdarzała się raz na kilkanaście odpaleń do czasu aż w ogóle przestał palić (raz obrócił, a potem już nie dawał rady).
Po zaniesieniu rozrusznika do gościa który nimi się zajmuje okazało się że coś jest w nim uszkodzone i nie da się zregenerować (jestem w hiszpanii i za dużo nie zrozumiałem).
Akumulator:
Teraz pojawił się problem z akumulatorem (lubił się rozładowywać na postoju). Zauważyłem również, że wyciekło z niego sporo kwasu - pod maską jest dużo wżerów od strug cieknącego kwasu. Czy możliwe, że katowanie akumulatora prądem zwarciowym (napięcie przy próbie rozruchu spadało do pojedynczych woltów) przez dłuższy czas sprawiało że po ostatecznym odpaleniu na pych (i rozpoczęciu ładowania) kwas się wylewał (gotował?) w czasie jazdy?
Po wyjęciu rozrusznika akumulator rozładował się na postoju (2 V) i przy próbie naładowania paliły się bezpieczniki (10 A) w prostowniku (analogowym).
Alternator/regulator:
Tą opcję starałem się wykluczyć dla spokoju psychicznego, ale też trzeba wziąć to pod uwagę... Mogło tak być, że akumulator był źle ładowany (na biegu jałowym silnika było jeśli dobrze pamiętam ok 13 V; nie wiem jak się to mogło zachowywać na wyższych obrotach)? To by mogło wyjaśnić wylewający się kwas i rozładowywanie się akumulatora na postoju? Wydaje mi się, że jeśli miałby paść alternator/regulator, to raczej by akumulatora "niedoładowywał" niż "przeładowywał".
Gdzieś przeczytałem, że w ramach testu można odłączyć akumulator przy pracującym silniku. Skutek może świadczyć o poprawności pracy alternatora/regulatora. (nie wydaje mi się żeby miało to jakiś związek z ładowaniem)
Zaczęło się od problemów z odpalaniem - zdarzało się, że rozrusznik ledwo obrócił, a za kolejnym razem stał w miejscu. Pierwszym wyjaśnieniem było to, że tryby rozrusznika i koła zamachowego nie zazębiają się prawidłowo tylko klinują. Przemawiało za tym to, że sytuacja taka zdarzała się raz na kilkanaście odpaleń do czasu aż w ogóle przestał palić (raz obrócił, a potem już nie dawał rady).
Po zaniesieniu rozrusznika do gościa który nimi się zajmuje okazało się że coś jest w nim uszkodzone i nie da się zregenerować (jestem w hiszpanii i za dużo nie zrozumiałem).
Akumulator:
Teraz pojawił się problem z akumulatorem (lubił się rozładowywać na postoju). Zauważyłem również, że wyciekło z niego sporo kwasu - pod maską jest dużo wżerów od strug cieknącego kwasu. Czy możliwe, że katowanie akumulatora prądem zwarciowym (napięcie przy próbie rozruchu spadało do pojedynczych woltów) przez dłuższy czas sprawiało że po ostatecznym odpaleniu na pych (i rozpoczęciu ładowania) kwas się wylewał (gotował?) w czasie jazdy?
Po wyjęciu rozrusznika akumulator rozładował się na postoju (2 V) i przy próbie naładowania paliły się bezpieczniki (10 A) w prostowniku (analogowym).
Alternator/regulator:
Tą opcję starałem się wykluczyć dla spokoju psychicznego, ale też trzeba wziąć to pod uwagę... Mogło tak być, że akumulator był źle ładowany (na biegu jałowym silnika było jeśli dobrze pamiętam ok 13 V; nie wiem jak się to mogło zachowywać na wyższych obrotach)? To by mogło wyjaśnić wylewający się kwas i rozładowywanie się akumulatora na postoju? Wydaje mi się, że jeśli miałby paść alternator/regulator, to raczej by akumulatora "niedoładowywał" niż "przeładowywał".
Gdzieś przeczytałem, że w ramach testu można odłączyć akumulator przy pracującym silniku. Skutek może świadczyć o poprawności pracy alternatora/regulatora. (nie wydaje mi się żeby miało to jakiś związek z ładowaniem)