seweryn78 napisał: Podladowac go przez noc,czy zaczekac az sie pojawi zielona kuleczka w akumulatorze.
Powiem tak - mam futurę o mniejszej pojemności już od ponad 6 lat i ma cały czas zielone oczko. Wygląda całkiem podobnie jak ta na zdjęciu, więc powinien być dostęp do korków na celach po zdjęciu tej pokrywki z napisem Centra Futura. Można wtedy sprawdzić poziom elektrolitu (5-10m nad płytami) i ewentualne ubytki uzupełnić wodą destylowaną (zdemineralizowaną), można zmierzyć gęstość elektrolitu. Tu jest prawdopodobnie problem gwarancji (2 lata) i trzeba wybrać wątpliwa gwarancja, czy zdrowy akumulator - ja wybrałem to drugie czyli zdjąłem pokrywkę i regularnie raz w roku robię to o czym napisałem wyżej. To w megance.
Mam drugi akumulator oryginalny Toyoty w corolli - drugi, bo pierwszy się rozszczelnił i został wymieniony na gwarancji. w tych akumulatorach niestety, nie ma dostępu do korków i w/w czynności nie da się wykonać.
W tym drugim akumulatorze gdzieś po trzech - czterech miesiącach zielone oczko znikło.
W serwisie jak to zgłosiłem (gwarancja), pomierzyli napięcie i prąd rozruchowy i stwierdzili, że wszystko jest w normie i na tym się skończyło. Akumulatorowi dobiega pięć lat i nie okazuję oznak zmęczenia.
Nie wiem jak jest zawieszane to zielone oczko, ale przypuszczam, że jakoś obrotowo i być może zależy to nie tylko od gęstości elektrolitu ole również od jego poziomu. Dlaczego tak sądzę, bo na początku pojawiało się ono po lekkim przechyleniu akumulatora na stronę okienka. Teraz nie pojawia się już wcale, przypuszczam, że poziom elektrolitu jest za niski, ale nie mam jak tego sprawdzić.
Teraz ładowanie akumulatora. To co niektórzy koledzy doradzają (ładować takim a takim prądem tyle i tyle czasu) jest podejściem sztampowym. Przy akumulatorach z dostępem do cel pół biedy, bo zawsze efekty przeładowania jak to jeden kolega napisał, można usunąć (uzupełnić wodą ubytek elektrolitu), ale w akumulatorach zamkniętych to nie wchodzi w grę. Tu żeby akumulator cieszył się długim zdrowiem jak już go doładowujemy, a takie okresowe doładowywanie (szczególnie zimą i przy częstych ale krótkich odcinkach jechanych) jest jak najbardziej wskazane. Wskazane jest ładowanie stałonapięciowe (takie jak w samochodzie) i wtedy prąd ładowania dobiera sobie sam akumulator w zależności od stopnia rozładowania. W praktyce jest to raczej trudne do zrealizowania przy ładowaniu zwykłym prostownikiem. Prostownik do ładowania takich akumulatorów powinien mieć automatykę, która poza innymi różnymi bajerami powinna spełniać jeden podstawowy warunek - powinna przerywać proces ładowania akumulatora gdy napięcie na jego zaciskach osiągnie napięcie 14.4-14.5V i wznawiać go gdy to napięcie samoistnie spadnie do np 13.5V (tak jest w moim prostowniku) i tak w kółeczko dopóki prostownik jest podłączony do akumulatora.
Ładowanie takim prostownikiem jest bezpieczne, akumulator do takiego prostownika może być podłączony nawet przez tydzień - nie doprowadzi do przeładowania i skutków z tym związanych). Dlatego przy zakupie prostownika dla mnie jest to nadrzędny i najważniejszy warunek jaki musi spełniać, abym go kupił.