Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Elektroda.pl
IT SerwisIT Serwis
Proszę, dodaj wyjątek dla www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Dlaczego np. laptop po skończonej gwarancji zaczyna się psuć?

22 Gru 2011 02:22 7542 37
  • Poziom 16  
    Jak myślicie? Polecam obejrzenie filmu poniżej i zapoznanie się z pojęciem "planowane postarzanie produktu", "zaplanowana nieprzydatność". Słyszał ktoś o tym?


    Link


    P.S. Zaciekawił mnie szczególnie wątek z drukarką i microchipem. Może niedługo producenci zaczną stosować coś takiego w laptopach?
    Czekam na Wasze opinie.
  • IT SerwisIT Serwis
  • Pomocny post
    Moderator - Komputery Serwis
    Ciekawy materiał :)
    Nie od dziś wiadomo, że większość producentów modli się, żeby dzień po gwarancji sprzęt padł - klient kupi nowy, ostatecznie serwis pogwarancyjny też jest źródłem dochodu dla firmy.

    Myślę, że bardziej planować postarzania laptopów za pomocą chipów już nie trzeba. W końcu producenci zostali zmuszeni do stosowania lutów bezołowiowych (kiedyś stosowano lut z domieszką trzydziestu kilku procent ołowiu). Długotrwałe mocne podgrzewanie fragmentu płyty głównej spowoduje prędzej czy później jej delikatne odkształcenie. Lut ołowiowy do pewnego stopnia by się wyciągnął, bezołowiowy pęknie. Mocniejsze karty graficzne w nowych laptopach nie należą do specjalnie chłodnych pod obciążeniem :)

    Zastanawia mnie, czy ktoś to przemyślał dokładniej. Z jednej strony stary sprzęt komputerowy zawierał ołów (ciężko mi nawet z grubsza oszacować, ile ołowiu zawierał przeciętny powiedzmy laptop). Ale taki sprzęt funkcjonował 6 czy nawet 10 lat (do zestarzenia się technologii częściej niż do awarii). Teraz taki laptop działa przeciętnie 3-4 lata. A rzecz, która mnie w tej kwestii zastanawia - czy prościej zutylizować znacznie mniejszą liczbę urządzeń, których luty zawierają nieznaczną ilość ołowiu, czy prościej zutylizować 2 czy nawet 3 razy więcej urządzeń, których luty ołowiu nie zawierają.

    Może i moje spekulacje zawierają sporo uproszczeń (w końcu można się spierać, że stare sprzęty były mniej wyżyłowane, a więc dzięki temu mniej awaryjne - i to wcale nie jest wina braku ołowiu, ale jak widzę działającego bezawaryjnie od 8 lat laptopa z desktopową wersją Pentium 4 - piekarnik jakich mało - obok sterty nowszych technologicznie urządzeń, które padły krótszą lub dłuższa chwilę po gwarancji - takie uproszczenia jednak mi się na myśl nasuwają).
  • Poziom 15  
    rozan99 napisał:
    Jak myślicie? Polecam obejrzenie filmu poniżej i zapoznanie się z pojęciem "planowane postarzanie produktu". Słyszał ktoś o tym?



    P.S. Zaciekawił mnie szczególnie wątek z drukarką i microchipem. Może niedługo producenci zaczną stosować coś takiego w laptopach?
    Czekam na Wasze opinie.


    Z drugiej strony, szybki obrót sprzętu (kupno->awaria->ponowne kupno) napędza gospodarkę (daje miejsca pracy) i stymuluje postęp technologiczny. Gdyby ludzie przez 10 lat użytkowali jeden komputer to nadal byś pracował na Pentium MMX 200 MHz bo Intelowi nie opłacałoby się robić nowych procesorów.
    Więc ludzie byliby bez pracy i rozwój technologiczny stałby w miejscu.
    Dziś kupujesz w sklepie laptopa za 2500zł, ale jego produkcja kosztuje nie więcej jak 600-700zł. Reszta pieniędzy z Twojego zakupu finansuje projektowanie nowych komputerów czy elektroniki.
  • Poziom 32  
    agent.orange napisał:

    ... Z drugiej strony, szybki obrót sprzętu (kupno->awaria->ponowne kupno) napędza gospodarkę...


    A z trzeciej strony rosną góry elektrośmieci :P

    agent.orange napisał:

    Dziś kupujesz w sklepie laptopa za 2500zł, ale jego produkcja kosztuje nie więcej jak 600-700zł. Reszta pieniędzy z Twojego zakupu finansuje projektowanie nowych komputerów czy elektroniki.


    Cena netto laptopa to jakie 2030zł
    Sklep ma marże minimum 100% czyli kupuje laptopa za jakieś 1000 zeta.
    Przedstawiciel producenta ma jakieś 50%.
    Odliczając koszty transportu chińczyk produkuje laptopa za jakieś niecałe 100$
  • Poziom 18  
    jacur napisał:

    Cena netto laptopa to jakie 2030zł
    Sklep ma marże minimum 100% czyli kupuje laptopa za jakieś 1000 zeta.
    Przedstawiciel producenta ma jakieś 50%.
    Odliczając koszty transportu chińczyk produkuje laptopa za jakieś niecałe 100$


    Jakieś źródło tych informacji bo temat mnie zaciekawił.
  • Poziom 32  
    kosmo21 napisał:
    Jakieś źródło tych informacji bo temat mnie zaciekawił.


    Ciekawią marże sklepów czy ceny u chińczyka ??
  • Poziom 18  
    jacur napisał:
    kosmo21 napisał:
    Jakieś źródło tych informacji bo temat mnie zaciekawił.


    Ciekawią marże sklepów czy ceny u chińczyka ??


    Marże sklepu.
  • IT SerwisIT Serwis
  • Poziom 32  
    Wszystkie saluuny firmowe z odzieżą lub sprzętem elektronicznym oraz sklepy wielkopowierzchniowe maja narzut min 100% na towarze
  • Poziom 27  
    Wszystkie wywody w tym filmie na temat zaśmiecania i zbędnej konsumpcji stają się zbędne i mają zupełnie inny cel.
    Wystarczy podać producenta takiej drukarki i już nikt nigdy nie kupi żadnego produktu tej firmy. To jest kolejny przykład mydlenia oczu głupimi filmami za pomocą jednego z mediów jakim jest internet.
  • Poziom 21  
    Takie napędzanie gospodarki szybką wymianą sprzętu elektronicznego to tak jak napędzanie jej wybijaniem szyb. Gdzieś był nawet film na Youtube który to przedstawiał w dość zabawny sposób.
  • Poziom 18  
    jacur napisał:
    Wszystkie saluuny firmowe z odzieżą lub sprzętem elektronicznym oraz sklepy wielkopowierzchniowe maja narzut min 100% na towarze


    No rozumiem, ale prosiłem o jakieś źródło tych informacji...
  • Poziom 33  
    doxent napisał:
    Takie napędzanie gospodarki szybką wymianą sprzętu elektronicznego to tak jak napędzanie jej wybijaniem szyb. Gdzieś był nawet film na Youtube który to przedstawiał w dość zabawny sposób.


    Mit zbitej szyby


    Link



    Postarzanie sprzętu to niezaprzeczalny fakt, dobrze widać to właśnie po drukarkach: chipy w tonerach i kartridżach (z głowicą).
    Do tego plastikowe koła zębate w wiertarkach czy piłach łańcuchowych, to prędzej czy później (ze wskazaniem na prędzej) musi się wyrobić.
    Nie zmieniasz telefonu komórkowego raz na trzy lata? To producent Ci pomoże stosując plastik wątpliwej jakości skutkujący niską odpornością na uderzenia.

    Im więcej zaoszczędziłeś na kupnie produktu, tym więcej zapłacisz za eksploatację, aby firma wyszła na swoje. Zwykli ludzie cieszą się, bo kupili w promocji drukarkę HP za 100zł, ale nikt ich nie poinformuje, że nowe tusze będą kosztowały 2x tyle...

    Wyjątkiem są urządzenia przemysłowe, bo nikt nie kupi np. obrabiarki za setki tys. zł która zepsuje się po dwóch latach (firma na rynku nie utrzymałaby się za długo).
  • Poziom 21  
    Niestety wszystko przedstawione w filmie to prawda. Ostatnio kupiłem nową kuchenkę mikrofalową firmy Z....., taka srebrna. Nie chcę robić antyreklamy, jak ktoś chce to się domyśli. Stosowana kilka razy dziennie, praktycznie jedynie mikrofala (jest jeszcze grill) zepsuła się po 2 miesiącach. Poszedł MAGNETRON, którego koszt jest stosunkowo duży, całe szczęście, że była gwarancja.
    Tak samo np: spodnie. Można kupić spodnie za ponad 100 zł, a i tak więcej niż rok w nich nie pochodzisz. Mój rekord to 2 miesiące w spodniach i dziura na wysokości kolana.
    Nie wiem, czy w drukarkach są jakieś chipy odpowiadające za "zepsucie" urządzenia po iluś wydrukach. Ostatnio widziałem drukarkę HP za 170 zł, pewnie można kupić taniej. Oryginalne tusze są strasznie drogie. Producenci stosują chipy w tych tuszach, aby nie stosować zamienników, które są znacznie tańsze. Jednak i to obeszli producenci "podróbek", dlatego drukarki są coraz słabsze
    Kolejna rzecz - samochody. Ostatnio ktoś mi lekko stuknął na wysokości baku (jednak po drugiej stronie auta). Można by puknąć lekko z drugiej strony blachy w bagażniku, ale tam jest taki materiał (pewnie żywica epoksydowa plus drobno pocięte kawałki materiału) sztywny, twardy i tak zamontowany, że nie da się go odkręcić, bo nie ma żadnych śrubek, ani nic. Aby naprawić te puknięcie trzeba by zniszczyć przynajmniej kawałek tego materiału, a pewnie za nim są jakieś tandetne wzmocnienia, aby tego nie dało się łatwo zrobić. A chodzi o Punto z 1999 roku. W nowych autach jest to samo, bagażnik wyłożony takim twardym i sztywnym materiałem.
  • Poziom 32  
    kosmo21 napisał:
    jacur napisał:
    Wszystkie saluuny firmowe z odzieżą lub sprzętem elektronicznym oraz sklepy wielkopowierzchniowe maja narzut min 100% na towarze


    No rozumiem, ale prosiłem o jakieś źródło tych informacji...


    Źródło jest prywatne a jest nim wgląd w dokumenty księgowe, porównanie cen na fakturach zakupu i cena sprzedaży.

    luke666 napisał:
    Wyjątkiem są urządzenia przemysłowe, bo nikt nie kupi np. obrabiarki za setki tys. zł która zepsuje się po dwóch latach (firma na rynku nie utrzymałaby się za długo).


    Z doświadczenia zawodowego widzę ze i obrabiarki za parę setek tyś też mają ograniczoną żywotność, którą trzeba liczyć na od 5 do 10 lat trzyzmianowej pracy. Oszczędzanie maszyny nic nie da bo pada elektronika.
  • Poziom 15  
    sonne2 napisał:
    Niestety wszystko przedstawione w filmie to prawda. Ostatnio kupiłem nową kuchenkę mikrofalową firmy Z....., taka srebrna. Nie chcę robić antyreklamy, jak ktoś chce to się domyśli. Stosowana kilka razy dziennie, praktycznie jedynie mikrofala (jest jeszcze grill) zepsuła się po 2 miesiącach. Poszedł MAGNETRON, którego koszt jest stosunkowo duży, całe szczęście, że była gwarancja.


    Zelmer to chińszczyzna - zamawiają u chińskie producenta mikrofalówki z ze swoim logo i tyle. Chińczyk zrobi Ci mikrofalówkę z logo BMW albo Scanii.

    sonne2 napisał:

    Tak samo np: spodnie. Można kupić spodnie za ponad 100 zł, a i tak więcej niż rok w nich nie pochodzisz. Mój rekord to 2 miesiące w spodniach i dziura na wysokości kolana.



    Generalnie należy pamiętać że cena w sklepie ma sie nijak do ceny wytworzenia. Byłem w wakacje w Stanach na wymianie studenckiej, kupiłem całą walizkę ubrań (spodnie, kurtki) -- w autoryzowanym sklepie Levi's kupiłem spodnie za niecałe $12 (dwanaście dolarów) podczas gdy w Polsce taki same kosztują 250 zł. To samo z ciuchami sportowymi, obuwiem, elektroniką. W Polsce spodnie Levi's to coś unikalnego w Stanach robotnicy Meksykańscy pracujący na ulicy chodzą w takich spodniach -- i tak jest z innymi 'ekskluzywnymi' markami odzieżowymi. Skoro opłaca się sprzedać spodnie za $12 to ile kosztuje ich produkcja? A ile zarabia dystrybutor/sklep w Polsce?
  • Poziom 33  
    sonne2 napisał:
    bagażnik wyłożony takim twardym i sztywnym materiałem

    Przypuszczam, że chodzi o maty bitumiczne do usztywnienia i wyciszenia blachy, z założenia nie są stosowane jedynie w celu utrudnienia życia blacharzowi.

    jacur napisał:
    Z doświadczenia zawodowego widzę ze i obrabiarki za parę setek tyś też mają ograniczoną żywotność, którą trzeba liczyć na od 5 do 10 lat trzyzmianowej pracy. Oszczędzanie maszyny nic nie da bo pada elektronika.

    Urządzenie, które pracuje cały dzień z kilkoma przerwami produkcyjnymi (trwającymi od kilku minut do godzin, w zależności czy maszynę trzeba przestawić na inny detal albo taki jest po prostu cykl produkcyjny) musi się po jakimś czasie zepsuć. Nie chodzi nawet o materiały które ulegają zużyciu mechanicznemu, ale nawet zwykły element elektroniczny ma swoją ograniczoną żywotność (a łańcuch jest tak wytrzymały, jak jego najsłabszy element).

    agent.orange napisał:
    za niecałe $12 (dwanaście dolarów) podczas gdy w Polsce taki same kosztują 250 zł

    To jest dopiero paradoks, wyższe zarobki i niższe ceny produktów... Być może jest tam większa konkurencja? Producent zchodzi sam z marżą żeby nie splajtować.

    jacur napisał:
    ...Sklep ma marże minimum 100%...Przedstawiciel producenta ma jakieś 50%...

    Szok! Wychodzi na to, że 3/4 ceny idzie na tego, który narobił się najmniej... Z drugiej strony nie od dzisiaj wiadomo, że im więcej pośredników, tym cena wyższa.
  • Poziom 42  
    rozan99 napisał:
    "planowane postarzanie produktu"
    W tym filmie zostało to wyjaśnione - jest to wmawianie klientom, że coś kupione wczoraj nie jest dzisiaj ani modne, ani już tak funkcjonalne. Zauważ na przykład telefony komórkowe - modele z przed roku są sprzętowo bardzo podobne do dzisiejszych, mają ten sam system, ale wyglądają już passe. Chodzi tylko i wyłącznie o wmówienie nabywcy, że posiadając nowy samochód/pralkę/telewizor/głośniki/komputer/meble będzie szczęśliwszy. Dlaczego na przykład nikt nie zaczyna od razu produkować aut, które wyglądają jak koncepty? Bo to by baaaaaaardzo postarzyło wszystkie aktualne modele i byłby problem ze stworzeniem nowego auta, bo musiałoby być jeszcze bardziej przyszłościowe wizualnie. Dlatego wszystko powoli ewoluuje. Dlatego w sprzęcie, mechanice, elektronice, czy czymkolwiek nie ma rewolucji - bo ona się nie opłaca.
    rozan99 napisał:
    P.S. Zaciekawił mnie szczególnie wątek z drukarką i microchipem. Może niedługo producenci zaczną stosować coś takiego w laptopach?
    J/w - nie muszą czegoś takiego montować. Bez cyny z dodatkiem ołowiu prędzej czy później laptop przestanie działać o ile oczywiście wcześniej nie zakupisz nowego "superdizajnerskiego i modnego" ultrabooka w myśl "planowanego postarzania produktu" ;).

    Zapewne w wielu urządzeniach stosowane są rozwiązania mające na celu tylko i wyłącznie skrócenie czasu działania do czasu gwarancji. Czy to mikrochipy, czy taśmy, które po iluś zgięciach się zużyją, czy wąskie ścieżki, które z czasem ulegają korozji lub uszkodzeniom mechanicznym. Dzisiejsze samochody są dobrym przykładem takiego planowanego zużycia. Niektóre dosłownie kilka tysięcy kilometrów po gwarancji potrafią zacząć się psuć. Stosowanie małych turbodoładowanych silniczków w sporych autach sprzyja takiemu planowaniu - moc jest, ale nie na długo, bo w końcu się to zużyje, a że małe to zużyje się szybciej.
  • Poziom 43  
    Panowie w tym wątku dyskutujecie nad własna głupota i nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy zwalając winę na producentów, a tymczasem wina leży po waszej stronie. Producenci to nie instytucja charytatywna muszą z czegoś żyć, a klijęci to niestety idioci i w ta lukę producenci się wpasowali idealnie dostosowując się do takiej klienteli.
    Współczesny klient nie chce kupować rzeczy dobrych tylko tanie. Pierwszą rzeczą, o którą pyta klient to cena, drugą i trzecią zresztą też. Kupcie rzecz drogą a dostaniecie dobrą, i tu mówię o realnej wartości i sile nabywczej w odniesieniu do towaru, a nie do zarobku. Bo zaraz wyskoczy jeden z drugim jak Filip z konopi za zarabia 1200zł i skąd ma na to brać, a chce kupić to i to i tamto też, do ceny wrócę pod koniec wywodu. Kiedyś za czasów mojej młodości kupowało się coś na całe życie. Telewizor, garnitur ( do ślubu i na własny pogrzeb) itd. Dziś sprzęt starzeje się moralnie i jest wyrzucany. A bo jest nowszy bardziej kolorowy i świecący, a producent w reklamach zapowiada, że to prawdziwa rewolucja, chociaż przy zakupie sprzętu poprzednie generacji zapewniał o tym samym. Kawałek swojego życia spędziłem w USA, nawet trochę dłuższy niż myślałem ze względu na stan wojenny wprowadzony w Polsce, ale to temat na inną historię. I tam mieli takie powiedzenie jestem zbyt biedny, aby kupować tanie rzeczy. Tam rzeczy tanie były dla ludzi bogatych, kupowałeś tani ciuch i po jednej imprezie go wyrzucałeś go po praniu się rozlatywał. To samo dotyczyło innych tanich rzeczy. Jak miałeś warsztat to kupowałeś dobre i drogi narzędzia, a jak w domu chciałeś zrobić coś małego ( jakiś bogacz żeby przy grilu poszanować wśród towarzystwa, że co takiego zrobił, albo zamierzał)dla siebie jednorazowo to kupowałeś tanie i je wyrzucałeś, bo i tak nie nadawały się już do niczego. Natomiast majsterkując czasem kupowałeś sprzęt półprofesjonalny sporo tańszy, ale też dorywczo chodził długo.
    A u nas w Polsce mentalność została się tak żeby kupić coś na całe życie, ale zapłacić jak za jednorazówkę. Pamiętacie ja wyrastały jeden po drugim punkty napełniana zapalniczek jednorazowych w latach 90?. Kuriozum nie? Żeby naprawiać rzecz jednorazową Pytanie przynajmniej do 30 latków, którzy to pamiętają.
    Teraz takie przykładu cenowe prę lat temu maszyna budowlana firmy X, kupiona jeszcze na stare pieniądze, kosztowała 150tyś zł dzisiaj jej następca i to już drugiej generacji kosztuje 80tyś zł, więc jest dwa razy taniej, ale jak się weźmie się po uwagę realna wartość nabywcza pieniądza to wychodzi, że maszyna kosztuje 5 razy taniej. Porównując koszty eksploatacja i napraw to stwierdzam, że ten nowy sprzęt jest 3razy gorszy od starego. Ale tego starego już nie kupię ze względu na klijetów, dla których jedynym kryterium jest cena zakupu a nie eksploatacji. Chcecie z innej elektronicznej beczki bardo proszę. Powszechnie się mówi, że elektronika tanieje g.... prawda tanieje chłam sprzęt o aktualnych czasowych na ta chwilę parametrach kosztuje tyle samo. Prześledźmy to na jakimś wyrobie niech będzie telefon komórkowy. W dniu premiery kosztuje w sklepie 1000zł a u schyłku produkcji 300zł tyle tylko, że oprócz obudowy i tego samego oznaczenia modelowego to zupełnie inny telefon.
    Oczywiście producent sprzedaje to za jakąś cenę, do której później procentowo są doliczane inne marze ( przywóz na miejsce docelowe z ubezpieczeniem od wartości sprzętu przewożonego, cło, marża, dystrybutora i marża sklepu, to tak w uproszczeniu) wiec jak producent obniż troszkę cenę to z procentów biorą się na pułkach sklepowych spore różnice cenowe. Więc jak obniżyć cenę? Zastosować tańsze podzespołu np. puchnące po 2,3 latach kondensatory. Następnie optymalizacja produkcji, dzięki czemu gotowy telefon wyjeżdża z taśmy, co 26 minut a nie 30 jak w pierwotnej wersji. Następnie rezygnuje się z części elementów w środku, co powoduje, że troskę więcej telefonów wraca na serwis, ale powiewasz są tańsze to w ogólnym rozliczeniu zysk producenta jest większy. Następnie zmienia się całe PBC na takie, które jest mniej czasochłonne w produkcji i tańsze ( zrezygnowano z paru elementów wiec, po co robić pod nie pady pokryte złotem). Więc tańsze elementy np. obudowy z tworzywa są malowane a nie barwione w procesie produkcji, bo tak jest taniej, z że się wyciera Tańsza płytka i podzespoły, których na dodatek jest mniej, więc taniej, dalszy optymalizacja czasu produkcji i jej skrócenie do 15 minut daje spore obniżki cen. Zamiast grzać i studzić płytkę przez prawidłowy okres czasu np. 6 minut skraca się do 2. Wyrobów wadliwych będzie więcej i szybciej padną te sprawne, ale to i tak się opłaca Opłaty stałe producenta się nie zmieniają, czyli podatek od gruntu, na którym stoi fabryka, oświetlenie ogrzewanie i utrzymanie maszyn, które produkują na godzinę 100 telefonów czy 1000 i ludzi przy większym popycie są takie same. Więc jeżeli producent sprzedawał ten telefon na początku za 500zł i miał na nim zysku 100zł, a na końcu sprzedaje go za 200zł przy tym samym zysku. To widać wyraźnie, że jest to dla niego bardzo opłacalny interes, bo tańszy wyrób kupi więcej osób stwierdzają, że ich na to stać. Gwarancja też się opłaca, o jeżeli odsetek wymian reklamacyjnych sprzętu wynosił 1%, ( 1x400zł = 400zł) a po obnizeniu jakości wzrósł do 3% ( 3x100zł = 300zł) to mamy zysk.


    Czy tez powszechne narzekanie na wyroby Chińczyków ludzie przecież to jest naród, który lata w kosmos. Na dodatek ja tam byłem i tam nie ma takiego badziewie jak u nas. Jak zapłacisz dobre pieniądze do to dostaniesz doby towar tyle, że nie będzie to już tak konkurencyjne cenowo jak wyrób europejski. Tam jak podpisujesz kontrakt na coś to pokazują ci próbki towarów i podają ceny przy określonej stopie produkcji to od ciebie zależy czy weźmiesz towar dobru czy tani.
    A ten kryzys w europie to niby skąd. Chcecie tanie rzeczy to Chińczycy je wyprodukują a wy nie macie pracy.
    Może troskę odbiegłem od tematu tym ostatnim zadaniem a moje początkowe ostre słowa nie miały na celu obrazy kogokolwiek na tym forum, ale zwrócenie uwagi na wasze postępowanie jako konsumentów dokonujących wyboru w sklepie.
  • Poziom 21  
    Czyli dobra mikrofalówka ile powinna kosztować?? Dobre mikrofalówki kosztują 500-600 zł w porywach, a przeważnie za 400 zł można kupić. Droższe są mikrofalówki do gastronomii i takie kosmiczne w zabudowie. Ich cena to 2000 zł i więcej. I myślisz, że one Ci się nie zepsują?
    Moja 1 mikrofalówka pracowała 8 lat, aż się spalił taki papierek w środku i nie chciało mi się jej remontować.
    Telefon marki Samsung kupiłem 2 lata temu i na razie na niego nie narzekam. Bateria trzyma 2-3 dni, ale tyle trzymała od początku. Pewnie jeszcze potrzymam go w porywach 2-3 lata i się zwyczajnie zużyje. 10 lat jedna komórka? Przypuszczam, że coś siądzie i nie będę potrafił tego naprawić. Komórka kosztowała 400 zł.
  • Poziom 35  
    To co kupiłem 15 lat temu do dzisiaj jest prawie nowe, to co kupiłem wczoraj jutro będzie szmelcem.
    Więc .
  • Poziom 33  
    kkknc napisał:
    Więc jeżeli producent sprzedawał ten telefon na początku za 500zł i miał na nim zysku 100zł, a na końcu sprzedaje go za 200zł przy tym samym zysku. To widać wyraźnie, że jest to dla niego bardzo opłacalny interes, bo tańszy wyrób kupi więcej osób stwierdzają, że ich na to stać. Gwarancja też się opłaca, o jeżeli odsetek wymian reklamacyjnych sprzętu wynosił 1%, ( 1x400zł = 400zł) a po obnizeniu jakości wzrósł do 3% ( 3x100zł = 300zł) to mamy zysk.


    A bierzesz pod uwagę, że spadek renomy firmy z powodu wypuszczenia na rynek bubla mocno odbija się na sprzedaży? Są branże, w których nie wolno sobie pozwolić choćby na jedną wpadkę, bo firma będzie skończona, lub zyski dramatycznie spadną.
    Ja wolałbym dopłacić producentowi te 100zł aby mi zrobił 2x lepszy jakościowo telefon, ale dlaczego do tych 100zł pośrednicy muszą dołożyć kolejne 500zł?
  • Poziom 43  
    sonne2 napisał:
    Czyli dobra mikrofalówka ile powinna kosztować?? Dobre mikrofalówki kosztują 500-600 zł w porywach.............


    Nie zrozumiałes mnie, mechanizmów rynkowych też.

    luke666 napisał:

    A bierzesz pod uwagę, że spadek renomy firmy z powodu wypuszczenia na rynek bubla mocno odbija się na sprzedaży? Są branże, w których nie wolno sobie pozwolić choćby na jedną wpadkę, bo firma będzie skończona, lub zyski dramatycznie spadną.
    Ja wolałbym dopłacić producentowi te 100zł aby mi zrobił 2x lepszy jakościowo telefon, ale dlaczego do tych 100zł pośrednicy muszą dołożyć kolejne 500zł?

    To podaj mi przyklad firmy która nie miała jakiejś wtopy, więc traktuje twoje pytanie jako retoryczne. Co do ceny pisałem przecież o procentach.
    Większośc ludzi po jakimś czasie od kupna zaczyna narzekac na forach na dany wyrób że to, że tamto. I załują że nie dołozyli tych 100 czy 200zł na coś innego.
    I idąc do sklepu popełniają ten sam błąd bo to kosztuje 500zł, a dokładnie to samo innej firmy 300zł. wybierają tańszy i znowy ględzenie na forach. I tak koło sie zamyka.
  • Poziom 32  
    kkknc napisał:
    I idąc do sklepu popełniają ten sam błąd bo to kosztuje 500zł, a dokładnie to samo innej firmy 300zł. wybierają tańszy i znowy ględzenie na forach. I tak koło sie zamyka.


    Tylko jest jeden problem, To coś za 500 zeta to jest to samo g.. co za 300 zeta i koło się nakręca.
  • Poziom 26  
    jacur napisał:
    kkknc napisał:
    I idąc do sklepu popełniają ten sam błąd bo to kosztuje 500zł, a dokładnie to samo innej firmy 300zł. wybierają tańszy i znowy ględzenie na forach. I tak koło sie zamyka.


    Tylko jest jeden problem, To coś za 500 zeta to jest to samo g.. co za 300 zeta i koło się nakręca.


    A prawda jest taka, że nawet dopisanie jednego lub dwóch zer wcale tej prawdy nie zmieni.
    Ot, taki dziwny ten świat ...
  • Poziom 40  
    Cena wyrażona w pieniądzu przestaje być wyznacznikiem czegokolwiek.

    sonne2 nie masz chcieć kupić mikrofalówki za 600 czy 800 masz chcieć kupić dobrą może kosztować nawet 300. Jak powiesz ze chcesz za 600 kupić to Ci za 600 sprzedadzą... ta warta 300 ;).

    Niestety gospodarka najlepiej rozwija się sama bez pomocy. Nie zależnie w którą stronę ta pomoc gospodarce idzie kończy się źle dla kowalskiego. Bo i tak się robi w pewnym momencie taki czy inny rezerwat.

    Ale skąd się bierze porblem. Czy gospodarka to pieniądz? Nie gospodarka to wartość. Dziś pieniądz to tylko umowa (licha i jednostronna) ze pieniądz reprezentuje wartość. Ale reprezentuje wartość bez pokrycia. Kiedyś jak ktoś chciał to mógł sobie wybić pieniądz ze swojego kruszcu i był on wart tyle co kruszec. Oczywiście pojawili się fałszerze którzy zaczęli oszukiwać. W momencie pieniądza kruszcowego fałszerstwo to tez był porblem bo jak ktoś fałszował pieniądze to inne w obiegu traciły wartość. Dziś państwo po prostu drukuje papier. A pieniądz może być kreowany w oderwaniu od wartości jaką reprezentuje. I tu się pojawia problem to znaczy jak jest więcej pieniędzy niż wartości.
    Chodzi o to ze pieniądz stał się celem samym w sobie a nie wartość jaka za nim stoi. Ludzie się przyzwyczaili do pieniądza a pieniądz stal się podatny na manipulacje bo ludzie patrząc na pieniądz widzą pieniądz a nie wartość.
    Powiedzmy ze mam pomysł na alternatywny przykład dla indexu big-macka. Czasem wpadam do wypożyczalni filmów i coś sobie w domu oglądam no i przypomniałem sobie dwa filmy. Akcja jednego toczyła się nie dawno akcja drugiego chyba przed II wojną (już jakiś czas temu go oglądałem i w sumie nawet nie wiem co to było). Oba produkcji USA i działy się na terenie USA w jednym prostytutka za usługę zażyczyła sobie 100 $ a w drugim 3$. Do czego zmierzam. Wartość tej samej (jednej z najstarszych wiec można powiedzieć "pierwotnych") usług wyrażona w pieniądzu notabene tym samym wzrosła 30 krotnie. Nie chodzi o liczby ale rząd wielkości. Można takie porównanie zastosować ponieważ można przyjąć ze realna wartość takiej usługi będzie podobna tak dla strony świadczącej jak i korzystającej i dodatkowo ze względu na jej charakter można powiedzieć ze zawsze jest nadmiar podaży. Powiedzmy ze była sobie kiedyś prostytutka która te 3 dolary dostała. I te trzy dolary krążyły w obiegu aż do dziś (powiedzmy ze zakładamy ze się nie zniszczyły, ale to nie chodzi o ujecie dosłowne a o pewną przenośnie). Przez powiedzmy kilka dziesięcioleci cały czas będąc w czyjejś kieszeni stały się 30 RAZY MNIEJ WARTE! Jeśli ta prostytutka włożyła by je do skarbonki to by straciła 30 razy. Nieźle wyszedł na tym interesie tylko ten kto szybko 3 dolce "skonsumował" w postaci usługi bo dziś w tym budżecie to by sobie mógł h..a bramą przytrzasnąć.
    Innymi słowy każdy kto miał w ręce te dolary by cały czas okradany. Bo w momencie w którym mu je wypłacono były więcej warte niż w momencie w którym je wydawał.

    W mojej rodzinie ta lekcja ekonomi ma ponad 100 lat. Choć wymyślił to już Kopernik. Otóż pradziadek nie znał Kopernika i tezauryzował w papierowych rublach. Które chował w piecu w izbie w której się w lecie nie paliło. Przyszła jesień przyszła prababcia i w piecu napaliła i ruble poszły z dymem. No chociaż jak wiemy z historii to dziadek z rublami był i tak na straconej pozycji ;). No generalnie w kwestii ówczesnej siły nabywczej nie było tego znowu wcale wiele powiedzmy ze były to takie sobie oszczędności gospodarza ze średniej wielkości wtedy gospodarstwem. No ale siostra pradziadka również nie znając Kopernika zaskarbiała sobie w złotych rublach. No i też tego jakoś specjalnie wiele nie miała w sile nabywczej no ale złota już trochę. No i po pierwsze nie ruszyło by tego (wartości) spalenie w piecu no a po drugie nie ruszyła by tego też wojna światowa.
    No ale pora na jakieś wnioski z pradziadowej lekcji ekonomi.
    Dane będą trochę "z palca" i nie do końca konkretnie z danego okresu ale to też nie istotnie bo z grubsza ukarzą tendencje.
    Wyczytałem kiedyś ze robotnik rolny w czasie żniw na początku XX wieku w zaborze rosyjskim z własnym sprzętem pociągowym zarabiał 1 rubla i 30 kopiejek. Wiec w tygodniu licząc 6 dni pracy zarobił 7 rubli 80 kopiejek. Powiedzmy ze żniwa trwały 5 tygodni i mamy prawie 40 rubli. Powiedzmy ze te ruble dostał w złotych piątkach czyli miał ich 8.
    O takich:
    http://e-numizmatyka.pl/sklep/product_info.php/info/p1850_5-rubli-1898-r----Rosja.html
    Na dzisiejsze zarobił by 7,5k złociszy. Całkiem uczciwie jeśli weźmiemy pod uwagę ze to wieś i tak dalej a to był robotnik z gruntu nie wykwalifikowany, no może był ale wcale nie musiał.
    Oczywiście wtedy to było mniej. Ale jeśli ten robotnik by te pieniądze w słoiku zakopał to z każdą chwila by mu przybywało. Pokazać chce jeszcze coś 8 rubli to już taka mała kupeczka. Ale jeśli ktoś miał w miarę stabilne źródło dochodu to i "masielniczkę" złota mógł nazbierać. Tydzień pracy to 7 rubli 80 kopiejek rok to 52 tygodnie. Wiec można było "naskładać" sobie 400 rubli. Co daje 80 5-cio rublówek. A to nam daje po dzisiejszych cenach 76000 PLN rocznie. Oczywiście żniwa nie trały cały rok ;) ale tu chodzi o wycenę pracy.
    Daje nam to na dzisiejsze na łapkę ponad 6 tysięcy dla niewykwalifikowanego pracownika fizycznego. Ktoś powie ze 20 lat temu złoto był znacznie tańsze, to nieprawda po prostu 20 lat temu papierowy pieniądz był znacznie więcej wart.

    Pieniądz papierowy a już w szczególności elektroniczny to taka forma trochę oszustwa na której wszyscy korzystają ale tylko do pewnego momentu.
    Jak by pieniądz był kruszcowy mieli byśmy praktycznie permanentna deflacje. Po prostu pieniądz raz zarobiony z dnia na dzień stawał by się coraz więcej wart. Jeszcze bardziej niż wskazane złote monety.
    Gospodarka rozwijała by się wolniej ale bardziej stabilnie i przewidywalne a w takim miejscu się geszeftu nie zrobi trzeba uczciwie pracować. Miał by też inne skutki ludzie zarabiali by nominalnie coraz mniej ale wszystko by też taniało. No i zupełnie inny układ sił na świecie był by dziś przy zastosowaniu pieniądza wymienialność na złoto bo najbogatsze był by państwa mające te zasoby.

    Pieniądz papierowy został wprowadzony niby żeby zapobiec w przyszłości kryzysom ale to właśnie papier wywołał wielki kryzys a papierowy pieniądz wywołuje następne.

    Wielki kryzys wziął się z załamania. W USA giełda rozwijała się dość szybko i powstał magiczny sposób zarabiania pieniędzy. Zakup akcji był lewarowany kredytem. Którego zabezpieczeniem był akcje które ciągle rosły. Innymi słowy banki w swoich papierach zaczęły kreować wirtualne pieniądze nie mające pokrycia w złocie ani w jakiejkolwiek wytwarzanej wartości. Bo "drukowane" w ten sposób pieniądze zasilały giełdę windując cenę akcji poprzez wirtualny popyt poparty wirtualnymi pieniędzmi których zabezpieczeniem był wirtualny kurs akcji. To musiało kiedyś p..ac. I tak się też stało. Bo nagle okazało się ze się nie zgadza matematyka. I w jednej chwili wszystko wyparowało. Pomysłem na poradzenie sobie z tym okazał się gwałt na matematyce. Czyli pieniądz papierowy. Który jak nie będzie mieć po drugiej stronie równania kupki złota to zawsze się będzie równie zgadzać i nigdy się system nie przewróci. Tylko ze to stało się pretekstem do niebezpiecznych zabaw które sprawiły ze usługi prostytutki z 3 dolców podrożały do 100 mimo tego ze zakres usług się nie zmienił oraz sprawiły ze kolejne kryzysy to tylko kwestia czasu.

    Państwa drukują pieniądze. Ale drukują ich więcej niż powinny. Tu jest kolejny błąd. Bo miernikiem nie wiadomo czego jest PKB. PKB to ogół usług i dóbr. Problem polega na tym ze cześć usług jest dla gospodarki ze tak powiem obojętna. Ma to miejsce wszędzie tam gdzie ktoś się ordynarnie wciska miedzy flaszkę a zakąskę.
    Takim przykładem są różnorodne pośrednictwa czegokolwiek które tak naprawdę nic nie robią i nic nie wytwarzają. Świat bez nich by istniał jak istniał kiedyś to jest właśnie taki gospodarczy chuligan który niby stymuluje a tak naprawdę nie robi nic co by się samo nie zrobiło. Ale generuje puste PKB po części, które jest pokrywane prze tych co rzeczywistą usługę lub dobro wytwarzają co więcej ich praca jest mniej warta właśnie o koszty tego pośrednictwa. Im więcej takiej toksycznej działalności tym gorzej. Jak by taka agencja pośrednictwa czegokolwiek znikła to się nic wielkiego z PKB nie dzieje bo nie spada ilość dóbr finalnych. Oczywiście spadła by ilość miejsc pracy ale to nic wielkiego bo te miejsca pracy i tak są pasożytnicze. Równie dobrze można by wypłacać zasiłek da bezrobotnych.

    Kolejny porblem to banki które generują za dużo pieniądza. Ich rola jest w gruncie rzeczy dobra ale tylko do pewnego momentu. To znaczy do momentu w którym pieniądze robią się z przekładania pieniędzy. Weźmy Londyńskie City które generuje istotną cześć brytyjskiego PKB. Większe gospodarcze plum w europie i gospodarka UK się kurczy jak Wacek na mrozie. Oni tam nic nie wytwarzają poza gazami z przewodu pokarmowego.
    Ale tak się robią pieniądze. Jeśli w obiegu jest pusty pieniądz to on sobie szuka miejsca kiedyś to były dot-comy. Później nieruchomości. A mechanizm jest zawsze taki sam. Zaczyna się od tego ze na czymś jest wzrost. Powoduje to napływ kapitału w to miejsce które wzrost stymuluje bardziej niż powinno. Tworzy się banka. Normalnie jak by pieniądza nie było w nadmiarze banka by się nie stworzyła bo trudniej było by wywołać efekt samo-dmuchania. A taj jak się zacznie samo-pompowanie to reszta się zbiega i ściąganie są pieniądze tak puste jak i pełne tak uczciwie zarobione jak i ukradzione. I tak aż ktoś powie sprawdzam czyli wycofa z biznesu kupkę szmalu która na nim zrobił a reszta zostaje z kupą dosłownie bo wartość się szybko urealnia jak wszyscy zaczynają sprzedawać. Podobnie może być na złocie jak ktoś stwierdzi ze ma dość i sprzeda dużą ilość to się rynek załamie.

    Na swoją działalność jakąkolwiek nie należy patrzeć jak na zarabianie pieniędzy, to bez sensu bo pieniądze są nic nie warte ale jak na kreowanie wartości. Tam gdzie wartość są pieniądze w druga stronę nie koniecznie. A wartości same w sobie potrafią samoistnie generować przychody. Ludzie to w sumie czują intuicyjnie. Jak ktoś ma serwis i przychodzi do niego klient to oskubać go (zarobić na nim pieniądze) może raz, ale jak dobrze wykona usługę w akceptowalnej cenie to ma wartość w postaci zadowolonego klienta który przyniesie więcej pieniędzy i przyprowadzi znajomych. Wartością taka był pieniądz kruszcowy ale nam go zabrano. Niestety nie znaczy to ze należy inwestować w złoto bo jak wszyscy papierowe pieniądze ulokują w złocie to banka pęknie.
  • Użytkownik usunął konto  
  • Poziom 16  
    "Codzienna tandeta! Samochody, sprzęt AGD i RTV mają się szybko popsuć"
    Artykuł: Link

  • Poziom 37  
    Z telefonami jest dokładnie jak napisał kkknc - nie robią tego specjalnie żeby sie popsuł - oni oszczędzają na materiałach bo telefon ma byc na 2 lata! Tyle ile wynosi najczęściej okres abonamentu u operatorów - tyle też wynosi gwarancja producenta (aby operator miał zgodność z umową - że sprzęt wzięty do usługi spełnia swoje zadanie przez całą umowę) - dogadali się i to też nie specjalnie - po prostu samo sie ustaliło na jakimś odpowiednim dla wszystkich poziomie - operator zadowolony bo sprzedaje usługe na 2 lata, producent zadowolony bo sprzęt w praktyce jest na 2 lata, klient zadowolony bo wymiana co dwa lata - więc okres 2-letni staje sie standartem trwałości fizycznej - nie ma sensu robić trwalszych urządzeń bo sie nie zarobi. A jak cena będzie niższa (cięcia na trwałości) to więcej sprzeda się urządzeń, bo operator weźmie więcej do swoich usług i sprzeda je taniej klientom który sie będą cieszyć z okazyjnej umowy.
    Natomiast kolegę Tommy82 musze pochwalić za przypomnienie nam jak pusty jest obecny system finansowy - niby każdy jakoś to wie, ale operując papierowymi setkami przyzwyczajamy sie że jest w nich siła (lub wartość) - tak naprawde bez poparcia instytucji finansowych ich wartość jest zerowa.
  • Poziom 36  
    Chris_W napisał:
    Z telefonami jest dokładnie jak napisał kkknc - nie robią tego specjalnie żeby sie popsuł - oni oszczędzają na materiałach bo telefon ma byc na 2 lata!


    Dokładnie, gdyby z kolei stworzyli telefon wytrzymalszy (jak ichniejsza nokia 5110, 3310) nie byli by konkurencyjni cenowo. Klienci przyzwyczajeni są do niskiej ceny, natomiast dla tych którym zależy na jakości istnieją odpowiednie eksluzywne (chociaż to słowo na wyrost) marki jak Miele czy Loewe.