Witam wszystkich na forum!
W związku z tym, że rzadko mam przyjemnośc pisać na forum to prosze o wyrozumiałość.
Mój problem to instalacja elektryczna w Fordzie Escorcie. Mimo, że naczytałem sie już na forum o róznych przypadkach to mój wydaje mi sie kosmiczny.A mianowicie:
Wszystko zaczęło się od braku krótkich świateł (oczywiście zespolony sprawdzony - działa poprawnie i wysterowuje przekaźnik świateł mijania), po jakimś czasie zabrakło świateł drogowych (nawet zwora na przekaźniku nie spowodowała zadziałania ani mijania ani drogowych). Zdecydowałem sie na montaż niezależnego włącznika pod kierownicą (zasilanie wziąłem z halogenów, żeby nie było, że światła się palą jak wyłączę samochód). Po tym zabiegu światła mogłem załączać i chieszyłem się jak głupi, że uda mi się przebrnąć zimę i na wiosnę zabrać się do pracy w celu naprawy oświetlenia jak producent nakazał
.
Moja radość trawała niespełna miesiąc czasu. Pare dni temu zajechałem do domu po pracy bez broblemów, po 30 min chciałem wyskoczyć gdzieś na miasto. Przekręcam kluczyk a tu nic pełna ciemność.Podociskałem wszystkie listwy zaciskowe na tablicy bezpiecznikowej i było ok, więc pojechałem. Problem powrócił przedwczoraj ale tym razem nic nie dało rady zrobić.
Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej interesująca, gdy wczoraj ostro wziąłem sie do pracy. Posprawdzałem wiekszość wariantów (przelutowanie skrzynki narazie nie biore bod uwagę).
Co zauważyłem:
W momencie kiedy uda się zapalić kontrolki samochód odpala ale pracuje jakby nie miał mocy i nie wkręca sie na obroty. W momencie kiedy zapale światła samochód gaśnie (przypominam, że na dodatkowym przełączniku świateł jeździłem 2 tygodnie więc nie ma mowy o żadnym zwarciu). Po zgaśnięciu silnika na tablicy czarna czeluść. Totalny brak kontrolek, napięcia na przewodach zasilających stacyjkę.
Dosłownie nic nie pomaga i mostkowałem przekaźnik który daje napięcie na zapłon i kontrolki, i na krótko stacyjkę. Układ zachowuje się jakby miał gdzies zestyk przeciążeniowy w torze zasilania odcinający dosłownie wszystko.
Czytałem, że ktoś miał problem z brakiem kontrolek i winą była przepalona ścieżka. Tylko gdyby to była przepalona ścieżka to raz na amen i koniec. Gdyby były problemy przed przekaźnikiem zapłonu (nr 1) to podanie napięcia na wtórną stronę powinno zadziałać, a gdyby problem był na ścieżkach za przekaźnikiem to miałbym chociaż impuls na cewkę przekaźnika, której nie ma.
Prosze o pilna pomoc!!!!! bo na dworze coraz zimniej a samochód unieruchomiony. Póki co sie nie poddaję jak uda sie znaleźć przyczynę wariacji to napiszę. Pozdrawiam wszystkich na forum i z góry dzięki za pomoc.
W związku z tym, że rzadko mam przyjemnośc pisać na forum to prosze o wyrozumiałość.
Mój problem to instalacja elektryczna w Fordzie Escorcie. Mimo, że naczytałem sie już na forum o róznych przypadkach to mój wydaje mi sie kosmiczny.A mianowicie:
Wszystko zaczęło się od braku krótkich świateł (oczywiście zespolony sprawdzony - działa poprawnie i wysterowuje przekaźnik świateł mijania), po jakimś czasie zabrakło świateł drogowych (nawet zwora na przekaźniku nie spowodowała zadziałania ani mijania ani drogowych). Zdecydowałem sie na montaż niezależnego włącznika pod kierownicą (zasilanie wziąłem z halogenów, żeby nie było, że światła się palą jak wyłączę samochód). Po tym zabiegu światła mogłem załączać i chieszyłem się jak głupi, że uda mi się przebrnąć zimę i na wiosnę zabrać się do pracy w celu naprawy oświetlenia jak producent nakazał
Moja radość trawała niespełna miesiąc czasu. Pare dni temu zajechałem do domu po pracy bez broblemów, po 30 min chciałem wyskoczyć gdzieś na miasto. Przekręcam kluczyk a tu nic pełna ciemność.Podociskałem wszystkie listwy zaciskowe na tablicy bezpiecznikowej i było ok, więc pojechałem. Problem powrócił przedwczoraj ale tym razem nic nie dało rady zrobić.
Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej interesująca, gdy wczoraj ostro wziąłem sie do pracy. Posprawdzałem wiekszość wariantów (przelutowanie skrzynki narazie nie biore bod uwagę).
Co zauważyłem:
W momencie kiedy uda się zapalić kontrolki samochód odpala ale pracuje jakby nie miał mocy i nie wkręca sie na obroty. W momencie kiedy zapale światła samochód gaśnie (przypominam, że na dodatkowym przełączniku świateł jeździłem 2 tygodnie więc nie ma mowy o żadnym zwarciu). Po zgaśnięciu silnika na tablicy czarna czeluść. Totalny brak kontrolek, napięcia na przewodach zasilających stacyjkę.
Dosłownie nic nie pomaga i mostkowałem przekaźnik który daje napięcie na zapłon i kontrolki, i na krótko stacyjkę. Układ zachowuje się jakby miał gdzies zestyk przeciążeniowy w torze zasilania odcinający dosłownie wszystko.
Czytałem, że ktoś miał problem z brakiem kontrolek i winą była przepalona ścieżka. Tylko gdyby to była przepalona ścieżka to raz na amen i koniec. Gdyby były problemy przed przekaźnikiem zapłonu (nr 1) to podanie napięcia na wtórną stronę powinno zadziałać, a gdyby problem był na ścieżkach za przekaźnikiem to miałbym chociaż impuls na cewkę przekaźnika, której nie ma.
Prosze o pilna pomoc!!!!! bo na dworze coraz zimniej a samochód unieruchomiony. Póki co sie nie poddaję jak uda sie znaleźć przyczynę wariacji to napiszę. Pozdrawiam wszystkich na forum i z góry dzięki za pomoc.