Jakieś pół godziny temu pokazali w TV taki wynalazek, z powodu którego ponoć zbędny ma być gaz łupkowy
- ten wynalazek ma zapewnić energię: przedłużacz zakończony rozgałęziaczem z wyłącznikiem z neonówką,
chyba na 5 gniazdek, wtyczka wetknięta do jednego z nich; włączają wyłącznik, neonówka nie świeci; wtedy
tłumaczą, że potrzebny jest impuls początkowy, żeby zaczęło działać - biorą zapalniczkę, rozmontowują ją
i wyciągają układ generujący iskry (mieli taką, w której ten układ był elektryczny - u nas zazwyczaj stosuje się
kamienie krzesiwowe, taka się nie nadaje), podłączają go do jednego z wolnych gniazdek, wpuszczają iskrę
i neonówka zaczyna świecić; następnie podłączają nocną lampkę - świeci, żarówkę - też świeci.
Prowadzący program zaproponował, żeby widzowie podczas przerwy wypróbowali w domu, czy im zadziała
(mówiąc, że dużo nie ryzykują, najwyżej stracą zapalniczkę) - potem była reklamacja od jednego z nich, że
zrobił jak na filmie i mu nie działa. Prowadzący sugerował, że pewnie widz coś źle zrobił, ale nie określił, co
to mogło być - a ten program oglądało bardzo wielu widzów, a tylko jeden zgłosił reklamację, że nie działa.
A ja mam pomysł, jaki błąd mógł zrobić ten widz: odwrotnie wetknąć wtyczkę, wtedy robi się zwarcie.
Uwaga: nie polecam tego eksperymentu, i w żadnym przypadku nie zwracam poniesionych kosztów!
