Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Technik Elektryk - Faber CK
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Narzędzia - Tanio, czy dobrze?

18 Kwi 2012 10:15 14364 51
  • #31 18 Kwi 2012 10:15
    ciasteczkowypotwor
    Poziom 41  

    Ja zdecydowanie wolę kupić mniej narzędzi, a dobrych, przerobiłem już bardzo wiele kluczy bazarowych, chińskich, polskich, niemieckich, japońskich, amerykańskich, itp.
    Okazuje się, że warto zamiast kompletu kluczy za 50zł, kupić jeden klucz za 50złł, ale dobrej jakości.
    Świetnej jakości klucze były produkowane za komuny w Polsce, Rumunii, Węgrzech i Niemczech (całych), Rosjii. Polskie, były dobre nieocynkowane, czarna rączka i szlifowane szczęki, Rumuńskie i Węgierskie były na licencji Chrom-Vanadium, naprawdę nie do zdarcia. Rosyjskie, ocynk i oksydo, świetne klucze.
    Czasem da się na bazarze kupić komplet narzędzia od silnika Maybacha - oryginalne klucze Chrom-Vanadium, warto, nawet obrdzewiałe, a dlaczego? Dlatego, że te klucze, teraz nazywają się Gedore-Vanadium, a jeden np 10x13 to wydatek jakieś 40zł, ale jeszcze nigdy mi się nie udało takim kluczem obkręcić łebka śruby, albo go złamać. To samo dotyczy się grzechotek Chrom-Vanadium, na chińskich 10, mam jedna niemiecką z tego kompletu i nie da się tego popsuć. To samo dotyczy się nasadek, widzieliście, aby zwykła nasadka od chińczyka odkręcać pneumatykiem śrubę? Zanim śruba się poluzuje, to się nasadka rozłupuje, ale dobrą starą nasadką, odkręca się jak nową specjalna do udaru, a nasadka się nie rozklepuje wewnątrz.

    Śrubokręty, bity i imbusy, torxy itp, tu również nie warto oszczędzać. Ja kupiłem kilka nowych imbusów i torxów, takich jak najczęściej korzystam rozmiarów, wydałem na to sporo kasy, ale przynajmniej wiem, ze odkręcę śrubkę i nie uszkodzę łebka. Dla pozostałych rozmiarów, które sporadycznie trafiam, mam chiński zestaw, ale jak się okazuje z dobrej stali.
    Śrubokręty warto kupić dobrej jakości, nie tylko dlatego, że są dobrej jakości, ale i dlatego, ze pasują do śrub. Zauważyliście to, ze część np krzyżaczków, nie pasuje do śrub? Mimo, że wygląda prawie identycznie, to i tak przeskakuje w śrubie? Rozróżniam tu Philipsa od zwykłego.
    Co do obcinarek i kombinerek, tu również, polecam zestaw kluczy od silnika lokomotywowego Maybach. Jeśli nowe, to kombinerki Gedore, obcinarki minimum Pierganconi.
    Ogólnie narzędzia z grupy Gedore są świetne.

    Gwintowniki i narzynki, wiertła i frezy, - żaden supermarket i powłoka tytanowa jeśli to ma działać. Miałem wiele wierteł koloru złotego, najczęściej po pierwszym wierceniu robiły się koloru stalowego. Jedyne co po wielokrotnym użyciu było nadal złote, z prawdziwą powłoką węglikową to frezy i wiertła rosyjskie na morsa, z normalnym mocowaniem był sam badziew. Stare polskie, albo rosyjskie, z nowych często na bazarach można kupić izraelskie - polecam - wyrobili się w stali narzędziowej. Chyba, że kogoś stać, to maszynowe gwintowniki i wiertła frezy, ale tu trzeba szukać. Z zasady wszystko co było na morsa było wytrzymałe.

  • Technik Elektryk - Faber CK
  • #32 18 Kwi 2012 11:51
    serwis
    Poziom 37  

    ciasteczkowypotwor napisał:
    Z zasady wszystko co było na morsa było wytrzymałe.


    Jasne, bo chwyt Morse'a był stosowany w przemyśle, a tam nie mogli sobie pozwolić na bubla.

  • #33 28 Kwi 2012 10:59
    Urgon
    Poziom 36  

    AVE...

    Jedno dobre narzędzie to za mało. Kupujesz jedno, i zaraz będziesz chciał kupić kolejne i kolejne. A budżet amatora jest ograniczony niczym polityk. Przykład:

    Po wywierceniu dziesiątego krzywego otworu kupiłem sobie uchwyt stołowy do wiertarki marki Wolfcraft. Z wiertarką stonkową Pegasus działa świetnie, bo ręka się nie trzęsie i dziurki piękne, nawet tańszymi wiertłami marki LUX. Wierciłem dziurę w radiatorze i ręka mi się omskła. Dziura w złym miejscu wypadła. Teraz zbieram pieniądze na imadło do mojego uchwytu. Wydam na nie więcej, niż na sam uchwyt. Potem pewno kupię kolejne imadło do innych prac. Potem dobre pilniki, dobre gwintowniki i narzynki, potem lepsze wkrętaki od mojego chińskiego kompletu, potem pewno coś jeszcze wyjdzie. Tak zawsze jest...

    Kiedyś lutowałem rozklekotaną transformatorówką - albo cyna się nie topiła, albo płytka paliła. Kupiłem "stację lutowniczą" za 40 złotych. Poczułem się jak władca cyny, choć i wtedy zdarzały się problemy, a luty były paskudne niekiedy. Wkurzony na warunki pracy i z perspektywą SMD zainwestowałem ostatni grosz i kupiłem jedną z tych chińskich stacji Yhua. Skok jakościowy znów był zaskakujący. Ciekawe, co by było, jakbym się przerzucił na profesjonalne narzędzia do lutowania. Przy okazji lutowania to jeszcze kupiłem cynę made in China. Typ 60/40. Widział kto cynę, która nie chce się topić, nie chce trzymać się miedzi ni elementów, zbryla się i nabiera szarego koloru? Miała mieć topnik, ale go nie widziałem. Topnik w formie pasty też ciekawie się sprawdził - niby działa i robi to, co do niego należy, ale przy okazji rozlewa się na całą płytkę i pryska od gorąca. Tak więc nie tylko narzędzia są ważne, ale i materiały. Z cyną i kalafonią od Cynelu nigdy nie miałem takich problemów...

    Mój ojciec dawno temu zajeździł trzy szlifierki kątowe jednego dnia, marka Pegasus czy coś takiego. W jednej spalił się silnik, w drugiej rozsypała się przekładnia. W trzeciej jedna z zębatek była szczerbata jak emeryt. Czwartej nie przyjął. Zabrał pieniądze, dołożył drugie tyle i kupił szlifierkę Bosch...

  • #34 29 Kwi 2012 07:45
    ciasteczkowypotwor
    Poziom 41  

    Akurat Bosh robi taka samą kaszankę jak i pegasus :)

  • Technik Elektryk - Faber CK
  • #35 14 Lip 2012 22:20
    398216
    Użytkownik usunął konto  
  • #36 23 Lip 2012 01:31
    stozu
    Poziom 9  

    Co do nitonakrętek to polecam Wam technologię, którą zajmuję się od jakiegoś czasu. Jeżeli ktoś tego jeszcze nie widział to może być zaskoczony... wierceniem bez użycia wiertła lub narzędziem, które w zasadzie nie posiada ostrzy.

    Narzędzie kształtem przypomina stożek.

    Świetna alternatywa dla nitonakrętek i nakrętek spawanych. Oczywiście wymagany jest dostęp do wiertarki stołowej lub CNC.

    Więcej informacji znajdziecie tutaj, zamieszczone jest kilka filmików i zdjęcia narzędzi: Termoformowanie otworów i gwintowanie bezwiórowe

    Gdyby ktoś miał pytania co do tej technologii to chętnie się podzielę informacjami i doświadczeniem.

  • #37 13 Lis 2012 20:40
    1959821
    Użytkownik usunął konto  
  • #38 13 Lis 2012 21:11
    vorlog
    Poziom 33  

    O gwintownikach maszynowych czy przelotowych kolega nie słyszał? Nawet do stali nierdzewnych? :)
    Zresztą... Ja z kolei nie słyszałem o "koncie ścinu" :P
    V.

  • #39 13 Lis 2012 21:17
    1959821
    Użytkownik usunął konto  
  • #40 13 Lis 2012 21:25
    vorlog
    Poziom 33  

    Miałem na myśli przede wszystkim gwintowniki jednostopniowe.
    Co do "konta ścinu"- nie istnieje, jak już to kąt, choć mnie uczyli o kącie ostrza, ale to dawno było :P
    Do poczytania- http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&cad=rja&ved=0CCIQFjAA&url=http%3A%2F%2Fkbm.polsl.pl%2F~public-org%2F%5BMiBM%5DPodstawy-konstrukcji-maszyn-techn.s5%2Fgwinty.pdf&ei=PqyiULn5L5H5sgaut4CoDQ&usg=AFQjCNETJRnVSg4zZ6tfX4O-eMgGdSY4kQ
    V.

  • #41 13 Lis 2012 21:29
    1959821
    Użytkownik usunął konto  
  • #42 13 Lis 2012 22:21
    398216
    Użytkownik usunął konto  
  • #43 13 Lis 2012 22:48
    vorlog
    Poziom 33  

    dj-MatyAS napisał:

    Równie dobrze można by rozpocząć kolejny wątek o kącie ostrzenia punktaka...

    Ja śmiem twierdzić, że wymaga to również głębszego omówienia, temat wbrew pozorom wcale błahy nie jest :D
    Co do narzędzi, jakie mam, jakie stosuję, kupuję...
    Generalnie zgadzam się z Tobą.
    Mam to szczęście, że w moim posiadaniu jest jeszcze sporo pamiątek z dawnych dobrych czasów, łącznie ze zbiorami św.p. Ojca- Vis, FWP... To były i są narzędzia skrawające nie do zdarcia pod warunkiem właściwego użytkowania. Sporo narzędzi również kupowałem w latach '90 od handlarzy ze wschodu- wbrew pozorom niezłe, zwłaszcza łyżki do opon chyba z tytanu- bardzo lekkie, niesamowicie sztywne, twarde, szlifowane na próbę na szlifierce sypią snopem jaskrawobiałych iskier.
    Elektronarzędzia- różne, B&D wiertarkę wykończyłem po szesnastu latach męczenia w różnych warunkach, szlifierkę kątową Boscha (125mm) po ok. dziesięciu, przy czym ciąłem nią nawet kątowniki 150mm, cienką tarczą oczywiście :)
    To były wówczas drogie jak na moje ówczesne warunki narzędzia, ale się odrobiły wielokrotnie.
    Teraz mam, bo coś trzabyło kupić, sprzęty Skill Master- marka ponoć jest własnością Boscha, podobnie jak Dremel, ale tańsza, dość ładnie zrobiona, przyjemna w użyciu.
    W międzyczasie miałem w łapach jakieś podróby Vander- bez dalszego opisywania, szkoda paluchów.

    Podsumowując- jeżeli nie korzystamy z narzędzi zawodowo lecz do celów gospodarczo-domowo-garażowo-hobbystycznych to nie bardzo jest sens pakować się w najwyższą półkę jakościową i oczywiście cenową, chyba, że nas to rajcuje, gdy oglądamy sobie całą półkę z narzędziami o pięknych naklejkach firmowych, korzystając z nich raz na miesiąc może.
    Inna sprawa jednak, że nie warto za Chiny ludowe wydawać grosza na najtańszy szmelc- ani toto dobrze wykonane, ani precyzyjne, hałasuje, wysiada w dowolnym, najczęściej wkurzającym momencie (sobota popołudnie- znamy to? :) ).
    Tanie wkrętaki nadają się tylko do wydłubywania robali przed wyjściem na ryby.
    Tanie wiertła nadają się do drewna i plajstyków, do metalu nie bardzo.
    Tani młotek potrafi zgubić obuch rozwalając różne potrzebne obiekty/sąsiadki/nasz łeb mimo, że całkiem tak na oko dobrze siedział na stylisku...

    Zasada nr jeden- jak MUSIMY kupić szmelc, bo nas na droższy/lepszy nie stać chwilowo, to nie jest powód do wstydu. Z czasem jednak warto zaoszczędzić, choćby rezygnując z palenia na rzecz e-palenia (dzień dobry! :P ) i kupić lepsze narzędzia, niekoniecznie najlepsze.
    Sporo pomocnych klamotów można zrobić samemu, choćby różne ściski, trzymadełka, wyżej cytowany punktak czy małe, precyzyjne przecinaki (idealnie się nadają trzonki ze zużytych zaworów silników samochodowych).

    Pozdrawiam, dj-MatyAS :)
    V.

  • #44 13 Lis 2012 23:04
    Urgon
    Poziom 36  

    AVE...

    Brakuje na elektrodzie jednej rzeczy: jakiegoś działu/zbioru porad stricte mechanicznych. Nie każdy miał zajęcia techniczne w szkole, a i ich poziom bywał różny. W mojej Alma Mater na przykład zajęcia się ograniczyły do wiercenia dziurek w desce, choć w stołach warsztatowych były poukrywane najróżniejsze skarby: od dłut do drewna począwszy na miniaturowych kowadłach skończywszy. Nauczyciele uznali, że słabowidzący uczeń z młotkiem to za duże ryzyko. Dlatego dopiero po latach nauczyłem się, jak używać poprawnie pilnika do metalu, by go nie "zepsuć"...

    Kupiłem w końcu imadło. Poprawiło to jakość robionych przeze mnie dziur. Kupiłem też nożyce do blachy Yato. To jakości cięcia tejże nie poprawiło - z jakiegoś powodu nie mogę przeciąć kawałka dłuższego niż ostrze tych nożyc, bo mi wichrują blachę wtedy. Albo ja naprawdę nie mam talentu do mechaniki, albo narzędzie nie spełnia wymagań. Brat za to zepsuł mi zestaw chińskich śrubokrętów, konkretnie to uchwyt do końcówek. Uchwyt nie ma żadnej metody blokowania końcówki przed wpadnięciem w rączkę. Jemu tak wpadła końcówka i się wklinowała jakoś. Wykazał się zatem wyjątkową siłą (jest masażystą z wykształcenia) i ją wydobył - kosztem rozwalenia rączki w drobne ch... ekhm, członki. Made in China zwykle oznacza bubla...

  • #45 13 Lis 2012 23:36
    vorlog
    Poziom 33  

    Urgon, jest takie stare powiedzenie handlowców różnej maści- towary z Chin dzielą się na "produkt chiński" i "chińszczyznę"... W firmie, gdzie się udzielam obecnie, mamy m. inn. kilka maszyn CNC oraz dwie potężne wytaczarki produkcji chińskiej- maszyny tyrają 24h/dobę cały miesiąc- taka np. wytaczarka struga podstawę obrotnicy o średnicy ok. 3m, oczywiście obroty tak potężne, że obserwując je można zasnąć z nudów, tylko operatorzy się zmieniają. To są naprawdę dobrze zrobione maszyny, ale też kosztowały odpowiednio.

    Szczerze mówiąc, to współczuję młodszemu pokoleniu- mnie i moich okołolatków posługiwania się prostymi narzędziami typu piłka do metalu, dłuta, pilniki uczono w szkole podstawowej na zajęciach praktyczno-technicznych, również łatania skarpet, wyszywania, szydełkowania. Potem w szkole zawodowej (tak, zaliczyłem i toto), mimo, że o profilu "elektromechanik", pierwsze półrocze praktyki mieliśmy na warsztacie mechanicznym- zadanie nr jeden- kawałek kwadraciaka stalowego, pilniki i do przodu- to były nasze późniejsze młotki... Potem obróbka skrawaniem- ręczna i maszynowa. Dopiero potem mogliśmy złapać się "śrubokręta" na montażu elektrycznym, przy czym ja akurat trafiłem na dział przezwajania silników itd.
    Kilkanaście lat pracy w zakładzie produkcji maszynowej (Zakłady Mechaniczne TARNÓW) w służbach utrzymania ruchu to było moje największe pole do popisu- wszelkie możliwe w owym czasie maszyny, technologie, od odlewnictwa przez obróbkę po galwanizację- jak człowiek chciał, nauczył się wszystkiego.
    Jednocześnie technikum dla pracujących wieczorami nasączało mnie teorią, omal na odwyk nie trafiłem :D
    Obecnie trafiają mi się na zarządzany przeze mnie wydział w firmie ludzie po studiach z tytułem magistra, inżyniera, których starsi pracownicy uczą jak połączyć snopek przewodów oboma końcami we właściwe zaciski nie upalając podczas testów połowy zawartości szafy sterowniczej, a ja wciskam im kit, że dokumentacja, którą stworzyłem i zawarte w niej schematy wystarczają, by urządzenie ruszyło z kopyta od strzała, robię bowiem za elektryka-projektanta, za moje grzechy :(
    Nie potrafię chwilami zrozumieć, jak możliwe jest wypuszczenie ze szkoły człowieka z kompletem dyplomów, który nie potrafi przeczytać dość prostego schematu, nie potrafi posługiwać się prostymi narzędziami- w domu też nic w życiu nie robił?
    No ale ja to stary moher jestem i wierzę w spiskowe teorie dziejów...
    Hmm.. Za początków mojej kadencja w ZMT miałem zaszczyt poznać tamtejszego Głównego Energetyka, inż. Wahtla, przedwojennego lwowskiego inżyniera, łażącego po zakładzie z kombinerkami, śrubokrętami i suwakiem logarytmicznym w kieszeniach fartucha, mimo, że był szychą przed którą dyrektory wymiękały. Ale jak sam mi raz powiadał "Krzysiu" (bo ja mam Krzysiu na imię :D), "Krzysiu- inżynier prawdziwy potrafi i przekładnię wyremontować, i elektrownię uruchomić, i most postawić- bez różnicy..."
    Wzięło mnie na żale, przepraszam, kończę i życzę wszelkich sukcesów z narzędziami w łapie :)
    V.

  • #46 13 Lis 2012 23:50
    Urgon
    Poziom 36  

    AVE...

    To ja Ci powiem, że to norma i na innych studiach. Zahaczyłem bowiem o filologię angielską i tam były niezłe cuda. W mojej grupie połowa studentów nie potrafiła sklecić zdania złożonego po angielsku bez kartki papieru i ołówka. Tacy ludzie potem kończą studia i uczą w szkołach. Znałem też kilku absolwentów informatyki, którzy nie potrafili nawet zainstalować pirackiej gry, mimo pliku z instrukcjami napisanymi "jak dla idioty". A sam jestem członkiem ostatniego pokolenia, które siedziało przed nagim DOSem...

    Bardzo teraz żałuję, że właśnie ZPT u mnie nie było. Bali się nauczyciele w latach 90tych, byśmy sobie krzywdy nie zrobili. Tak bardzo, że ocierało się to o paranoję. Teraz trza się uczyć od nowa. A bez ćwiczeń manualnych w dzieciństwie trudniej opanować sprawne posługiwanie się narzędziami. Mózg wolniej się uczy...

  • #47 14 Lis 2012 00:03
    vorlog
    Poziom 33  

    Urgon napisał:

    Brakuje na elektrodzie jednej rzeczy: jakiegoś działu/zbioru porad stricte mechanicznych

    A wiesz, że to nie jest wcale taki zły pomysł?
    Kilku "instruktorów" by się na pewno znalazło. Żal nabytej wiedzy zakopać w piach, niechby dało się choćby najprostsze rzeczy przekazać...
    V.

  • #48 14 Lis 2012 07:20
    1959821
    Użytkownik usunął konto  
  • #49 14 Lis 2012 14:11
    398216
    Użytkownik usunął konto  
  • #50 16 Lis 2012 19:57
    vorlog
    Poziom 33  

    dj-MatyAS, czuję się podpuszczony skutecznie :P
    Zima idzie, będzie może więcej czasu wolnego (?!), postaram się coś wypocić, niemniej związane to będzie ze straszliwym wysiłkiem posprzątania warsztatu, znaczy bez przesady! Kąta wokół stołu, w strefie łapania obiektywu, bo i jakieś fotki by się przydały :D
    V.

  • #51 16 Lis 2012 20:48
    398216
    Użytkownik usunął konto  
  • #52 28 Lut 2018 13:14
    irek768
    Poziom 1  

    Odnosząc się do tematu, to powiem tak. Żyjemy w kraju, gdzie mamy towar i ceny zachodnie a pensje wschodnie i sto lat za murzynami. Taka sytuacja się szybko nie zmieni i dlatego zdecydowanie lepiej kupić jedną rzecz porządną niż 10 bubli. W kwestii narzędzi robię podobnie i nie mam za dużo klamotów na stole czy półkach, ale za to najbardziej potrzebne i istotne. Ja się bawię w naprawy rowerów i do tego zakupiłem kilka sztuk narzędzi, moim zdaniem bardzo dobrej firmy Unior, które się sprawdzają w 100%. Oczywiście też trzeba szanować narzędzia to po każdej robótce lubię je oczyścić ze smarów i innych brudów i na półeczkę odkładam.