Witam,
Na wstępie proszę o nie zamykanie tematu, gdyż przeczytałem już wiele postów, jak się okazało podobnych, ale nie rozwiązujących mojego problemu.
Posiadam Astrę jak w temacie o przebiegu 65tyś. Przed zimą miałem stłuczkę, prosto pod zderzak wybiegł mi 100kg dzik, który wyrządził niezłe szkody. Dokonałem niezbędnych napraw (wymiana maski, reflektorów, chłodnicy i pasa przedniego). Odpaliłem auto, wszystko działało jak należy. Zgasiłem je by dolać oleju. Ponownie chciałem je odpalić i wtedy pojawił się problem, który coraz częściej się pojawiał, a teraz jest już stały. Po przekręceniu stacyjki do pozycji rozruchu słychać było jedynie "tyk" i to wszystko, a rozrusznik nie kręcił. Kupiłem drugi (używany rozrusznik ze szrotu-sprawdzony na krótko, na aku), auto po wymianie zapaliło. Niestety na drugi dzień problem powrócił. Oba rozruszniki na krótko podpięte kręcą jak szalone. Podłączałem inny aku w pełni naładowany i dalej to samo. Sprawdzałem połączenia masowe, bezpieczniki i nadal nic. Nie pali już nawet z "popychu", mimo to, że wcześniej palił w ten sposób praktycznie bez problemu.
Dodam tylko, że przy stłuczce została złamana obudowa czujnika na kolektorze (rdzeń cały), ale nie miało to żadnego wpływu. Auto paliło tyle samo i odpalało normalnie. Poza tym wydech był ostatnio bardzo głośny, tak jakby się oberwał, bądź miał solidną dziurę, zastanawiam się, czy od "popychu" nie uszkodziłem kolektora, który rozsypując się mógłby zapchać wydech i czy to może mieć jakikolwiek wpływ na rozrusznik???
Taki więc wydaje mi się, że problemem jest rozrusznik, który ani drgnie.
Z góry dziękuje za wszystkie odpowiedzi, dodam, że nie chciał bym zbyt wiele wydać na naprawę, bo i tak już sporo na niego wydałem. Wiec nie wchodzi w grę wymienianie wszystkiego po kolei.
Na wstępie proszę o nie zamykanie tematu, gdyż przeczytałem już wiele postów, jak się okazało podobnych, ale nie rozwiązujących mojego problemu.
Posiadam Astrę jak w temacie o przebiegu 65tyś. Przed zimą miałem stłuczkę, prosto pod zderzak wybiegł mi 100kg dzik, który wyrządził niezłe szkody. Dokonałem niezbędnych napraw (wymiana maski, reflektorów, chłodnicy i pasa przedniego). Odpaliłem auto, wszystko działało jak należy. Zgasiłem je by dolać oleju. Ponownie chciałem je odpalić i wtedy pojawił się problem, który coraz częściej się pojawiał, a teraz jest już stały. Po przekręceniu stacyjki do pozycji rozruchu słychać było jedynie "tyk" i to wszystko, a rozrusznik nie kręcił. Kupiłem drugi (używany rozrusznik ze szrotu-sprawdzony na krótko, na aku), auto po wymianie zapaliło. Niestety na drugi dzień problem powrócił. Oba rozruszniki na krótko podpięte kręcą jak szalone. Podłączałem inny aku w pełni naładowany i dalej to samo. Sprawdzałem połączenia masowe, bezpieczniki i nadal nic. Nie pali już nawet z "popychu", mimo to, że wcześniej palił w ten sposób praktycznie bez problemu.
Dodam tylko, że przy stłuczce została złamana obudowa czujnika na kolektorze (rdzeń cały), ale nie miało to żadnego wpływu. Auto paliło tyle samo i odpalało normalnie. Poza tym wydech był ostatnio bardzo głośny, tak jakby się oberwał, bądź miał solidną dziurę, zastanawiam się, czy od "popychu" nie uszkodziłem kolektora, który rozsypując się mógłby zapchać wydech i czy to może mieć jakikolwiek wpływ na rozrusznik???
Taki więc wydaje mi się, że problemem jest rozrusznik, który ani drgnie.
Z góry dziękuje za wszystkie odpowiedzi, dodam, że nie chciał bym zbyt wiele wydać na naprawę, bo i tak już sporo na niego wydałem. Wiec nie wchodzi w grę wymienianie wszystkiego po kolei.