Witam,
Zregenerowałem sam we własnym zakresie alternator w mojej Hondzie. Wyczyściłem go całego, wymieniłem szczotki oraz oba łożyska. Teraz gdy włącze światła czy jakikolwiek większy pobór prądu, alternator wydaje charakterystyczny delikatny świst. Tylko jest jedno ale.. Podczas regeneracji i lutowaniu szczotek spadła mi kropla cyny na uzwojenie. Co udało mi się zdjąć to zdjąłem, ale trochę cyny zostało (nie chciałem zdrapać lakieru z drutu ). Patrzyłem miernikiem i niby przejscia nie było na uzwojenie przez cynę.
Teraz mam pytanie:
Czy ten świst jest spowodowany tym, że szczotki się docierają ( przejechałem około 150km od remontu ) czy nastąpiło może jednak przebicie na uzwojeniu? Dodam, że ładowanie jest w porządku ( 14,5V bez świateł na jałowym, 14,35V na światłach, 14,3V jak odpale wszystkie odbiorniki w aucie).
Pozdrawiam!
Zregenerowałem sam we własnym zakresie alternator w mojej Hondzie. Wyczyściłem go całego, wymieniłem szczotki oraz oba łożyska. Teraz gdy włącze światła czy jakikolwiek większy pobór prądu, alternator wydaje charakterystyczny delikatny świst. Tylko jest jedno ale.. Podczas regeneracji i lutowaniu szczotek spadła mi kropla cyny na uzwojenie. Co udało mi się zdjąć to zdjąłem, ale trochę cyny zostało (nie chciałem zdrapać lakieru z drutu ). Patrzyłem miernikiem i niby przejscia nie było na uzwojenie przez cynę.
Teraz mam pytanie:
Czy ten świst jest spowodowany tym, że szczotki się docierają ( przejechałem około 150km od remontu ) czy nastąpiło może jednak przebicie na uzwojeniu? Dodam, że ładowanie jest w porządku ( 14,5V bez świateł na jałowym, 14,35V na światłach, 14,3V jak odpale wszystkie odbiorniki w aucie).
Pozdrawiam!