Witam po moim wczorajszym nieudanym dniu życie musiało dołożyć jeszcze swoje 3 grosze.. i zabrało życie JBLowi gto 7001. Po 30 min grania wzmaciacz się wyłączył a potem włączył . Włączało się jego zabezpieczenie i go wyrzucało . Gdy odłączyłem chinch wzmacnaicz o dziwo pracował , jednak po włożeniu jego wtyczki odrazu wyłączało wzmacniacz. Dodam że chinch na duży wzmacniacz mam puszczony z wyjścia głośnikowego od radia , a to z tego względu , że to jedyne rozwiązanie dzięki któremu nie słyszę alternatora w głośnikach subwoofera.
Postanowiłem sprawdzić wzmacniacz pod chinchem z przedniego wzmacniacza ( tam jest normalny chinch i o dziwo nie mam żadnych gwizdów w głośnikach ). Podpiąłem jbla włożyłem chinch i o dziwo wzmaka nie wyłączyło jednak dzwięk z głośników był mało co słyszalny. No i oczywiście musiało coś strzelić w zmaku , zaśmierdziało i wzmacniacz się wyłączył. Teraz jak podepnę to włacza się ale na zabezpieczeniu :/
Czy da się go uratować ? rozebrałem i zobaczyłem że jeden z 4 kondesatorów jest napuchnięty , więc do wymiany. Ale co z tym wyjściem chinch czy coś jeszcze mogło pujść ? proszę o pomoc
Postanowiłem sprawdzić wzmacniacz pod chinchem z przedniego wzmacniacza ( tam jest normalny chinch i o dziwo nie mam żadnych gwizdów w głośnikach ). Podpiąłem jbla włożyłem chinch i o dziwo wzmaka nie wyłączyło jednak dzwięk z głośników był mało co słyszalny. No i oczywiście musiało coś strzelić w zmaku , zaśmierdziało i wzmacniacz się wyłączył. Teraz jak podepnę to włacza się ale na zabezpieczeniu :/
Czy da się go uratować ? rozebrałem i zobaczyłem że jeden z 4 kondesatorów jest napuchnięty , więc do wymiany. Ale co z tym wyjściem chinch czy coś jeszcze mogło pujść ? proszę o pomoc