Akumulator "gazuje" przy nadmiernym ładowaniu - przy prawidłowym z grubsza
nie powinien; ale trochę gazuje, bo po pierwsze ładuje się nierównomiernie, jakaś
część płyty jest już naładowana, inna nie, i ta naładowana gazuje, po drugie ilość
wydzielających się gazów ma jakąś ciągłą, a nie skokową, zależność od stopnia
naładowania, co oznacza, że nawet od początku będzie trochę gazował.
Jeśli pominąć nierównomierność naładowania, to gazowanie zależy
od napięcia, z grubsza tak, jak prąd diody od napięcia na niej. Oznacza
to, że i bez ładowania akumulator gazuje, tylko mniej, bo napięcie jest
niższe, niż podczas ładowania. Wydzielające się gazy są tracone
(w akumulatorach żelowych uzyskuje się rekombinację, która jednak
ma ograniczoną wydajność, dlatego nie wolno ich ładować do takiego
napięcie, jak zwykłych, bo ciśnienie gazów może je rozerwać - niby
mają wentyle bezpieczeństwa, ale często nie są skuteczne).
W zwykłym akumulatorze dolewa się wody, żeby uzupełnić straty
spowodowane gazowaniem; w żelowym jest to niemożliwe.
Klasyczne akumulatory zawierają sporą domieszkę antymonu
(kilka %), dla zwiększenia sztywności elektrod (stop ołowiu
z antymonem krzepnie tak, że tworzy komórki o twardych
ścianach, i dlatego jest sztywny), co powoduje duże gazowanie;
od jakiegoś czasu zamiast antymonu używa się wapnia, dzięki
czemu gazowanie jest dużo mniejsze, i wody można dolewać
z grubsza raz na rok (w klasycznych co parę miesięcy), ale są
one bardziej wrażliwe na niewłaściwą obsługę.