Witam.
Mój problem zaczął się w piątek. Dałem samochód do mechanika by wymienił mi sprzęgło. Stan samochodu ogólnie dobry, nie było żadnych problemów oprócz piszczącego sprzęgła. Gdy przyszedłem po odbiór samochodu, mechanik mi mówi, że mam słaby akumulator, bym wymienił przed zimą, i że mi wskaźniki "szaleją".
Zdziwony chce odpalać samochód, a on ani drgnie. Zapalają się wszystkie lampki na desce rozdzielczej, wskaźniki (prędkościomierz, obrotomierz, temperatura i paliwo) zachowują się jak chcą, ale samochód nie odpalił. Podłączyliśmy na kable i ruszył. Ujechałem parenaście metrów i czuję, że nie działa wspomaganie i samochód nie reaguje na pedał gazu - strasznie się muli. Zawróciłem do warsztatu. Próbuję zgasić samochód, a tu nic. Wyciągam kluczyki ze stacyjki a on nadal chodzi i w dodatku włączają się awaryjne. Zdusiłem go na biegu, otworzyłem maskę i słyszę jakieś spięcie jest w okolicy bezpieczników. Mechanik odpiął klemy i tak zostawiłem mu samochód. W sobotę niby wszystko naprawione. Powiedzieli, że masa była przerwana (sama się przerwała?). Odpalam i znowu nic. Akumulator rozładowany prawie na zero. Odpalony na popych, bo na kablach za długo trwało ładowanie. Pojeździłem trochę by go naładować, ale cały czas brakowało mocy - wycieraczki wolno chodziły itp. Dzisiaj rano chce odpalić samochód a tu całkowity brak mocy w akumulatorze. Nawet zegarek nie chodził.
Moje pytania:
1. Czy akumulator mógł się całkowicie rozładować pod wpływem jakiegoś spięcia?
2. Czy warto go spróbować naładować, czy lepiej kupić nowy?
3. Czy po podłączeniu nowego mam pewność, że nie rozładuje się, tzn. czy nie ma jakiegoś przebicie które go rozładuje? Jak to sprawdzić?
Proszę o odpowiedź, ponieważ bardzo potrzebuję samochodu.
Mój problem zaczął się w piątek. Dałem samochód do mechanika by wymienił mi sprzęgło. Stan samochodu ogólnie dobry, nie było żadnych problemów oprócz piszczącego sprzęgła. Gdy przyszedłem po odbiór samochodu, mechanik mi mówi, że mam słaby akumulator, bym wymienił przed zimą, i że mi wskaźniki "szaleją".
Zdziwony chce odpalać samochód, a on ani drgnie. Zapalają się wszystkie lampki na desce rozdzielczej, wskaźniki (prędkościomierz, obrotomierz, temperatura i paliwo) zachowują się jak chcą, ale samochód nie odpalił. Podłączyliśmy na kable i ruszył. Ujechałem parenaście metrów i czuję, że nie działa wspomaganie i samochód nie reaguje na pedał gazu - strasznie się muli. Zawróciłem do warsztatu. Próbuję zgasić samochód, a tu nic. Wyciągam kluczyki ze stacyjki a on nadal chodzi i w dodatku włączają się awaryjne. Zdusiłem go na biegu, otworzyłem maskę i słyszę jakieś spięcie jest w okolicy bezpieczników. Mechanik odpiął klemy i tak zostawiłem mu samochód. W sobotę niby wszystko naprawione. Powiedzieli, że masa była przerwana (sama się przerwała?). Odpalam i znowu nic. Akumulator rozładowany prawie na zero. Odpalony na popych, bo na kablach za długo trwało ładowanie. Pojeździłem trochę by go naładować, ale cały czas brakowało mocy - wycieraczki wolno chodziły itp. Dzisiaj rano chce odpalić samochód a tu całkowity brak mocy w akumulatorze. Nawet zegarek nie chodził.
Moje pytania:
1. Czy akumulator mógł się całkowicie rozładować pod wpływem jakiegoś spięcia?
2. Czy warto go spróbować naładować, czy lepiej kupić nowy?
3. Czy po podłączeniu nowego mam pewność, że nie rozładuje się, tzn. czy nie ma jakiegoś przebicie które go rozładuje? Jak to sprawdzić?
Proszę o odpowiedź, ponieważ bardzo potrzebuję samochodu.